Sunday, August 05, 2012

Troszkę fotek z niedawnych tras.

Fotki z wyprawy na Key West sprzed paru tygodni, ciąg dalszy.



Nic nadzwyczajnego, ale ładny widoczek: Jadące gdzieś razem cztery samochody BMW E92. Dwa M3 i dwa 335i



Ciekawa chmurka na zachodzie



Cobra na Pilocie w Savannah



Taka temperatura była na parkingu, termometr odczytywał nagrzane powietrze, ale gdy się tam stoi, to się je tak samo odczuwa. 129 F to 54C



Billboard przypominający, że Południowa Karolina to nie jest popielniczka. :-D



Ciekawa rejestracja. Nana of seven to znaczy "Babcia siedmiu wnucząt", ale Victoria zauważyła, że nana po japońsku to znaczy siedem, więc rejestracja niechcący nabrała podwójnego znaczenia. :-P



Kenworth T660 z megasleeperem, który wygląda jak fabryczne wyposażenie, nie jak coś dołożonego przez kierowcę:



Jeden z piękniejszych samochodów, Aston Martin Rapide. Wiecie, że ja jestem "zakręcony" na punkcie czterodrzwiowych aut, a ten chyba jest wśród nich najpiękniejszy.



Nie każdemu udało się szczęśliwie powrócić do domu

Nie każdy tydzień jest wspaniały

W ubiegłym tygodniu wszystko było nie tak w firmie. Nic się nie układało. W poniedziałek dostałem dyspozycję, by we wtorek zabrać w drodze powrotnej do Savannah wodę z Charlotte, a kolejny ładunek maiłem do Greensboro na środę na 7 rano. Niestety nie da się tego osiągnąć, bo brakuje czasu. Z mojego domu do magazynu z wodą, potem do Savannah i do Greensboro jest ponad 11 godzin jazdy, czyli trzeba zrobić 10-godzinną przerwę. Do tego załadunek, przejazd przez miasto, zamiana naczepy na bazie - to wszystko trwa.

Cała operacja to minimum 26 godzin, więc jak zacznę o 7 rano we wtorek, dotrę do Greensboro na dziewiątą. Poprosiłem więc o przesunięcie czasu dostawy, ale zamiast tego po prostu odebrano mi ładunek. Otrzymałem za to tak zwany "transfer", przewiezienie naczepy do innego centrum dystrybucyjnego, koło Memphis w Tennessee. Nic się nie stało, trasa fajna, tysiąc km w jedną stronę i gdybym w środę dostał powrotny ładunek, w czwartek go przywiózł na bazę i w piątek obsłużył swoje sklepy, wszystko byłoby OK.

Niestety nic nie było w ubiegłym tygodniu OK. Powrotny ładunek był dopiero w czwartek, więc na piątek nie otrzymałem nic. W piątek mogłem jedynie zabrać swój poniedziałkowy towar. Ale i tu się nie udało.

W poniedziałek moja żona, ze swoją mamą, jadą do Polski na wakacje. Chciałem ją odwieźć na lotnisko (nie, nie, wcale nie po to, by być pewnym, że teściowa wyjechała :lol: ), ale tam trzeba być o 15, więc poprosiłem o ładunek, który można wcześniej rozładować. Mamy zwykle takie dwa: Jeden ten, który zawaliłem parę tygodni temu, sklep, gdzie trzeba być o 5 rano. Drugi - to sklep, który zawsze dostaje pełną naczepę, więc choć rozładunek zaczyna się o 7, to koło 11 jest już po robocie. Nie dostałem jednak żadnego z nich.

Dyspozytorka powiedziała, że każda naczepa do Charlotte była w ten dzień na siódmą i miała co najmniej 4 sklepy ( w co nie wierzę), ale zapewniła mnie, że znajdzie mi zwykły ładunek. Dobre i to, choć ja zarabiam na rozładunkach i gdy wożę zwykłe towary, uciekają mi zarobki. Pech jednak trwał, bo w piątek do piętnastej nie znaleźli mi żadnego towaru.

Nasza baza jest 400 km od domu. Nie bardzo jest jak się stamtąd dostać. Mógłbym wskoczyć do innej ciężarówki, która jechała do Charlotte, ale w poniedziałek byłby znowu problem jak wrócić i nic bym nie zarobił. Lepsze to jednak, niż weekend w Savannah, z daleka od rodziny. Na szczęście na koniec błysną promyczek słońca. Wysłali mnie do Charlotte na pusto. Więc nie tylko mogę spędzić z rodziną weekend, ale też nie będzie problemu z odwiezieniem Grażynki na lotnisko.

Jest tylko jedno ale... Teraz muszę wrócić na bazę z ładunkiem wody, więc nie zdążę do sklepów w Greensboro... Może jednak dostanę sklepy w Południowej Karolinie, albo po prostu wyjadę w poniedziałek wieczór i prześpię się pod magazynem. Wtedy będzie szansa, że się mi uda wyrobić na siódmą rano. O to jednak będziemy się martwić, gdy dostanę jakieś dyspozycje. Na razie jestem w domku, wolny i bez żadnych zobowiązań.

Sunday, July 29, 2012

Zawalony rozładunek i kompresor do M3

Jak ten czas leci... Minęły dwa tygodnie od ostatniego wpisu, ale bardzo trudno mi znaleźć czas na częstą aktualizację.

Weekend jest krótki, bo docieram do domu albo w piątek w nocy (gdy mam szczęście), albo w sobotę po południu. A w poniedziałek zaczynam pracę o szóstej rano, lub czasem wcześniej.  Więc tego czasu dla rodziny nie ma wiele, a do tego mam swoje "internetowe obowiązki".

Nawiasem mówiąc zawaliłem dwa tygodnie temu ładunek. Pojechałem w poniedziałek się rozładować rano, jak zwykle, ruszając o 6 i po kilkunastu minutach dyspozytor pyta, gdzie jestem. Ja na to, że za pół godziny będę w sklepie, a on: "A co się stało? Miałeś tam być o 5 rano!". 

Oops! Rzeczywiście, miałem, ale nie sprawdziłem papierów, a on mnie nie poinformował. 99% ładunków zaczynamy o 7 rano, więc nie sprawdzałem, a tymczasem to sklep, do którego towar można dowieźć tylko przez frontowe drzwi, więc trzeba się uporać przed 9. O dziewiątej zaczynają się zjeżdżać klienci i nie można blokować parkingu i drzwi. Ale się głupio czułem, widząc pracowników czekających na mnie od dwóch godzin i patrzących z lekkim wyrzutem. Oni też mogli dwie godziny dłużej pospać.

W ubiegłym tygodniu były imieniny Grażynki, ale zamiast jej coś kupić, sam od niej otrzymałem przepiękny prezent. Zamówiła dla mnie kompresor, układ wydechowy i precyzyjny mechanizm zmiany biegów do mojego M3. Prawdę mówiąc, to "legalnie" jest to jej samochód, więc w zasadzie to sobie ten prezent kupiła. :D :D :D Może pamiętacie - kupiła go, gdy ja byłem w trasie, więc wszystkie papiery są wypełnione na jej nazwisko.  Części powinny się zjawić za dwa tygodnie, a po ich zamontowaniu autko będzie miało 600KM. To już naprawdę będzie "czterodrzwiowe Ferrari".

Poza tym - zwykła szara codzienność, choć żaden dzień nie jest nigdy dokładnie taki, jak inne. W ostatni piątek miałem rozładunek w Jacksonville. Co za nieprzyjemne miejsce. Nie mogłem parkować pod sklepem, policjantka patrolująca okolice mnie wyrzuciła, sugerując, że kilka mil dalej jest Wal Mart i może tam mi pozwolą stać. Tam też mnie wyrzucili i zacząłem się denerwować, bo kończył mi się czas pracy. Zapracowanym więc na zjeździe z autostrady i spałem w takim miejscu. Dość nerwowo, bo to nie do końca legalne miejsce. A rano musiałem dojechać do sklepu, więc cała moja karta drogowa była w stu procentach legalna. W związku z czym nie mogłem wrócić w piątek do domu, zabrakłoby mi godziny, mimo, że to tylko 400 mil. Poszedłem więc spać na bazie, w Savannah i wróciłem do domu w sobotę.

A teraz już zachodzi słońce w niedzielny wieczór. Nawet nie wiem kiedy ten weekend zleciał. Posklejałem jednak jakieś filmiki na YT, zapraszam. I zaraz wybieram się do spania, bo trzeba wstać przed piątą rano.

Sunday, July 15, 2012

Spacerkiem po wyspie


Jeszcze ja na plaży



Na szczęście na plaży są też widoczki przyjemniejsze dla oka niż ja



Mewy na Key West wyglądają tak samo, jak te nad Bałtykiem.



Gdzieś tam są na pewno jakieś obeliski, czy tablice z napisem Key West, ale ja ich nie widziałem. Więc na dowód jedynie zdjęcie radiowozu "Key West Police"



Kury (i koguty też) łaziły po całej wyspie.



Te stare pickupy dojechały już do końca swojej drogi. Dalej niż Key West jechać się nie da.



Zachodzące słońce po północno-zachodniej stronie wyspy.



Jeep to samochód na plażę i w góry i w ogóle na każdą okazję.



A to już powrót do domu i te same widoki, tylko z drugiej strony.



Filmy z wyprawy na Key West są na moim kanale na YT. 



Dojechaliśmy na Key West...

Dwa klasyki: Freightliner FLB z ciekawym zamocowaniem reflektorów i Kenworth W900, który także ma ciekawe lampy. Obydwa pojazdy są widoczne na jednym z moich najnowszych filmów.



Dojechaliśmy do Key Largo, pierwszej wyspy archipelagu Florida Keys



Stary most służy jako taras dla turystów i wędkarzy.



Mack model R, z niesymetryczną kabiną. Jeździłem takim w pierwszej firmie w USA, 30 lat temu. Dużo wspomnień...



A stary most kolejowy ma usunięte pierwsze i ostatnie przęsło, plus niektóre w środku, by nikt po nim nie chodził i by wysokie statki mogły swobodnie przepływać.



Jakiś oldtimer na sprzedaż, myślę, że to replika starego auta i całkiem nowy Audi A7:



Na koniec parę widoczków ze spaceru po Key West