Sunday, December 20, 2015

Great American Road Trip 2016

Zbliża się Nowy Rok 2016, a wraz z nim nowe plany. Także te wakacyjne. Zwykle, jeśli miałem jakieś wakacje, były to wyjazdy do Polski, albo jakieś pielgrzymki - do Ziemi Świętej, Medjugorie itp. W przyszłym roku jednak postanowiliśmy z Grażynką zrobić coś innego - pojechać na wycieczkę po Stanach Zjednoczonych.

Ja byłem już we wszystkich 48 "kontynentalnych" stanach, ale czym innym jest podróż ciężarówką, czym innym podróż turystyczna, nastawiona na zwiedzanie. ciężarówką nie można wjechać do parków narodowych, nie ma czasu na oglądanie najpiękniejszych miejsc. Tym razem chciałbym zobaczyć właśnie te najpiękniejsze parki narodowe. I choć na razie wszystko jeszcze jest dopiero w sferze wstępnych rozmyśleń, na pewno chciałbym zobaczyć Wielki Kanion Kolorado i Park Narodowy Yellowstone.

Zastanawialiśmy się nad środkiem transportu. W grę wchodziło kilka opcji: Nasz nowy samochód, wypożyczenie minivana, czy też wypożyczenie kampera, ale wybraliśmy czwartą opcję.

Nasze nowe auto to bardzo fajny samochód, BMW 328i, ale jest on raczej niewielkim pojazdem, a szykuje się czteroosobowa załoga. Wyprawa, która może liczyć nawet 10 tys km w takim samochodzie to niezbyt wielka atrakcja dla tych, którzy muszą siedzieć na tylnej kanapie. Tam po prostu brakuje miejsca na nogi, a do tego bagażnik też nie pomieściłby pewnie wszystkiego, co chcielibyśmy zabrać.

Wypożyczenie minivana, czy pełnowymiarowego pickupa to chyba najrozsądniejsze rozwiązanie. Dużo miejsca w środku, duży bagażnik i nie wiadomo, czy też nie pójdziemy tą drogą, ale na razie mam ciekawszy pomysł. Koszt wypożyczenia takiego auta na 15 dni to około 1200-1500 dolarów, ale przecież wakacje muszą coś kosztować, więc trzeba się z tym liczyć.

Kamper. Bardzo fajne rozwiązanie, ale ma też kilka wad. Przede wszystkim duży pojazd kempingowy kosztuje majątek, a mały ma więcej wad, niż zalet. Mała łazieneczka, malutka kuchenka, mała sypialnia, a cena wypożyczenia na dwa tygodnie to 2500-3000 dolarów plus trzeba zapłacić za przejechane mile i ciągle trzeba płacić za miejsce na kampingach. Do tego auto takie dużo pali. Odpada więc ze względu na koszty.

Pozostaje więc plan D, czyli Wyprawa W Wielkim Stylu. skoro to ma być Great American Road Trip, to trzeba się wybrać jakimś Wspaniałym Amerykańskim Klasykiem, najlepiej Cadillakiem. I tak się dobrze składa, że akurat jest w moim garażu taki pojazd. :D







W roku 2016 samochód ten osiągnie już pełny wiek emerytalny, 65 lat, więc będzie potrzebował trochę pomocy, by podołać takiemu wyzwaniu. Może nawet więcej, niż trochę. Planuję zatem małą rewolucję. Będzie transplantacja silnika i skrzyni biegów, będą nowe hamulce, tarczowe, ze wspomaganiem, będzie klimatyzacja i wspomaganie kierownicy. Będzie też jakieś porządne radio, z wejściem "aux", ale pozostanie stara buda, klasyczny wygląd i "dusza", jaką on niewątpliwie posiada.

Powiecie mi, że to zbrodnia, barbarzyństwo tak "zniszczyć"  pięknego klasyka? Cóż, odpowiem Wam tak: W Stanach są pewnie miliony miłośników starych samochodów i są dziesiątki sposobów zadbania o te klasyki. Na pewno jest spora grupa ludzi, którzy starają się zachować auta w stanie oryginalnym i chwała im za to. Ale jeszcze bardziej popularne jest przerabianie tych aut. Ma to też już wieloletnią tradycję. Wystarczy wspomnieć, czy też wpisać w Google "hot rod" i zobaczyć jak wiele jest tu starych aut z nowoczesnymi silnikami.

Ja uważam, że auta są po to, by nimi jeździć. Zwłaszcza moje auta. Bo niewątpliwie jest też miejsce dla starych samochodów w muzeach iw  czasie naszej Wielkiej Amerykańskiej Wyprawy odwiedzimy także muzea samochodowe, ale ja nie chcę mieć w domu takiego muzeum. Ja chcę mieć w domu samochody do jazdy - niezależnie od tego, czy będzie to moje 600-konne BMW, czy Fiacik 126p, czy też ten klasyczny Cadillac.





Mnie zachwyca sylwetka tego auta, jego kształt i ponadczasowa piękność, nieco mniej natomiast zachwyca mnie to, że auto pali 30 litrów na setkę, gaśnie na każdym skrzyżowaniu, zamiast hamulców ma "spowalniacz", a do skręcenia kół na parkingu trzeba mieć siłę jak Pudzianowski. Zatem jeśli mógłbym mieć samochód łączący urodę klasyka z użytecznością nowoczesnego samochodu, nie wiedzę powodu dla którego mialbym sobie tego odmówić.

Takie zatem są plany. czasu zostało niewiele. Pieniędzy jest jeszcze mniej. Optymistycznie zakładam, że przygotowanie auta będzie kosztować około 10 tys dolarów. Obawiam się, że życie to skoryguje nawet o 50% w górę. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by nie przekroczyć tej granicy - to przecież podwojenie sumy, jaką zapłaciłem za ten samochód. Jednak nie jestem prorokiem, ani synem proroka i nie wiem, co przyniesie życie. Po Świętach mam wizytę u mechanika, który podjął się tej przeróbki i ustalimy jakiś wczesny kosztorys. Wtedy będzie można podjąć decyzję.

Natomiast wracając do samej naszej Wspaniałej Amerykańskiej Wyprawy, chętnie wysłucham Waszych opinii co do tego co, gdzie i kiedy należałoby zobaczyć. Pamiętać jednak musimy, że na całą wyprawę będę miał jedynie około 16 dni. Wyruszyć i zakończyć muszę w Charlotte. Chciałbym zobaczyć Wielki Kanion Kolorado, odwiedzić Moab w Utah, i wpaść do Yellowstone. Wygląda na to, że ciężko będzie się zmieścić w 8 tysiącach km, może nawet będzie ich ok. 10, a przecież nie chodzi o to, by tylko przejechać obok atrakcji. Potrzebujemy trochę czasu na zwiedzanie też.

Może trzeba będzie nieco zmodyfikować te plany, zostawiając coś na przyszłe wyprawy, zobaczymy. jeszcze nie planowałem nic w szczegółach. Muszę zacząć od samochodu i mam nadzieję, że w marcu już uda się tym zmodyfikowanym pojazdem pojechać do Amerykańskiej Częstochowy. Byłaby to próba generalna, ale na to jest już naprawdę niewiele czasu. Gdybyśmy zaczęli zaraz po Nowym Roku, zostałoby zaledwie 2 miesiące na wszystkie przygotowania. Wyjazd do Częstochowy to 11 Marca 2016.

Zobaczymy. Na pewno będę tutaj informował o przebiegu prac i o zmianach planów, bo i te zapewne nastąpią. Ale, mam nadzieję, sama koncepcja nie ulegnie zmianie i jak Bóg da to pod koniec maja wyruszymy na naszą Wielką Amerykańską Wyprawę W Wielkim Stylu.


Sunday, September 20, 2015

Minął tydzień

    Minął pierwszy tydzień w pracy, według nowego grafiku. Teraz wszystko jest inaczej, mimo, że pozornie tak niewiele się zmieniło. Dwukrotnie byłem w Atlancie i choć dawniej zazwyczaj udawało mi się wracać w jeden dzień na bazę, w ubiegłym tygodniu dwukrotnie wylądowałem w motelu. Pierwszy raz powodem był awaria ciężarówki, za drugim razem zbyt długo oczekiwałem na załadunek i zabrakło mi dosłownie 15 minut, by móc powrócić na bazę. Gdy używałem papierowych kart drogowych, takie 15 minut łatwo było naciągnąć, nie łamiąc nawet przy tym prawa. Po prostu wystarczyło dodać 7 minut przy wyjeździe, 7 odjąć przed dojazdem i już by było legalnie i przepisowo, bo papierową kartę drogową zaokrągla się do najbliższego kwadransa. Ale elektroniczna karta jest bezwzględna i liczy z dokładnością do jednej sekundy.

   Pierwsze koty za płoty, teraz może być tylko lepiej. W międzyczasie zapraszam do obejrzenia najnowszych filmów. Jak co tydzień dodałem nowy komentarz do niedzielnych czytań, ale tym razem jest on trochę inny, bo nieco upolityczniony i nawiązuje do aktualnych wydarzeń w Europie i do kryzysu spowodowanego napływem imigrantów.



Są też dwa nowe filmy, jeden to kontynuacja wspomnień z Polski i tym razem jest to sprawozdanie z Jasnej Góry, gdzie mogłem zobaczyć jak wygląda "od kuchni" praca organisty:



Drugi film, to kolejne "Ciekawostki". Jak zwykle sporo widoczków z drogi i pierwsze migawki ze zlotu klasyków w Matthews, który ma corocznie miejsce w Labor Day, czyli w pierwszy poniedziałek września:



   Nasz administrator portalu Katolikus.pl, , Dominik, wyjechał do UK do rodziny, więc uaktualnienia na głównej stronie mogą się nieco opóźnić, ale wiecie wszyscy, gdzie mnie znaleźć. Na żywo jestem dostępny w poniedziałki, wtorki, piątki i soboty na stronie Katolik.US a do tego bywam także czasem na facebooku i zawsze śledzę komentarze na YT. Mówiąc o YT, mamy aktualnie aktywną dyskusję pod jednym z moich starszych filmów, więc gdyby ktoś był zainteresowany włączeniem się podaję do niego link:   https://www.youtube.com/watch?v=YVoKGXLZ0hw

Dziękuję i pozdrawiam wszystkich. Do następnej niedzieli.

Piotr "hiob" Jaskiernia.

Sunday, January 11, 2015

Podsumowanie roku

Minął rok 2014 i czas na małe podsumowanie. Przejeździłem cały rok na tej samej zmianie, to znaczy w sobotę i niedzielę Nashville, we wtorek Georgia, a w środę Południowa Karolina. Taka była norma, ale czasem były wyjątki, lub zamiana Georgii na Tennessee i odwrotnie.

Pracowałem 4 dni w tygodniu, mając wolne w niedzielę od przedpołudnia do poniedziałku wieczorem i w środę od wczesnego popołudnia do piątku wieczorem. Miałem dwie podwyżki, jedną wynikającą z mojego stażu pracy, drugą ogólną, coroczną dla wszystkich. I to chyba tyle. A teraz trochę statystyk.

Średnio przejeżdżałem  2013 mil tygodniowo, czyli za rok przejechałem 105 tys mil - 170 tys km. Niemało, choć gdy byłem "na swoim" przejeżdżałem po 250 tys km rocznie. Ale wtedy pracowałem nieraz i po siedem dni w tygodniu. Tymczasem w aktualnej firmie pracowałem tylko po 45 i pół godziny tygodniowo, choć otrzymywałem zapłatę za 56 godzin. Wynika to z faktu, że miałem wydajność 123%.

Oprócz zarobków, pensji za przepracowane godziny otrzymaliśmy dodatkowe pieniądze - podział zysków firmy i bonus za bezwypadkową jazdę. W sumie te dwie rzeczy to 6 tysięcy dolarów brutto, więc można by to nazwać "trzynastką". Ale nie jest to jednorazowa wypłata - podział zysków odbywa się dwa razy w roku, bonus za bezpieczną jazdę dostajemy co kwartał.

Czy jestem zadowolony z tamtego roku? Oczywiście! Przyjmując się tam do pracy zakładałem, że zarobię 50 tysięcy rocznie, pracując 5 dni w tygodniu, stojąc w korkach w mieście. Okazało się, że pracuję tylko 4 dni, w korkach nie stoję, bo mam w miarę dalekie trasy, a zarobki są wyższe od zakładanych. Co więcej, w przyszłym roku czekają mnie jeszcze dwie podwyżki (nie licząc tej "ogólnej" dla wszystkich pracowników), więc zarobki pod koniec 2015 w stosunku do końca 2014 zwiększą się o 10%.

To chyba tyle, co mam do powiedzenia na razie o mej pracy i mam nadzieję, że przyszły rok będzie jeszcze lepszy od poprzedniego. I oby tak było aż do emerytury. :D

Thursday, August 07, 2014

Jak ten czas leci...

Patrzcie, jak ten czas leci. Dopiero co tu pisałem, a to już minęło niemal pół roku. :D

W pracy bez większych zmian, poza tym, że są wakacje, więc zamiast do Tennessee zwykle jeżdżę do Georgii. Przyczyna jest dość prozaiczna: Sklepy w Nashville, które obsługuję, są blisko jakiegoś uniwersytetu i w lecie obroty im spadają, natomiast sklepy w Georgii są na wybrzeżu i turyści powodują zwiększone obroty - stąd taka zmiana.

Odkryłem też inną drogę z południowo-wschodniej Karoliny i Georgii. Zamiast jechać autostradami 26 i 77, jeżdżę ostatni "przez pyry i buroki", bocznymi drogami, na skróty. Jest to droga krótsza o jakieś 30 km, a czasowo wychodzi bardzo podobnie. Sama jazda jednak jest dużo przyjemniejsza, bo pusto na drodze i nie denerwują mnie inni kierowcy, którzy, rzecz jasna, nie potrafią jeździć.

We wrześniu będzie kolejne wybieranie tras. Ciekawy jestem o ile pozycji się przesunę w górę listy. Myślę jednak, że wiele się nie zmieni, bo te najlepsze trasy od lat mają starzy pracownicy firmy. jedyna nadzieja to ich emerytura, ale ja też już nie jestem nastolatkiem i choć stażem jestem w firmie młody, to wiekiem już nie. Wielu kierowców, tak na oko, ma tu po 50-60 lat i pewnie wszyscy zostaniemy emerytami w podobnym okresie.

Thursday, February 27, 2014

Nowa zmiana.

Dzisiaj miałem okazję ponownie glosować nad swoją zmianą. U nas w pracy ma to miejsce co pół roku - kierowcy dzwonią co 10 minut, według starszeństwa, i wybierają sobie trasę, którą chcą obsługiwać.

Same trasy są różne. Niektóre są po prostu określone jako "local", co może oznaczać obsługiwanie sklepów w Charlotte i okolicy, ale może to też być wyjazd do sklepu oddalonego o 300 km. Niektóre są takie, że w jeden dzień kierowca ma konkretny sklep, zawsze ten sam, to znaczy np. zawsze w poniedziałek sklep numer 539, który jest, powiedzmy, w Greenville, we wtorek sklep w Asheboro, środę wolną, a w czwartek i piątek ma "local", czyli każdego tygodnia co innego. Oczywiście we wtorek po powrocie z Asheboro także zwykle dostaje jeszcze jakąś lokalną robotę.

Czasem jest określone tylko miasto, jak np. na mojej zmianie. W piątek w nocy jadę do Nashville, ale nie zawsze do tych samych sklepów. I, rzecz jasna, dyspozytor zawsze może nam to zmienić, gdy wymaga tego interes firmy. Zawsze może nas wysłać w inne miejsce niż to, do którego zazwyczaj jedziemy.

Dla mnie głównym kryterium była wolna niedziela,  ale ponieważ ja wybieram dopiero osiemdziesiąty na stu kierowców na naszej bazie, to zwykle zmiany z wolną niedzielą są już wzięte. Prawdę mówiąc jedyna, jaka została to ta, na której byłem do tej pory. Nie jest to całkowicie wolna niedziela, ale zwykle wracam na bazę koło czwartej - piątej rano i mam już wolne do poniedziałkowego wieczoru.  Zatem zdecydowałem się na pozostawienie sobie tej szychty.

Wiem też kiedy będę miał urlop - zaczyna się w połowie czerwca i do pracy wrócę piątego lipca. Zatem wiecie też kiedy będzie można się mnie spodziewać w Ojczyźnie. O tym jednak napiszę jeszcze, gdy już będę miał kupione bilety.

Na razie zatem nic się nie zmienia. Kamera dalej we wtorki, środy i soboty, ja dalej jeżdżę w nocy, ale teraz dzień dłuższy, więc więcej będzie widać. A następne wybieranie zmiany już za pół roku, więc kto wie - może uda się złapać coś lepszego. ;-)