Na tym blogu będę się dzielił z Wami wrażeniami z mojej pracy kierowcy w USA. Starsze wpisy w archiwum są z "religijnego" bloga, który jest teraz kontynuowany na stronie www.hiob.us i www.jaskiernia.com. Zapraszam też na nasze forum, www.katolik.us
Minęły cztery lata od śmierci naszego Wielkiego Papieża, a ciągle nie ustają dyskusje na temat tego, czy był on za, czy przeciw wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Ja oczywiście uważam, że był on za, ale. I o tym „ale” chciałbym napisać.
Izraelici jako naród mieli być pierworodnym synem, który pozna Ojca i opowie o Nim innym narodom. Czasem to działało, gdy mieli okresy wierności Bogu Jahwe. Dawid i Salomon w początkowym okresie panowania, czy Daniel, nawracający babilońskich królów. Problem jednak polega na tym, że my nie mamy takiej wiary jak Daniel i raczej z nami, jako narodem, dzieje się to, co się stało z Salomonem, który mimo, że był mędrcem, całkiem zgłupiał na stare lata. Nic dziwnego, miał siedemset żon, każdy by w takiej sytuacji zgłupiał:
Kiedy Salomon zestarzał się, żony zwróciły jego serce ku bogom obcym i wskutek tego serce jego nie pozostało tak szczere wobec Pana, Boga jego, jak serce jego ojca, Dawida. Zaczął bowiem czcić Asztartę, boginię Sydończyków, oraz Milkoma, ohydę Ammonitów. Salomon dopuścił się więc tego, co jest złe w oczach Pana, i nie okazał pełnego posłuszeństwa Panu, jak Dawid, jego ojciec. Salomon zbudował również posąg Kemoszowi, bożkowi moabskiemu, na górze na wschód od Jerozolimy, oraz Milkomowi, ohydzie Ammonitów. Tak samo uczynił wszystkim swoim żonom obcej narodowości, palącym kadzidła i składającym ofiary swoim bogom. Pan rozgniewał się więc na Salomona za to, że jego serce odwróciło się od Pana, Boga izraelskiego. Dwukrotnie mu się ukazał i zabraniał mu czcić obcych bogów, ale on nie zachował tego, co Pan mu nakazał. Wtedy Pan rzekł Salomonowi: «Wobec tego, że tak postąpiłeś i nie zachowałeś mego przymierza oraz moich praw, które ci dałem, nieodwołalnie wyrwę ci królestwo i dam twojemu słudze.(1 Krl 11,4-11)
Jest to pewna lekcja i dla nas. Ja jednak chciałem o czymś innym, trochę lżejszego kalibru. Od niemal dwudziestu siedmiu lat mieszkam na emigracji i to nie w tradycyjnych, polonijnych regionach, ale na głębokim południu. W mieście, którego najbardziej znanym obywatelem jest Billy Graham, w mieście, gdzie jest osiemset kościołów, ale tylko kilkanaście z nich to są kościoły katolickie. A sami katolicy są przeważnie pochodzenia irlandzkiego, czy włoskiego, trochę Latynosów, a Polaków dosłownie garstka. A mimo to udało nam się przeszczepić na ten grunt polską tradycję święcenia potraw wielkanocnych.
Nie jest to jeszcze powszechny zwyczaj i z pewnością nie każda amerykańska rodzina ten zwyczaj już zaakceptowała. Nie wiem, czy kiedykolwiek do tego dojdzie. Ale zaakceptowali go proboszczowie kilku naszych parafii i corocznie zachęcają wiernych do uczestnictwa w tej uroczystości. Oczywiście, że to my, Polacy, wraz z imigrantami z sąsiednich Polsce krajów przychodzimy z naszymi koszyczkami, choć w tym roku widziałem w kościele kilka „amerykańskich” rodzin. Nie szkodzi, że tylko kilka. Ważne, że nasze dzieci mogą w tej tradycji uczestniczyć i nieść ją dalej, do następnych pokoleń.
Sama uroczystość zresztą jest znacznie piękniejsza i bogatsza, niż to pospieszne polskie „lanie wodą” co pół godziny. W naszej parafii tylko o dwunastej jest święcenie potraw i trwa blisko godzinę. Mówimy o tradycji, o symbolicznym znaczeniu poszczególnych potraw i o potrzebie przekazywania tej tradycji dzieciom. Nawet jest możliwość zobaczenia przepięknych pisanek, które robi pewna pani, z pochodzenia Niemka, ale żona Ukraińca i możliwość nauczenia się tej sztuki. Moja żona i córka właśnie od niej poznały parę sekretów robienia przepięknych pisanek.
Nakręciłem jakieś filmiki z dzisiejszej uroczystości, zapraszam do obejrzenia. Myślę, że nie ma potrzeby tłumaczyć, my te tradycje znamy. Ale warto zobaczyć, że można, trzymając się mocno tradycji nie tylko jej nie utracić, ale zarazić nią innych. I wystarczy, że tak samo postąpimy z naszą wiarą. Jak będzie mocna, jak będzie niezłomna, to zarazimy innych. Jak Dawid. Ale jak tej wiary sami nie będziemy mieć, to jak mamy nawracać inne narody? Musimy zatem się sami nawrócić, a wtedy nam niegroźna żadna Unia. To oni będą musieli się zacząć obawiać, bo prawdziwa wiara jest zaraźliwa i przy zetknięciu się z nią szybko porzucą swoich bożków. Czego Wam i sobie w tym cudownym, optymistycznym okresie Zmartwychwstania Pańskiego serdecznie życzę.
Chrysotemis napisał interesujący post na forum Frondy na temat, nazwijmy to, definicji ludzkiego życia. Pierwszy komentarz pod tym tekstem stwierdza: „Z zainteresowaniem śledzę to rozumowanie w różnych miejscach, trudno się nie zgodzić”. Ja natomiast uważam, że nie zgodzić się z autorem tekstu jest bardzo łatwo. Argumentując, że Kościół jest niekonsekwentny, uznając życie od poczęcia za „człowieka”, mimo, że nie ma jeszcze w ogóle wykształconego mózgu, równocześnie uznając, że człowiek umiera, gdy mózg przestaje być aktywny i wydzielać jakiekolwiek fale, autor tamtego tekstu popełnia logiczny błąd. Porównuje on bowiem jabłka do pomarańczy.
Jest oczywiste, że nie można stosować argumentu o istnieniu aktywności mózgowej na początku rozwoju życia. Życie bowiem zaczyna się w stadium, gdzie mózg rzeczywiście nie istnieje. I jest to po prostu naukowy fakt, nie podlegający dyskusji. Tak, jak faktem jest, że prawa o ochronie ginących gatunków zwierząt krają za zniszczenie jajek ginących gatunków ptaków, czy żółwi, bo doskonale wszyscy wiedzą, że zniszczenie jajka to zabicie np. orła w jego wczesnym stadium rozwoju. Podobnie zabicie zygoty, którą byłem ja, czy Chrysotemis, spowodowałoby nieuniknioną konsekwencję w postaci tego, że ani ja, ani Chrysotemis nigdy byśmy się nie urodzili. Jednak jest to życie, rozwija się, rośnie, a do tegoi posiada unikalny kod DNA, unikalny dla gatunku, który nauka zaszufladkowała jako „homo sapiens”
I gdyby Maryja zabiła swoje nienarodzone Dziecię, nawet w okresie, gdy nie miało Ono jeszcze wykształconego mózgu, to Bóg Wcielony zostałby zabity zanim miałby jakąkolwiek szansę na narodzenie się i na danie nam świadectwa prawdy. Natomiast problem określenia śmierci jest czymś zupełnie innym. Mówimy tu o jakimś obiektywizmie określenia faktu, że człowiek zakończył swą ziemską wędrówkę. Człowiek już się nie rozwija, nie rośnie, wszystkie funkcje organizmu funkcjonować. To, że badamy aktywność mózgu nie znaczy wcale, że tylko mózg nas interesuje. Badamy aktywność mózgu, bo nauka nam mówi, że gdy mózg przestaje funkcjonować, to cały organizm także nie jest w stanie pozostać żywy. Mózg bowiem kieruje wszystkimi funkcjami organizmu i gdy ta rola się kończy, kończy się życie ludzkie.
Wspominanie Łazarza jest demagogią. Czyżby Chrysotemis sugerował, że należałoby czekać dłużej, niż cztery dni, bo Jezus może jeszcze kogoś przywrócić do życia? Ale On może przywrócić do życia i po czterech tysiącach lat, a zatem mamy nie stwierdzać niczyjej śmierci? Kościół musi się oprzeć na jakiś kryteriach naukowych. To, że nowe życie, nowy osobnik z unikalnym DNA zaczyna się od jednej zapłodnionej komórki to nie jest nauka Biblii, ani odkrycie świętego Tomasza. To jest stwierdzenie naukowe. Podobnie to, że życie człowieka się kończy, gdy mózg przestaje funkcjonować, to także jest twierdzenie naukowców. Oczywiście można by tu stosować inne kryteria. Dziś w kościele usłyszałem takie słowa: „Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda”.
Można i tak, i pewnie dla żołnierzy rzymskich, sprawdzających, czy skazaniec na krzyżu już umarł, taka metoda była wystarczająca. Ja jednak będę się upierał, że dla nas dzisiaj, umierających w innych okolicznościach niż przybicie do krzyża, stwierdzenie nieaktywności mózgu jest metodą jednak lepszą od przebijania boku.
Podawanie przykładu o oburzeniu dziennikarzy „Gościa Niedzielnego” także jest dla mnie nie bardzo zrozumiałe. Gdzie tam jest brak konsekwencji? Nauka Kościoła jest logiczna i spójna. Nie wymaga od nikogo nadzwyczajnych działań dla podtrzymywania życia, które się kończy. Ale też Kościół nigdy nie uzna podawania wody i pokarmu za nadzwyczajne środki. I jasne jest, że czasem istnieją pewne graniczne sytuacje, gdy naprawdę nie wiadomo, mimo najszczerszych chęci, postąpić. Ale też w takiej sytuacji możemy być pewni, że miłosierny Bóg nie potępi nas za decyzję podjętą w dobrej woli, która być może z Jego punktu widzenia nie była najlepsza. Nie można „niechcący” zgrzeszyć. Grzech zawsze jest wynikiem woli. A gdy nasza wola jest taka, by postępować zgodnie z Jego wolą, a na dodatek jest ona dobrze poinformowana, to nie musimy się niczego obawiać. Oddajmy się Bożemu Miłosierdziu i nie traćmy ducha.
Natomiast prawdą jest, że definicją „śmierci mózgowej” można też manipulować. Nie jestem lekarzem, ani naukowcem, ale wiem, że nie jest tak trudno określić za śmierć mózgu coś, co nią w rzeczywistości nie jest. I to jest problemem, nie sama nauka na temat tego, kiedy człowiek umiera. Jest oczywiste, że należy robić wszystko, co medycyna ma do zaoferowania, by umierającego człowieka utrzymać przy życiu, a nie korzystać z pierwszego pretekstu, gdy elektroencefalogram zaczyna rysować prostą kreskę, by „przystąpić do żniw”. Jest to jednak inne zagadnienie, zagadnienie uczciwości lekarzy i czasem uczciwości rodziny zmarłego. Jednak Kościół musi polegać na medycynie i musi jakieś kryteria przyjąć, a kryterium ustania aktywności mózgu, gdy zastosowany w sposób uczciwy, jest jednym z najbardziej obiektywnych i pewnych sposobów stwierdzenia śmierci człowieka.
I ja na prawdę nie jestem naiwny. Zdaję sobie sprawę, że istnieje cały "przemysł" zarabiający grube pieniądze na "żniwach organów". Nieetyczni lekarze mają swoje sposoby na uzyskiwanie sporych korzyści materialnych zajmując się pozyskiwaniem "części zamiennych" człowieka. A zatem niebezpieczeństwo mylnej, czy też zafałszowanej diagnozy śmierci mózgu czlowieka naprawdę istnieje.
"Our oldest son was in a bad accident that resulted in severe brain trauma, and one doctor gave him zero chance of survival. They wanted us to sign an organ donation sheet, but we declined, and instead told them in writing to do everything in their power to save him. We were afraid that if we signed the sheet, that would allow them to harvest his organs, and that they wouldn’t try as hard to revive him.
Our son did survive. He’s walking, talking, working, and driving, although with some disabilities. But he’s not a "vegetable," as some doctors said he would be.
Years ago everyone knew when someone was dead: There was no pulse, no breathing, etc. But with the new brain death definitions, we now have something quite dangerous and deliberate on our hands.
Marge Will."
Tłumaczenie:
"Nasz najstarszy syn był w wypadku który spowodował ciężki uraz mózgu i jeden lekarz dał mu zero szans na przeżycie. Chcieli, byśmy podpisali zgodę na pobranie organów, ale odmówiliśmy i nakazaliśmy na piśmie zrobić wszystko co jest w ich mocy dla ratowania go. Obawialiśmy się, że podpisując zgodę na pobranie organów spowodujemy, że nie będą z całą determinacją walczyć o przywrócenie go do życia.
Nasz syn przeżył. Chodzi, mówi, pracuje i jeździ samochodem, aczkolwiek z pewnymi ograniczeniami. Ale nie jest „warzywem”, jak niektórzy lekarze prorokowali.
Przed laty każdy wiedział, gdy ktoś był martwy: Nie było pulsu, brak oddechu, itd. Ale mając nową definicję śmierci mózgu, mamy coś całkiem niebezpiecznego i dyskusyjnego w naszych rękach.
Marge Will"
Ale nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Twierdzenie Marge, że "przed laty każdy wiedział, gdy ktoś był martwy" jest naiwnością. Każdy z nas słyszał, prawdziwe, lub legendarne historie o ludziach pochowanych w stanie śmierci klinicznej, którzy powrócili do życia już po pochówku. Nauka coraz lepiej jest w stanie określić, czy mózg rzeczywiście całkowicie obumarł, czy nie. Ten sposób jest dobry, gdy nie jest celowo fałszowany, albo gdy nie jest stosowany przez niedouczonych konowałów. Problemem bowiem nie jest metoda określania momentu śmierci, ale to, kto tę metodę stosuje, jaka jest jego wiedza na ten temat i czy nie ma on jakiś ukrytych celów. A gdy ma je rzeczywiście, to niezależnie od metody znajdzie drogę, by uznać za zmarłego człowieka, którego jeszcze można, i należy ratować.
Chyba, że rzeczywiście zaczniemy przebijać lancą bok i serce pacjentów. Albo ucinać głowy. Wtedy z pewnością będziemy wiedzieli, że rzeczywiście nie powrócą do życia. Każda inna metoda będzie posiadała jakiś margines błędu.
Nowennę tę kazał Pan Jezus siostrze Faustynie zapisać w sierpniu 1937. roku, polecając odprawianie jej przed Świętem Miłosierdzia, począwszy od Wielkiego Piątku.
Pragnę, abyś przez te dziewięć dni sprowadzała dusze do zdroju mojego miłosierdzia, by zaczerpnęły siły i ochłody, i wszelkiej łaski, jakiej potrzebują na trudy życia, a szczególnie w śmierci godzinie. W każdym dniu przyprowadzisz do serca mego odmienną grupę dusz i zanurzysz je w tym morzu miłosierdzia mojego. A ja te wszystkie dusze wprowadzę w dom Ojca mojego. Czynić to będziesz w tym życiu i w przyszłym. I nie odmówię żadnej duszy niczego, którą wprowadzisz do źródła miłosierdzia mojego. W każdym dniu prosić będziesz Ojca mojego przez gorzką mękę moją o łaski dla tych dusz.
Odpowiedziałam: Jezu, nie wiem, jak tę nowennę odprawiać i jakie dusze wpierw wprowadzić w najlitościwsze Serce Twoje. - I odpowiedział mi Jezus, że powie mi na każdy dzień, jakie mam dusze wprowadzić w Serce Jego. (1209)
Dzień pierwszy: Dusze grzeszników i cała ludzkość.
Dziś sprowadź mi ludzkość całą, i zanurzaj ją w morzu miłosierdzia Mojego. A tym pocieszysz mnie w gorzkim smutku, w jaki mnie pogrąża utrata dusz.
Jezu najmiłosierniejszy, którego właściwością jest litować się nad nami i przebaczać nam, nie patrz na grzechy nasze, ale na ufność naszą, jaką mamy w nieskończoną dobroć Twoją, i przyjmij nas do mieszkania najlitościwszego Serca swego, i nie wypuszczaj nas z niego na wieki. Błagamy Cię przez miłość Twoją, która Cię łączy z Ojcem i Duchem Świętym.
O wszechmocy miłosierdzia Bożego, Ratunku dla człowieka grzesznego, Tyś miłosierdziem i litości morze, Wspomagasz tego, kto Cię uprasza w pokorze.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na ludzkość całą - a szczególnie na biednych grzeszników - która jest zamknięta w najlitościwszym Sercu Jezusa, i dla Jego bolesnej męki okaż nam miłosierdzie swoje, abyśmy wszechmoc miłosierdzia Twego wysławiali na wieki wieków. Amen. (1210-1211)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień drugi: Dusze kapłańskie i zakonne.
Dziś sprowadź mi dusze kapłańskie i dusze zakonne, i zanurz je w niezgłębionym miłosierdziu Moim. One dały mi moc przetrwania gorzkiej męki, przez nich jak przez kanały spływa na ludzkość miłosierdzie moje.
Jezu najmiłosierniejszy, od którego wszystko co dobre pochodzi, pomnóż w nas łaskę, abyśmy godne uczynki miłosierdzia spełniali, aby ci, co na nas patrzą, chwalili Ojca miłosierdzia, który jest w niebie.
Zdrój Bożej miłości, W sercach czystych gości, Skąpane w miłosierdzia morzu, Promienne jak gwiazdy, jasne jak zorza.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia swego na grono wybrane w winnicy swojej, na dusze kapłanów i dusze zakonne, i obdarz ich mocą błogosławieństwa swego, a dla uczuć Serca Syna swego, w którym to sercu są zamknięte, udziel im mocy światła swego, aby mogli przewodzić innym na drogach zbawienia, by wspólnie śpiewać cześć niezgłębionemu miłosierdziu Twemu na wieki wieczne. Amen. (1212-1213)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień trzeci: Dusze pobożne i wierne.
Dziś sprowadź mi wszystkie dusze pobożne i wierne, i zanurz je w morzu miłosierdzia Mojego; dusze te pocieszyły mnie w drodze krzyżowej, były tą kroplą pociech wśród goryczy morza.
Jezu najmiłosierniejszy, który wszystkim udzielasz łask swych nadobficie ze skarbca swego, przyjmij nas so mieszkania najlitościwszego Serca swego i nie wypuszczaj nas z niego na wieki. Błagamy Cię o to przez niepojętą miłość Twoją, jaką pała Twe Serce ku Ojcu niebieskiemu.
Są niezbadane miłosierdzia dziwy, Nie zgłębi ich ni grzesznik, ni sprawiedliwy, Na wszystkich patrzysz okiem litości, I wszystkich pociągasz do swej miłości.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze wierne jak na dziedzictwo Syna swego i dla Jego bolesnej męki, udziel im swego błogosławieństwa i otaczaj ich swą nieustanną opieką, aby nie utraciły miłości i skarbu wiary świętej, ale aby z całą rzeszą aniołów i świętych wysławiały niezmierzone miłosierdzie Twoje na wieki wieczne. Amen. (1214-1215)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień czwarty: Dusze pogan i nie znających jeszcze Jezusa.
Dziś sprowadź mi dusze pogan i tych którzy mnie jeszcze nie znają, i onich myślałem w gorzkiej swej męce, a przyszła ich gorliwość pocieszyła Serce Moje. Zanurz ich w morzu miłosierdzia Mojego.
Jezu najlitościwszy, który jesteś światłością świata całego, przyjmij do mieszkania najlitościwszego Serca swego dusze pogan, ktśre Cię nie znają; niechaj promienie Twej łaski oświecają ich, aby oni wraz z nami wysławiali dziwy miłosierdzia Twego, i nie wypuszczaj ich z mieszkania najlitościwszego Serca swego.
Niech światło Twej miłości, Oświeci dusz ciemności, Spraw, aby Cię dusze poznały, I razem z nami miłosierdzie Twe wysławiały.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze pogan i tych, co Cię jeszcze nie znają, a które są zamknięte w najlitościwszym Sercu Jezusa. Pociągnij ich do światła Ewangelii. Dusze te nie wiedzą, jak wielkim jest szczęściem Ciebie miłować; spraw, aby i one wysławiały hojność miłosierdzia Twego na wieki wieczne. Amen. (1216-1217)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień piąty: Dusze heretyków i odszczepieńców.
Dziś sprowadź mi dusze heretyków i odszczepieńców, i zanurz ich w morzu miłosierdzia Mojego; w gorzkiej męce rozdzierali mi ciało i serce, to jest Kościół mój. Kiedy wracają do jedności z Kościołem, goją się rany Moje i tym sposobem ulżą mi męki.
Jezu najmiłosierniejszy, który jesteś dobrocią samą, Ty nie odmawiasz światła proszącym Ciebie, przyjm do mieszkania najlitościwszego Serca swego dusze heretyków i dusze odszczepieńców, i pociągnij ich swym światłem do jedności z Kościołem, i nie wypuszczaj ich z mieszkania najlitościwszego Serca swego, ale spraw, aby i oni uwielbili hojność miłosierdzia Twego.
I dla tych co podarli szatę Twej jedności, Płynie z serca Twego zdrój litości. Wszechmoc miłosierdzia Twego, o Boże, I te dusze z błędu wyprowadzić może.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze heretyków i odszczepieńców, którzy roztrwonili dobra Twoje i nadużyli łask Twoich , trwając uporczywie w swych błędach. Nie patrz na ich błędy, ale na miłość Syna swego i na gorzką mękę Jego, którą podjął dla nich, gdyż i oni są zamknięci w najlitościwszym Sercu Jezusa. Spraw, niech i oni wysławiają wielkie miłosierdzie Twoje na wieki wieczne. Amen. (1218-1219)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień szósty: Dusze ciche i pokorne i dusze małych dzieci.
Dziś sprowadź mi dusze ciche i pokorne, i dusze małych dzieci, i zanurz je w miłosierdziu moim. Dusze te są najwięcej podobne do serca mojego, one krzepiły mnie w gorzkiej konania męce; widziałem je jako ziemskich aniołów, które będą czuwać u moich ołtarzy, na nie zlewam całymi strumieniami łaski. Łaskę moją jest zdolna przyjąć tylko dusza pokorna, dusze pokorne obdarzam swoim zaufaniem.
Jezu najmiłosierniejszy, któryś sam powiedział: uczcie się ode mnie, żem cichy i pokornego serca - przyjm do mieszkania najlitościwszego Serca swego dusze ciche i pokorne, i dusze małych dzieci. Dusze te wprowadzają w zachwyt niebo całe i są szczególnym upodobaniem Ojca niebieskiego, są bukietem przed tronem Bożym, którego zapachem sam Bóg się napawa. Dusze te mają stałe mieszkanie w najlitościwszym Sercu Jezusa i nieustannie wyśpiewują hymn miłości i miłosierdzia na wieki.
Prawdziwie dusza pokorna i cicha Już tu na ziemi rajem oddycha, A wonią pokornego jej serca Zachwyca się sam Stwórca.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia, na dusze ciche, pokorne i dusze małych dzieci, które są zamknięte w mieszkaniu najlitościwszego Serca Jezusa. Dusze te są najwięcej upodobnione do Syna Twego, woń tych dusz wznosi się z ziemi i dosięga tronu Twego. Ojcze miłosierdzia i wszelkiej dobroci, błagam Cię przrez miłość i upodobanie, jakie masz w tych duszach, błogosław światu całemu, aby wszystkie dusze razem wyśpiewywały cześć miłosierdziu Twemu na wieki wieczne. Amen. (1220-1223)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień siódmy: Dusze szczególnie czczące i wysławiające miłosierdzie Jezusa.
Dziś sprowadź mi dusze, które szczególnie czczą i wysławiają miłosierdzie Moje, i zanurz je w miłosierdziu Moim. Te dusze najwięcej bolały nad moją męką i najgłębiej wniknęły w ducha Mojego. One są żywym odbiciem Mojego litościwego Serca. Dusze jaśnieć będą szczególną jasnością w życiu przyszłym, żadna nie dostanie się do ognia piekelnego, każdej szczególnie bronić będę w jej śmierci godzinie.
Jezu najmiłosierniejszy, kórego Serce jest miłością samą, przyjmij do mieszkania najlitościwszego Serca swego dusze, które szczególnie czczą i wysławiają wielkość miłosierdzia Twego. Dusze te są mocarne siłą Boga samego; wśród wszelkich udręczeń i przeciwności idą naprzód ufne w miłosierdzie Twoje, dusze te są zjednoczone z Jezusem i dźwigają ludzkość całą na barkach swoich. Te dusze nie będą sądzone surowo, ale miłosierdzie Twoje ogarnie je w chwili zgonu.
Dusza, która wysławia dobroć swego Pana, Jest przez Niego szczególnie umiłowana. Jest zawsze bliską zdroju żywego I czerpie łaski z miłosierdzia Bożego.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze, które wysławiają i czczą największy przymiot Twój, to jest niezgłębione miłosierdzie Twoje - ktśre są zamknięte w najlitościwszym Sercu Jezusa. Dusze te są żywą Ewangelią, ręce ich pełne uczynków miłosierdzia, a dusza ich przepełniona weselem śpiewa pieśń miłosierdzia Najwyższemu. Błagam Cię, Boże, okaż im miłosierdzie swoje według nadzieji i ufności, jaką w Tobie położyli, niech się spełni na nich obietnica Jezusa, który im powiedział, że: Dusze, które czcić będą to niezgłębione miłosierdzie moje - ja sam bronić je będę w życiu, a szczególnie w śmierci godzinie, jako swej chwały. (1224-1225)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień ósmy: Dusze czyśćcowe.
Dziś sprowadź mi dusze, które są w więzieniu czyśćcowym i zanurz je w przepaści miłosierdzia mojego, niechaj strumienie krwi mojej ochłodzą ich upalenie. Wszystkie te dusze są bardzo przeze mnie umiłowane, odpłacają się mojej sprawiedliwości; w twojej mocy jest im przynieść ulgę. Bierz ze skarbca mojego Kościoła wszystkie odpusty i ofiaruj za nie... O, gdybyś znała ich mękę, ustawicznie byś ofiarowała za nie jałmużnę ducha i spłacała ich długi mojej sprawiedliwości.
Jezu najmiłosierniejszy, kóryś sam powiedział, że miłosierdzia chcesz, otóż wprowadzam do mieszkania Twego najlitościwszego Serca dusze czyśćcowe - dusze, które Ci są bardzo miłe, a które jednak wypłacać się muszą Twej sprawiedliwości - niech strumienie krwi i wody, które wyszły z Serca Twego, ugaszą płomienie ognia czyśćcowego, aby się i tam stawiła moc miłosierdzia Twego.
Ze strasznych upałów ognia czyśćcowego Wznosi się jęk do miłosierdzia Twego. I doznają pocieszenia, ulgi i ochłody W strumieniu wylanym krwi i wody.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze w czyśćcu cierpiące, a które są zamknięte w najlitościwszym Sercu Jezusa. Błagam Cię przez bolesną mękę Jezusa, Syna Twego, i przez całą gorycz, jaką była zalana Jego przenajświętsza dusza, okaż miłosierdzie swoje duszom, które są pod sprawiedliwym wejrzeniem Twoim; nie patrz na nie inaczej, jak tylko przez rany Jezusa, Syna Twego najmilszego, bo my wierzymy, że dobroci Twojej i litości liczby nie masz . (1226-1227)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień dziewiąty: Dusze oziębłe.
Dziś sprowadź mi dusze oziębłe i zanurz je w przepaści miłosierdzia Mojego. Dusze te najboleśniej ranią Serce Moje. Największej obrazy doznała dusza Moja w Ogrójcu od duszy oziębłej. One były powodem, iż wypowiedziałem: Ojcze, oddal ten kielich, jeżeli jest taka wola Twoja. - Dla nich jest ostateczna deska ratunku uciec się do miłosierdzia Mojego.
Jezu najlitościwszy, któryś jest litością samą, wprowadzam do mieszkania najlitościwszego serca Twego dusze oziębłe, niechaj w tym ogniu czystej miłości Twojej rozgrzeją się te zlodowaciałe dusze, które podobne są do trupów i takim Cię wstrętem napawają. O Jezu najlitościwszy, użyj wszechmocy miłosierdzia swego i pociągnij je w sam żar miłości swojej, i obdarz je miłością świętą, bo Ty wszystko możesz.
Ogień i lód razem nie może być złączony, Bo albo ogień zgaśnie, albo lód będzie roztopiony. Lecz miłosierdzie Twe, o Boże, Jeszcze większe nędze wspomóc może.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze oziębłe, a które są zamknięte w najlitościwszym Sercu Jezusa. Ojcze miłosierdzia, błagam Cię przez gorzkość męki Syna Twego i przez trzygodzinne konanie Jego na krzyżu, pozwól, aby i one wysławiały przepaść miłosierdzia Twego... (1228-1229)
Pastor Walter Hoye jest Murzynem, który protestował w pokojowy sposób przeciwko praktyce kierunkowania aborcji przeciw czarnym. Statystyki z 2004 roku, jakie nam daje National Center for Health Statistics mówią, że 37% ciąż wśród czarnych kobiet kończy się aborcją. Dla porównania wśród kobiet pochodzących z Ameryki Łacińskiej jest to 19 %, a wśród kobiet białych- 12%.
Walter Hoyle spędzał swój czas przed młynami aborcyjnymi w Oakland w Kalifornii, oferując kobietom pomoc, informacje, alternatywne rozwiązanie „problemu”. Nigdy nie stosował przemocy, choć często przemoc stosowano przeciwko niemu. Pracownice jednej z klinik z dumą oświadczyły w sądzie, że nie raz uniemożliwiły Hoye’owi kontakt z potencjalnymi klientkami kliniki, fizycznie uniemożliwiając mu z nimi jakikolwiek kontakt.
Jak to jest możliwe, żeby kogoś wsadzić do więzienia za taką działalność? Prowadzoną na ulicy, nie na prywatnym terenie? Otóż jest to możliwe, bo radni miejscy w Oakland uchwalili ustawę zabraniającą zbliżenia się na odległość mniejszą niż osiem stóp do kobiety udającej się na aborcję. Dlaczego zatem nie ukarano pracownic kliniki, które odciągały Hoye’a? Bo prawo to nie zabrania ani zbliżania się, ani przemawiania do osób przeciwnych aborcji. Prawo zamyka usta tylko tym, którzy są za życiem.
Co więcej, ponieważ prawo nie okazało się wystarczające dzielni radni z Oakland przegłosowali już „poprawioną” wersję. Teraz za próbę kontaktu z kobietą udającą się na zabieg zabicia dziecka grozi kara 2000 dolarów i rocznego więzienia. A podobno oni są „pro choice”. Yea, right. Pro choice, jak długo ten wybór jest wyrokiem śmierci dla nienarodzonego dziecka. Ale jak ktoś zrobi inny wybór, to idzie za to siedzieć.
Oczywiście sprawa będzie się dalej toczyć, bo prawo to jest tak jaskrawo sprzeczne z konstytucją, że nikt chyba nie wierzy, by się mogło utrzymać. Ale to nie zmienia faktu, że sąd w Oakland nie uważał za stosowne zaczekać do końca całej prawnej drogi i nakazał zapudłowanie dzielnego pastora. Najwyżej, jak się okaże, że się go skazało nieprawnym prawem, przeprosi się go. Choć i to wątpliwe. Sądy w Kalifornii rządzą się przecież swoją logiką. Wystarczy przypomnieć przykład tak zwanych „małżeństw” homoseksualistów.
W Kalifornii ludzie mają prawo uchwalać w czasie głosowań prawa bezpośrednio. Uchwalili więc, że małżeństwo to związek między jedną kobietą i jednym mężczyzną. Ale sądowi się to nie podobało, więc uznał to prawo za niezgodne z konstytucją. Zatem przy następnych wyborach ludzie uchwalili poprawkę do konstytucji, mówiącą, że małżeństwo to jest związek między jedną kobietą i jednym mężczyzną. I to powinno raz na zawsze zakończyć sprawę. Konstytucja jest przecież najwyższym prawem w Republice Kalifornijskiej. Ale nie dla sędziów, dla których najwyższym prawem są ich własne poglądy polityczne. Jeszcze co prawda nie udało im się obalić tej poprawki, ale cały czas trwa batalia o to i jak znam życie na pewno coś wymyślą. Czymże bowiem jest konstytucja, gdy jest sprzeczna z naszymi przekonaniami? A my mamy niezawisłą władzę sądowniczą? I poparcie polityków na najwyższych szczeblach? Jesteśmy nie do ruszenia. Przecież taki Hoye nam nie podskoczy. To tylko biedny czarny pastor. Odsiedzi swoje i nauczy innych, że z nami się nie zadziera.
Po wycofaniu z dniem 1 kwietnia 2009 z handlu termometrów i barometrów rtęciowych, dnia 2 listopada bieżącego roku wejdzie w życie kolejna dyrektywa nr RIP/666/2009. Zgodnie z nią, w trosce o środowisko naturalne:
Zabronione będzie grzebanie lub kremacja zmarłych posiadających zawierające trującą rtęć plomby amalgamatowe. Pochówek w ziemi oraz kremacja będą możliwe tylko po usunięciu i zutylizowaniu metalowych plomb. Do wydania aktu zgonu konieczne będzie przedstawienie zaświadczenia stomatologicznego o nie posiadaniu lub usunięciu amalgamatu oraz dowodu wniesienia opłaty utylizacyjnej na rzecz Państwowego Funduszu Ochrony Środowiska.
Zmarłych posiadający rozruszniki serca należy poddać zabiegowi usunięcia baterii. Akt zgonu będzie wydawany na podstawie dowodu wniesienia opłaty utylizacyjnej.
Za nielegalne pogrzeby zmarłych zawierających elementy nieekologiczne grozi grzywna do 10.000 euro oraz rok pozbawienia wolności.
Ponieważ jednak zarówno kremacja, jak i pochówek w ziemi łączą się ze szkodami dla środowiska naturalnego (emisja dwutlenku węgla w przypadku kremacji, a przy pochówku w ziemi emisja innych gazów cieplarnianych oraz zatrucie wód gruntowych), Komisja Europejska przeznaczyła 1 miliard euro na granty w celu opracowania technologii ekologicznego przetwarzania zwłok na rzeczy społecznie użyteczne (mydło, galanteria skórzana, karma dla zwierząt). W roku 2014 planowane jest wdrożenie nowych rozwiązań i zakazanie stosowania dotychczasowych, nieekologicznych sposobów pochówku.
(Powyższa informacja jest przedrukiem ze "Stosiku Torquemady" publikowanego na portalu Fronda. Autorem jej jest "Tomek Torquemada". Przedruk za wiedzą i zgodą autora, za co mu tutaj serdecznie dziękuję. Hiob)