Chrysotemis napisał interesujący post na forum Frondy na temat, nazwijmy to, definicji ludzkiego życia. Pierwszy komentarz pod tym tekstem stwierdza: „Z zainteresowaniem śledzę to rozumowanie w różnych miejscach, trudno się nie zgodzić”. Ja natomiast uważam, że nie zgodzić się z autorem tekstu jest bardzo łatwo. Argumentując, że Kościół jest niekonsekwentny, uznając życie od poczęcia za „człowieka”, mimo, że nie ma jeszcze w ogóle wykształconego mózgu, równocześnie uznając, że człowiek umiera, gdy mózg przestaje być aktywny i wydzielać jakiekolwiek fale, autor tamtego tekstu popełnia logiczny błąd. Porównuje on bowiem jabłka do pomarańczy.
Jest oczywiste, że nie można stosować argumentu o istnieniu aktywności mózgowej na początku rozwoju życia. Życie bowiem zaczyna się w stadium, gdzie mózg rzeczywiście nie istnieje. I jest to po prostu naukowy fakt, nie podlegający dyskusji. Tak, jak faktem jest, że prawa o ochronie ginących gatunków zwierząt krają za zniszczenie jajek ginących gatunków ptaków, czy żółwi, bo doskonale wszyscy wiedzą, że zniszczenie jajka to zabicie np. orła w jego wczesnym stadium rozwoju. Podobnie zabicie zygoty, którą byłem ja, czy Chrysotemis, spowodowałoby nieuniknioną konsekwencję w postaci tego, że ani ja, ani Chrysotemis nigdy byśmy się nie urodzili. Jednak jest to życie, rozwija się, rośnie, a do tegoi posiada unikalny kod DNA, unikalny dla gatunku, który nauka zaszufladkowała jako „homo sapiens”
I gdyby Maryja zabiła swoje nienarodzone Dziecię, nawet w okresie, gdy nie miało Ono jeszcze wykształconego mózgu, to Bóg Wcielony zostałby zabity zanim miałby jakąkolwiek szansę na narodzenie się i na danie nam świadectwa prawdy. Natomiast problem określenia śmierci jest czymś zupełnie innym. Mówimy tu o jakimś obiektywizmie określenia faktu, że człowiek zakończył swą ziemską wędrówkę. Człowiek już się nie rozwija, nie rośnie, wszystkie funkcje organizmu funkcjonować. To, że badamy aktywność mózgu nie znaczy wcale, że tylko mózg nas interesuje. Badamy aktywność mózgu, bo nauka nam mówi, że gdy mózg przestaje funkcjonować, to cały organizm także nie jest w stanie pozostać żywy. Mózg bowiem kieruje wszystkimi funkcjami organizmu i gdy ta rola się kończy, kończy się życie ludzkie.
Wspominanie Łazarza jest demagogią. Czyżby Chrysotemis sugerował, że należałoby czekać dłużej, niż cztery dni, bo Jezus może jeszcze kogoś przywrócić do życia? Ale On może przywrócić do życia i po czterech tysiącach lat, a zatem mamy nie stwierdzać niczyjej śmierci? Kościół musi się oprzeć na jakiś kryteriach naukowych. To, że nowe życie, nowy osobnik z unikalnym DNA zaczyna się od jednej zapłodnionej komórki to nie jest nauka Biblii, ani odkrycie świętego Tomasza. To jest stwierdzenie naukowe. Podobnie to, że życie człowieka się kończy, gdy mózg przestaje funkcjonować, to także jest twierdzenie naukowców. Oczywiście można by tu stosować inne kryteria. Dziś w kościele usłyszałem takie słowa: „Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda”.
Można i tak, i pewnie dla żołnierzy rzymskich, sprawdzających, czy skazaniec na krzyżu już umarł, taka metoda była wystarczająca. Ja jednak będę się upierał, że dla nas dzisiaj, umierających w innych okolicznościach niż przybicie do krzyża, stwierdzenie nieaktywności mózgu jest metodą jednak lepszą od przebijania boku.
Podawanie przykładu o oburzeniu dziennikarzy „Gościa Niedzielnego” także jest dla mnie nie bardzo zrozumiałe. Gdzie tam jest brak konsekwencji? Nauka Kościoła jest logiczna i spójna. Nie wymaga od nikogo nadzwyczajnych działań dla podtrzymywania życia, które się kończy. Ale też Kościół nigdy nie uzna podawania wody i pokarmu za nadzwyczajne środki. I jasne jest, że czasem istnieją pewne graniczne sytuacje, gdy naprawdę nie wiadomo, mimo najszczerszych chęci, postąpić. Ale też w takiej sytuacji możemy być pewni, że miłosierny Bóg nie potępi nas za decyzję podjętą w dobrej woli, która być może z Jego punktu widzenia nie była najlepsza. Nie można „niechcący” zgrzeszyć. Grzech zawsze jest wynikiem woli. A gdy nasza wola jest taka, by postępować zgodnie z Jego wolą, a na dodatek jest ona dobrze poinformowana, to nie musimy się niczego obawiać. Oddajmy się Bożemu Miłosierdziu i nie traćmy ducha.
Natomiast prawdą jest, że definicją „śmierci mózgowej” można też manipulować. Nie jestem lekarzem, ani naukowcem, ale wiem, że nie jest tak trudno określić za śmierć mózgu coś, co nią w rzeczywistości nie jest. I to jest problemem, nie sama nauka na temat tego, kiedy człowiek umiera. Jest oczywiste, że należy robić wszystko, co medycyna ma do zaoferowania, by umierającego człowieka utrzymać przy życiu, a nie korzystać z pierwszego pretekstu, gdy elektroencefalogram zaczyna rysować prostą kreskę, by „przystąpić do żniw”. Jest to jednak inne zagadnienie, zagadnienie uczciwości lekarzy i czasem uczciwości rodziny zmarłego. Jednak Kościół musi polegać na medycynie i musi jakieś kryteria przyjąć, a kryterium ustania aktywności mózgu, gdy zastosowany w sposób uczciwy, jest jednym z najbardziej obiektywnych i pewnych sposobów stwierdzenia śmierci człowieka.
I ja na prawdę nie jestem naiwny. Zdaję sobie sprawę, że istnieje cały "przemysł" zarabiający grube pieniądze na "żniwach organów". Nieetyczni lekarze mają swoje sposoby na uzyskiwanie sporych korzyści materialnych zajmując się pozyskiwaniem "części zamiennych" człowieka. A zatem niebezpieczeństwo mylnej, czy też zafałszowanej diagnozy śmierci mózgu czlowieka naprawdę istnieje.
Na dowód fragment listu do miesięcznika "This Rock":
"Our oldest son was in a bad accident that resulted in severe brain trauma, and one doctor gave him zero chance of survival. They wanted us to sign an organ donation sheet, but we declined, and instead told them in writing to do everything in their power to save him. We were afraid that if we signed the sheet, that would allow them to harvest his organs, and that they wouldn’t try as hard to revive him.
Our son did survive. He’s walking, talking, working, and driving, although with some disabilities. But he’s not a "vegetable," as some doctors said he would be.
Years ago everyone knew when someone was dead: There was no pulse, no breathing, etc. But with the new brain death definitions, we now have something quite dangerous and deliberate on our hands.
Marge Will."
Tłumaczenie:
"Nasz najstarszy syn był w wypadku który spowodował ciężki uraz mózgu i jeden lekarz dał mu zero szans na przeżycie. Chcieli, byśmy podpisali zgodę na pobranie organów, ale odmówiliśmy i nakazaliśmy na piśmie zrobić wszystko co jest w ich mocy dla ratowania go. Obawialiśmy się, że podpisując zgodę na pobranie organów spowodujemy, że nie będą z całą determinacją walczyć o przywrócenie go do życia.
Nasz syn przeżył. Chodzi, mówi, pracuje i jeździ samochodem, aczkolwiek z pewnymi ograniczeniami. Ale nie jest „warzywem”, jak niektórzy lekarze prorokowali.
Przed laty każdy wiedział, gdy ktoś był martwy: Nie było pulsu, brak oddechu, itd. Ale mając nową definicję śmierci mózgu, mamy coś całkiem niebezpiecznego i dyskusyjnego w naszych rękach.
Marge Will"
Ale nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Twierdzenie Marge, że "przed laty każdy wiedział, gdy ktoś był martwy" jest naiwnością. Każdy z nas słyszał, prawdziwe, lub legendarne historie o ludziach pochowanych w stanie śmierci klinicznej, którzy powrócili do życia już po pochówku. Nauka coraz lepiej jest w stanie określić, czy mózg rzeczywiście całkowicie obumarł, czy nie. Ten sposób jest dobry, gdy nie jest celowo fałszowany, albo gdy nie jest stosowany przez niedouczonych konowałów. Problemem bowiem nie jest metoda określania momentu śmierci, ale to, kto tę metodę stosuje, jaka jest jego wiedza na ten temat i czy nie ma on jakiś ukrytych celów. A gdy ma je rzeczywiście, to niezależnie od metody znajdzie drogę, by uznać za zmarłego człowieka, którego jeszcze można, i należy ratować.
Chyba, że rzeczywiście zaczniemy przebijać lancą bok i serce pacjentów. Albo ucinać głowy. Wtedy z pewnością będziemy wiedzieli, że rzeczywiście nie powrócą do życia. Każda inna metoda będzie posiadała jakiś margines błędu.
Friday, April 10, 2009
Wednesday, April 08, 2009
Nowenna do Miłosierdzia Bożego
Nowennę tę kazał Pan Jezus siostrze Faustynie zapisać w sierpniu 1937. roku, polecając odprawianie jej przed Świętem Miłosierdzia, począwszy od Wielkiego Piątku.
Pragnę, abyś przez te dziewięć dni sprowadzała dusze do zdroju mojego miłosierdzia, by zaczerpnęły siły i ochłody, i wszelkiej łaski, jakiej potrzebują na trudy życia, a szczególnie w śmierci godzinie. W każdym dniu przyprowadzisz do serca mego odmienną grupę dusz i zanurzysz je w tym morzu miłosierdzia mojego. A ja te wszystkie dusze wprowadzę w dom Ojca mojego. Czynić to będziesz w tym życiu i w przyszłym. I nie odmówię żadnej duszy niczego, którą wprowadzisz do źródła miłosierdzia mojego. W każdym dniu prosić będziesz Ojca mojego przez gorzką mękę moją o łaski dla tych dusz.
Odpowiedziałam: Jezu, nie wiem, jak tę nowennę odprawiać i jakie dusze wpierw wprowadzić w najlitościwsze Serce Twoje. - I odpowiedział mi Jezus, że powie mi na każdy dzień, jakie mam dusze wprowadzić w Serce Jego. (1209)
Dzień pierwszy: Dusze grzeszników i cała ludzkość.
Dziś sprowadź mi ludzkość całą, i zanurzaj ją w morzu miłosierdzia Mojego. A tym pocieszysz mnie w gorzkim smutku, w jaki mnie pogrąża utrata dusz.
Jezu najmiłosierniejszy, którego właściwością jest litować się nad nami i przebaczać nam, nie patrz na grzechy nasze, ale na ufność naszą, jaką mamy w nieskończoną dobroć Twoją, i przyjmij nas do mieszkania najlitościwszego Serca swego, i nie wypuszczaj nas z niego na wieki. Błagamy Cię przez miłość Twoją, która Cię łączy z Ojcem i Duchem Świętym.
O wszechmocy miłosierdzia Bożego,
Ratunku dla człowieka grzesznego,
Tyś miłosierdziem i litości morze,
Wspomagasz tego, kto Cię uprasza w pokorze.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na ludzkość całą - a szczególnie na biednych grzeszników - która jest zamknięta w najlitościwszym Sercu Jezusa, i dla Jego bolesnej męki okaż nam miłosierdzie swoje, abyśmy wszechmoc miłosierdzia Twego wysławiali na wieki wieków. Amen. (1210-1211)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień drugi: Dusze kapłańskie i zakonne.
Dziś sprowadź mi dusze kapłańskie i dusze zakonne, i zanurz je w niezgłębionym miłosierdziu Moim. One dały mi moc przetrwania gorzkiej męki, przez nich jak przez kanały spływa na ludzkość miłosierdzie moje.
Jezu najmiłosierniejszy, od którego wszystko co dobre pochodzi, pomnóż w nas łaskę, abyśmy godne uczynki miłosierdzia spełniali, aby ci, co na nas patrzą, chwalili Ojca miłosierdzia, który jest w niebie.
Zdrój Bożej miłości,
W sercach czystych gości,
Skąpane w miłosierdzia morzu,
Promienne jak gwiazdy, jasne jak zorza.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia swego na grono wybrane w winnicy swojej, na dusze kapłanów i dusze zakonne, i obdarz ich mocą błogosławieństwa swego, a dla uczuć Serca Syna swego, w którym to sercu są zamknięte, udziel im mocy światła swego, aby mogli przewodzić innym na drogach zbawienia, by wspólnie śpiewać cześć niezgłębionemu miłosierdziu Twemu na wieki wieczne. Amen. (1212-1213)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień trzeci: Dusze pobożne i wierne.
Dziś sprowadź mi wszystkie dusze pobożne i wierne, i zanurz je w morzu miłosierdzia Mojego; dusze te pocieszyły mnie w drodze krzyżowej, były tą kroplą pociech wśród goryczy morza.
Jezu najmiłosierniejszy, który wszystkim udzielasz łask swych nadobficie ze skarbca swego, przyjmij nas so mieszkania najlitościwszego Serca swego i nie wypuszczaj nas z niego na wieki. Błagamy Cię o to przez niepojętą miłość Twoją, jaką pała Twe Serce ku Ojcu niebieskiemu.
Są niezbadane miłosierdzia dziwy,
Nie zgłębi ich ni grzesznik, ni sprawiedliwy,
Na wszystkich patrzysz okiem litości,
I wszystkich pociągasz do swej miłości.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze wierne jak na dziedzictwo Syna swego i dla Jego bolesnej męki, udziel im swego błogosławieństwa i otaczaj ich swą nieustanną opieką, aby nie utraciły miłości i skarbu wiary świętej, ale aby z całą rzeszą aniołów i świętych wysławiały niezmierzone miłosierdzie Twoje na wieki wieczne. Amen. (1214-1215)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień czwarty: Dusze pogan i nie znających jeszcze Jezusa.
Dziś sprowadź mi dusze pogan i tych którzy mnie jeszcze nie znają, i onich myślałem w gorzkiej swej męce, a przyszła ich gorliwość pocieszyła Serce Moje. Zanurz ich w morzu miłosierdzia Mojego.
Jezu najlitościwszy, który jesteś światłością świata całego, przyjmij do mieszkania najlitościwszego Serca swego dusze pogan, ktśre Cię nie znają; niechaj promienie Twej łaski oświecają ich, aby oni wraz z nami wysławiali dziwy miłosierdzia Twego, i nie wypuszczaj ich z mieszkania najlitościwszego Serca swego.
Niech światło Twej miłości,
Oświeci dusz ciemności,
Spraw, aby Cię dusze poznały,
I razem z nami miłosierdzie Twe wysławiały.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze pogan i tych, co Cię jeszcze nie znają, a które są zamknięte w najlitościwszym Sercu Jezusa. Pociągnij ich do światła Ewangelii. Dusze te nie wiedzą, jak wielkim jest szczęściem Ciebie miłować; spraw, aby i one wysławiały hojność miłosierdzia Twego na wieki wieczne. Amen. (1216-1217)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień piąty: Dusze heretyków i odszczepieńców.
Dziś sprowadź mi dusze heretyków i odszczepieńców, i zanurz ich w morzu miłosierdzia Mojego; w gorzkiej męce rozdzierali mi ciało i serce, to jest Kościół mój. Kiedy wracają do jedności z Kościołem, goją się rany Moje i tym sposobem ulżą mi męki.
Jezu najmiłosierniejszy, który jesteś dobrocią samą, Ty nie odmawiasz światła proszącym Ciebie, przyjm do mieszkania najlitościwszego Serca swego dusze heretyków i dusze odszczepieńców, i pociągnij ich swym światłem do jedności z Kościołem, i nie wypuszczaj ich z mieszkania najlitościwszego Serca swego, ale spraw, aby i oni uwielbili hojność miłosierdzia Twego.
I dla tych co podarli szatę Twej jedności,
Płynie z serca Twego zdrój litości.
Wszechmoc miłosierdzia Twego, o Boże,
I te dusze z błędu wyprowadzić może.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze heretyków i odszczepieńców, którzy roztrwonili dobra Twoje i nadużyli łask Twoich , trwając uporczywie w swych błędach. Nie patrz na ich błędy, ale na miłość Syna swego i na gorzką mękę Jego, którą podjął dla nich, gdyż i oni są zamknięci w najlitościwszym Sercu Jezusa. Spraw, niech i oni wysławiają wielkie miłosierdzie Twoje na wieki wieczne. Amen. (1218-1219)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień szósty: Dusze ciche i pokorne i dusze małych dzieci.
Dziś sprowadź mi dusze ciche i pokorne, i dusze małych dzieci, i zanurz je w miłosierdziu moim. Dusze te są najwięcej podobne do serca mojego, one krzepiły mnie w gorzkiej konania męce; widziałem je jako ziemskich aniołów, które będą czuwać u moich ołtarzy, na nie zlewam całymi strumieniami łaski. Łaskę moją jest zdolna przyjąć tylko dusza pokorna, dusze pokorne obdarzam swoim zaufaniem.
Jezu najmiłosierniejszy, któryś sam powiedział: uczcie się ode mnie, żem cichy i pokornego serca - przyjm do mieszkania najlitościwszego Serca swego dusze ciche i pokorne, i dusze małych dzieci. Dusze te wprowadzają w zachwyt niebo całe i są szczególnym upodobaniem Ojca niebieskiego, są bukietem przed tronem Bożym, którego zapachem sam Bóg się napawa. Dusze te mają stałe mieszkanie w najlitościwszym Sercu Jezusa i nieustannie wyśpiewują hymn miłości i miłosierdzia na wieki.
Prawdziwie dusza pokorna i cicha
Już tu na ziemi rajem oddycha,
A wonią pokornego jej serca
Zachwyca się sam Stwórca.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia, na dusze ciche, pokorne i dusze małych dzieci, które są zamknięte w mieszkaniu najlitościwszego Serca Jezusa. Dusze te są najwięcej upodobnione do Syna Twego, woń tych dusz wznosi się z ziemi i dosięga tronu Twego. Ojcze miłosierdzia i wszelkiej dobroci, błagam Cię przrez miłość i upodobanie, jakie masz w tych duszach, błogosław światu całemu, aby wszystkie dusze razem wyśpiewywały cześć miłosierdziu Twemu na wieki wieczne. Amen. (1220-1223)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień siódmy: Dusze szczególnie czczące i wysławiające miłosierdzie Jezusa.
Dziś sprowadź mi dusze, które szczególnie czczą i wysławiają miłosierdzie Moje, i zanurz je w miłosierdziu Moim. Te dusze najwięcej bolały nad moją męką i najgłębiej wniknęły w ducha Mojego. One są żywym odbiciem Mojego litościwego Serca. Dusze jaśnieć będą szczególną jasnością w życiu przyszłym, żadna nie dostanie się do ognia piekelnego, każdej szczególnie bronić będę w jej śmierci godzinie.
Jezu najmiłosierniejszy, kórego Serce jest miłością samą, przyjmij do mieszkania najlitościwszego Serca swego dusze, które szczególnie czczą i wysławiają wielkość miłosierdzia Twego. Dusze te są mocarne siłą Boga samego; wśród wszelkich udręczeń i przeciwności idą naprzód ufne w miłosierdzie Twoje, dusze te są zjednoczone z Jezusem i dźwigają ludzkość całą na barkach swoich. Te dusze nie będą sądzone surowo, ale miłosierdzie Twoje ogarnie je w chwili zgonu.
Dusza, która wysławia dobroć swego Pana,
Jest przez Niego szczególnie umiłowana.
Jest zawsze bliską zdroju żywego
I czerpie łaski z miłosierdzia Bożego.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze, które wysławiają i czczą największy przymiot Twój, to jest niezgłębione miłosierdzie Twoje - ktśre są zamknięte w najlitościwszym Sercu Jezusa. Dusze te są żywą Ewangelią, ręce ich pełne uczynków miłosierdzia, a dusza ich przepełniona weselem śpiewa pieśń miłosierdzia Najwyższemu. Błagam Cię, Boże, okaż im miłosierdzie swoje według nadzieji i ufności, jaką w Tobie położyli, niech się spełni na nich obietnica Jezusa, który im powiedział, że: Dusze, które czcić będą to niezgłębione miłosierdzie moje - ja sam bronić je będę w życiu, a szczególnie w śmierci godzinie, jako swej chwały. (1224-1225)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień ósmy: Dusze czyśćcowe.
Dziś sprowadź mi dusze, które są w więzieniu czyśćcowym i zanurz je w przepaści miłosierdzia mojego, niechaj strumienie krwi mojej ochłodzą ich upalenie. Wszystkie te dusze są bardzo przeze mnie umiłowane, odpłacają się mojej sprawiedliwości; w twojej mocy jest im przynieść ulgę. Bierz ze skarbca mojego Kościoła wszystkie odpusty i ofiaruj za nie... O, gdybyś znała ich mękę, ustawicznie byś ofiarowała za nie jałmużnę ducha i spłacała ich długi mojej sprawiedliwości.
Jezu najmiłosierniejszy, kóryś sam powiedział, że miłosierdzia chcesz, otóż wprowadzam do mieszkania Twego najlitościwszego Serca dusze czyśćcowe - dusze, które Ci są bardzo miłe, a które jednak wypłacać się muszą Twej sprawiedliwości - niech strumienie krwi i wody, które wyszły z Serca Twego, ugaszą płomienie ognia czyśćcowego, aby się i tam stawiła moc miłosierdzia Twego.
Ze strasznych upałów ognia czyśćcowego
Wznosi się jęk do miłosierdzia Twego.
I doznają pocieszenia, ulgi i ochłody
W strumieniu wylanym krwi i wody.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze w czyśćcu cierpiące, a które są zamknięte w najlitościwszym Sercu Jezusa. Błagam Cię przez bolesną mękę Jezusa, Syna Twego, i przez całą gorycz, jaką była zalana Jego przenajświętsza dusza, okaż miłosierdzie swoje duszom, które są pod sprawiedliwym wejrzeniem Twoim; nie patrz na nie inaczej, jak tylko przez rany Jezusa, Syna Twego najmilszego, bo my wierzymy, że dobroci Twojej i litości liczby nie masz . (1226-1227)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień dziewiąty: Dusze oziębłe.
Dziś sprowadź mi dusze oziębłe i zanurz je w przepaści miłosierdzia Mojego. Dusze te najboleśniej ranią Serce Moje. Największej obrazy doznała dusza Moja w Ogrójcu od duszy oziębłej. One były powodem, iż wypowiedziałem: Ojcze, oddal ten kielich, jeżeli jest taka wola Twoja. - Dla nich jest ostateczna deska ratunku uciec się do miłosierdzia Mojego.
Jezu najlitościwszy, któryś jest litością samą, wprowadzam do mieszkania najlitościwszego serca Twego dusze oziębłe, niechaj w tym ogniu czystej miłości Twojej rozgrzeją się te zlodowaciałe dusze, które podobne są do trupów i takim Cię wstrętem napawają. O Jezu najlitościwszy, użyj wszechmocy miłosierdzia swego i pociągnij je w sam żar miłości swojej, i obdarz je miłością świętą, bo Ty wszystko możesz.
Ogień i lód razem nie może być złączony,
Bo albo ogień zgaśnie, albo lód będzie roztopiony.
Lecz miłosierdzie Twe, o Boże,
Jeszcze większe nędze wspomóc może.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze oziębłe, a które są zamknięte w najlitościwszym Sercu Jezusa. Ojcze miłosierdzia, błagam Cię przez gorzkość męki Syna Twego i przez trzygodzinne konanie Jego na krzyżu, pozwól, aby i one wysławiały przepaść miłosierdzia Twego... (1228-1229)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Pragnę, abyś przez te dziewięć dni sprowadzała dusze do zdroju mojego miłosierdzia, by zaczerpnęły siły i ochłody, i wszelkiej łaski, jakiej potrzebują na trudy życia, a szczególnie w śmierci godzinie. W każdym dniu przyprowadzisz do serca mego odmienną grupę dusz i zanurzysz je w tym morzu miłosierdzia mojego. A ja te wszystkie dusze wprowadzę w dom Ojca mojego. Czynić to będziesz w tym życiu i w przyszłym. I nie odmówię żadnej duszy niczego, którą wprowadzisz do źródła miłosierdzia mojego. W każdym dniu prosić będziesz Ojca mojego przez gorzką mękę moją o łaski dla tych dusz.
Odpowiedziałam: Jezu, nie wiem, jak tę nowennę odprawiać i jakie dusze wpierw wprowadzić w najlitościwsze Serce Twoje. - I odpowiedział mi Jezus, że powie mi na każdy dzień, jakie mam dusze wprowadzić w Serce Jego. (1209)
Dzień pierwszy: Dusze grzeszników i cała ludzkość.
Dziś sprowadź mi ludzkość całą, i zanurzaj ją w morzu miłosierdzia Mojego. A tym pocieszysz mnie w gorzkim smutku, w jaki mnie pogrąża utrata dusz.
Jezu najmiłosierniejszy, którego właściwością jest litować się nad nami i przebaczać nam, nie patrz na grzechy nasze, ale na ufność naszą, jaką mamy w nieskończoną dobroć Twoją, i przyjmij nas do mieszkania najlitościwszego Serca swego, i nie wypuszczaj nas z niego na wieki. Błagamy Cię przez miłość Twoją, która Cię łączy z Ojcem i Duchem Świętym.
O wszechmocy miłosierdzia Bożego,
Ratunku dla człowieka grzesznego,
Tyś miłosierdziem i litości morze,
Wspomagasz tego, kto Cię uprasza w pokorze.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na ludzkość całą - a szczególnie na biednych grzeszników - która jest zamknięta w najlitościwszym Sercu Jezusa, i dla Jego bolesnej męki okaż nam miłosierdzie swoje, abyśmy wszechmoc miłosierdzia Twego wysławiali na wieki wieków. Amen. (1210-1211)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień drugi: Dusze kapłańskie i zakonne.
Dziś sprowadź mi dusze kapłańskie i dusze zakonne, i zanurz je w niezgłębionym miłosierdziu Moim. One dały mi moc przetrwania gorzkiej męki, przez nich jak przez kanały spływa na ludzkość miłosierdzie moje.
Jezu najmiłosierniejszy, od którego wszystko co dobre pochodzi, pomnóż w nas łaskę, abyśmy godne uczynki miłosierdzia spełniali, aby ci, co na nas patrzą, chwalili Ojca miłosierdzia, który jest w niebie.
Zdrój Bożej miłości,
W sercach czystych gości,
Skąpane w miłosierdzia morzu,
Promienne jak gwiazdy, jasne jak zorza.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia swego na grono wybrane w winnicy swojej, na dusze kapłanów i dusze zakonne, i obdarz ich mocą błogosławieństwa swego, a dla uczuć Serca Syna swego, w którym to sercu są zamknięte, udziel im mocy światła swego, aby mogli przewodzić innym na drogach zbawienia, by wspólnie śpiewać cześć niezgłębionemu miłosierdziu Twemu na wieki wieczne. Amen. (1212-1213)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień trzeci: Dusze pobożne i wierne.
Dziś sprowadź mi wszystkie dusze pobożne i wierne, i zanurz je w morzu miłosierdzia Mojego; dusze te pocieszyły mnie w drodze krzyżowej, były tą kroplą pociech wśród goryczy morza.
Jezu najmiłosierniejszy, który wszystkim udzielasz łask swych nadobficie ze skarbca swego, przyjmij nas so mieszkania najlitościwszego Serca swego i nie wypuszczaj nas z niego na wieki. Błagamy Cię o to przez niepojętą miłość Twoją, jaką pała Twe Serce ku Ojcu niebieskiemu.
Są niezbadane miłosierdzia dziwy,
Nie zgłębi ich ni grzesznik, ni sprawiedliwy,
Na wszystkich patrzysz okiem litości,
I wszystkich pociągasz do swej miłości.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze wierne jak na dziedzictwo Syna swego i dla Jego bolesnej męki, udziel im swego błogosławieństwa i otaczaj ich swą nieustanną opieką, aby nie utraciły miłości i skarbu wiary świętej, ale aby z całą rzeszą aniołów i świętych wysławiały niezmierzone miłosierdzie Twoje na wieki wieczne. Amen. (1214-1215)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień czwarty: Dusze pogan i nie znających jeszcze Jezusa.
Dziś sprowadź mi dusze pogan i tych którzy mnie jeszcze nie znają, i onich myślałem w gorzkiej swej męce, a przyszła ich gorliwość pocieszyła Serce Moje. Zanurz ich w morzu miłosierdzia Mojego.
Jezu najlitościwszy, który jesteś światłością świata całego, przyjmij do mieszkania najlitościwszego Serca swego dusze pogan, ktśre Cię nie znają; niechaj promienie Twej łaski oświecają ich, aby oni wraz z nami wysławiali dziwy miłosierdzia Twego, i nie wypuszczaj ich z mieszkania najlitościwszego Serca swego.
Niech światło Twej miłości,
Oświeci dusz ciemności,
Spraw, aby Cię dusze poznały,
I razem z nami miłosierdzie Twe wysławiały.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze pogan i tych, co Cię jeszcze nie znają, a które są zamknięte w najlitościwszym Sercu Jezusa. Pociągnij ich do światła Ewangelii. Dusze te nie wiedzą, jak wielkim jest szczęściem Ciebie miłować; spraw, aby i one wysławiały hojność miłosierdzia Twego na wieki wieczne. Amen. (1216-1217)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień piąty: Dusze heretyków i odszczepieńców.
Dziś sprowadź mi dusze heretyków i odszczepieńców, i zanurz ich w morzu miłosierdzia Mojego; w gorzkiej męce rozdzierali mi ciało i serce, to jest Kościół mój. Kiedy wracają do jedności z Kościołem, goją się rany Moje i tym sposobem ulżą mi męki.
Jezu najmiłosierniejszy, który jesteś dobrocią samą, Ty nie odmawiasz światła proszącym Ciebie, przyjm do mieszkania najlitościwszego Serca swego dusze heretyków i dusze odszczepieńców, i pociągnij ich swym światłem do jedności z Kościołem, i nie wypuszczaj ich z mieszkania najlitościwszego Serca swego, ale spraw, aby i oni uwielbili hojność miłosierdzia Twego.
I dla tych co podarli szatę Twej jedności,
Płynie z serca Twego zdrój litości.
Wszechmoc miłosierdzia Twego, o Boże,
I te dusze z błędu wyprowadzić może.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze heretyków i odszczepieńców, którzy roztrwonili dobra Twoje i nadużyli łask Twoich , trwając uporczywie w swych błędach. Nie patrz na ich błędy, ale na miłość Syna swego i na gorzką mękę Jego, którą podjął dla nich, gdyż i oni są zamknięci w najlitościwszym Sercu Jezusa. Spraw, niech i oni wysławiają wielkie miłosierdzie Twoje na wieki wieczne. Amen. (1218-1219)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień szósty: Dusze ciche i pokorne i dusze małych dzieci.
Dziś sprowadź mi dusze ciche i pokorne, i dusze małych dzieci, i zanurz je w miłosierdziu moim. Dusze te są najwięcej podobne do serca mojego, one krzepiły mnie w gorzkiej konania męce; widziałem je jako ziemskich aniołów, które będą czuwać u moich ołtarzy, na nie zlewam całymi strumieniami łaski. Łaskę moją jest zdolna przyjąć tylko dusza pokorna, dusze pokorne obdarzam swoim zaufaniem.
Jezu najmiłosierniejszy, któryś sam powiedział: uczcie się ode mnie, żem cichy i pokornego serca - przyjm do mieszkania najlitościwszego Serca swego dusze ciche i pokorne, i dusze małych dzieci. Dusze te wprowadzają w zachwyt niebo całe i są szczególnym upodobaniem Ojca niebieskiego, są bukietem przed tronem Bożym, którego zapachem sam Bóg się napawa. Dusze te mają stałe mieszkanie w najlitościwszym Sercu Jezusa i nieustannie wyśpiewują hymn miłości i miłosierdzia na wieki.
Prawdziwie dusza pokorna i cicha
Już tu na ziemi rajem oddycha,
A wonią pokornego jej serca
Zachwyca się sam Stwórca.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia, na dusze ciche, pokorne i dusze małych dzieci, które są zamknięte w mieszkaniu najlitościwszego Serca Jezusa. Dusze te są najwięcej upodobnione do Syna Twego, woń tych dusz wznosi się z ziemi i dosięga tronu Twego. Ojcze miłosierdzia i wszelkiej dobroci, błagam Cię przrez miłość i upodobanie, jakie masz w tych duszach, błogosław światu całemu, aby wszystkie dusze razem wyśpiewywały cześć miłosierdziu Twemu na wieki wieczne. Amen. (1220-1223)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień siódmy: Dusze szczególnie czczące i wysławiające miłosierdzie Jezusa.
Dziś sprowadź mi dusze, które szczególnie czczą i wysławiają miłosierdzie Moje, i zanurz je w miłosierdziu Moim. Te dusze najwięcej bolały nad moją męką i najgłębiej wniknęły w ducha Mojego. One są żywym odbiciem Mojego litościwego Serca. Dusze jaśnieć będą szczególną jasnością w życiu przyszłym, żadna nie dostanie się do ognia piekelnego, każdej szczególnie bronić będę w jej śmierci godzinie.
Jezu najmiłosierniejszy, kórego Serce jest miłością samą, przyjmij do mieszkania najlitościwszego Serca swego dusze, które szczególnie czczą i wysławiają wielkość miłosierdzia Twego. Dusze te są mocarne siłą Boga samego; wśród wszelkich udręczeń i przeciwności idą naprzód ufne w miłosierdzie Twoje, dusze te są zjednoczone z Jezusem i dźwigają ludzkość całą na barkach swoich. Te dusze nie będą sądzone surowo, ale miłosierdzie Twoje ogarnie je w chwili zgonu.
Dusza, która wysławia dobroć swego Pana,
Jest przez Niego szczególnie umiłowana.
Jest zawsze bliską zdroju żywego
I czerpie łaski z miłosierdzia Bożego.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze, które wysławiają i czczą największy przymiot Twój, to jest niezgłębione miłosierdzie Twoje - ktśre są zamknięte w najlitościwszym Sercu Jezusa. Dusze te są żywą Ewangelią, ręce ich pełne uczynków miłosierdzia, a dusza ich przepełniona weselem śpiewa pieśń miłosierdzia Najwyższemu. Błagam Cię, Boże, okaż im miłosierdzie swoje według nadzieji i ufności, jaką w Tobie położyli, niech się spełni na nich obietnica Jezusa, który im powiedział, że: Dusze, które czcić będą to niezgłębione miłosierdzie moje - ja sam bronić je będę w życiu, a szczególnie w śmierci godzinie, jako swej chwały. (1224-1225)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień ósmy: Dusze czyśćcowe.
Dziś sprowadź mi dusze, które są w więzieniu czyśćcowym i zanurz je w przepaści miłosierdzia mojego, niechaj strumienie krwi mojej ochłodzą ich upalenie. Wszystkie te dusze są bardzo przeze mnie umiłowane, odpłacają się mojej sprawiedliwości; w twojej mocy jest im przynieść ulgę. Bierz ze skarbca mojego Kościoła wszystkie odpusty i ofiaruj za nie... O, gdybyś znała ich mękę, ustawicznie byś ofiarowała za nie jałmużnę ducha i spłacała ich długi mojej sprawiedliwości.
Jezu najmiłosierniejszy, kóryś sam powiedział, że miłosierdzia chcesz, otóż wprowadzam do mieszkania Twego najlitościwszego Serca dusze czyśćcowe - dusze, które Ci są bardzo miłe, a które jednak wypłacać się muszą Twej sprawiedliwości - niech strumienie krwi i wody, które wyszły z Serca Twego, ugaszą płomienie ognia czyśćcowego, aby się i tam stawiła moc miłosierdzia Twego.
Ze strasznych upałów ognia czyśćcowego
Wznosi się jęk do miłosierdzia Twego.
I doznają pocieszenia, ulgi i ochłody
W strumieniu wylanym krwi i wody.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze w czyśćcu cierpiące, a które są zamknięte w najlitościwszym Sercu Jezusa. Błagam Cię przez bolesną mękę Jezusa, Syna Twego, i przez całą gorycz, jaką była zalana Jego przenajświętsza dusza, okaż miłosierdzie swoje duszom, które są pod sprawiedliwym wejrzeniem Twoim; nie patrz na nie inaczej, jak tylko przez rany Jezusa, Syna Twego najmilszego, bo my wierzymy, że dobroci Twojej i litości liczby nie masz . (1226-1227)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Dzień dziewiąty: Dusze oziębłe.
Dziś sprowadź mi dusze oziębłe i zanurz je w przepaści miłosierdzia Mojego. Dusze te najboleśniej ranią Serce Moje. Największej obrazy doznała dusza Moja w Ogrójcu od duszy oziębłej. One były powodem, iż wypowiedziałem: Ojcze, oddal ten kielich, jeżeli jest taka wola Twoja. - Dla nich jest ostateczna deska ratunku uciec się do miłosierdzia Mojego.
Jezu najlitościwszy, któryś jest litością samą, wprowadzam do mieszkania najlitościwszego serca Twego dusze oziębłe, niechaj w tym ogniu czystej miłości Twojej rozgrzeją się te zlodowaciałe dusze, które podobne są do trupów i takim Cię wstrętem napawają. O Jezu najlitościwszy, użyj wszechmocy miłosierdzia swego i pociągnij je w sam żar miłości swojej, i obdarz je miłością świętą, bo Ty wszystko możesz.
Ogień i lód razem nie może być złączony,
Bo albo ogień zgaśnie, albo lód będzie roztopiony.
Lecz miłosierdzie Twe, o Boże,
Jeszcze większe nędze wspomóc może.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze oziębłe, a które są zamknięte w najlitościwszym Sercu Jezusa. Ojcze miłosierdzia, błagam Cię przez gorzkość męki Syna Twego i przez trzygodzinne konanie Jego na krzyżu, pozwól, aby i one wysławiały przepaść miłosierdzia Twego... (1228-1229)
Koronka do Miłosierdzia Bożego.
Saturday, April 04, 2009
Pastor Walter Hoye rozpoczął odsiadkę 30-dniowego aresztu.
Pastor Walter Hoye jest Murzynem, który protestował w pokojowy sposób przeciwko praktyce kierunkowania aborcji przeciw czarnym. Statystyki z 2004 roku, jakie nam daje National Center for Health Statistics mówią, że 37% ciąż wśród czarnych kobiet kończy się aborcją. Dla porównania wśród kobiet pochodzących z Ameryki Łacińskiej jest to 19 %, a wśród kobiet białych- 12%.
Walter Hoyle spędzał swój czas przed młynami aborcyjnymi w Oakland w Kalifornii, oferując kobietom pomoc, informacje, alternatywne rozwiązanie „problemu”. Nigdy nie stosował przemocy, choć często przemoc stosowano przeciwko niemu. Pracownice jednej z klinik z dumą oświadczyły w sądzie, że nie raz uniemożliwiły Hoye’owi kontakt z potencjalnymi klientkami kliniki, fizycznie uniemożliwiając mu z nimi jakikolwiek kontakt.
Jak to jest możliwe, żeby kogoś wsadzić do więzienia za taką działalność? Prowadzoną na ulicy, nie na prywatnym terenie? Otóż jest to możliwe, bo radni miejscy w Oakland uchwalili ustawę zabraniającą zbliżenia się na odległość mniejszą niż osiem stóp do kobiety udającej się na aborcję. Dlaczego zatem nie ukarano pracownic kliniki, które odciągały Hoye’a? Bo prawo to nie zabrania ani zbliżania się, ani przemawiania do osób przeciwnych aborcji. Prawo zamyka usta tylko tym, którzy są za życiem.
Co więcej, ponieważ prawo nie okazało się wystarczające dzielni radni z Oakland przegłosowali już „poprawioną” wersję. Teraz za próbę kontaktu z kobietą udającą się na zabieg zabicia dziecka grozi kara 2000 dolarów i rocznego więzienia. A podobno oni są „pro choice”. Yea, right. Pro choice, jak długo ten wybór jest wyrokiem śmierci dla nienarodzonego dziecka. Ale jak ktoś zrobi inny wybór, to idzie za to siedzieć.
Oczywiście sprawa będzie się dalej toczyć, bo prawo to jest tak jaskrawo sprzeczne z konstytucją, że nikt chyba nie wierzy, by się mogło utrzymać. Ale to nie zmienia faktu, że sąd w Oakland nie uważał za stosowne zaczekać do końca całej prawnej drogi i nakazał zapudłowanie dzielnego pastora. Najwyżej, jak się okaże, że się go skazało nieprawnym prawem, przeprosi się go. Choć i to wątpliwe. Sądy w Kalifornii rządzą się przecież swoją logiką. Wystarczy przypomnieć przykład tak zwanych „małżeństw” homoseksualistów.
W Kalifornii ludzie mają prawo uchwalać w czasie głosowań prawa bezpośrednio. Uchwalili więc, że małżeństwo to związek między jedną kobietą i jednym mężczyzną. Ale sądowi się to nie podobało, więc uznał to prawo za niezgodne z konstytucją. Zatem przy następnych wyborach ludzie uchwalili poprawkę do konstytucji, mówiącą, że małżeństwo to jest związek między jedną kobietą i jednym mężczyzną. I to powinno raz na zawsze zakończyć sprawę. Konstytucja jest przecież najwyższym prawem w Republice Kalifornijskiej. Ale nie dla sędziów, dla których najwyższym prawem są ich własne poglądy polityczne. Jeszcze co prawda nie udało im się obalić tej poprawki, ale cały czas trwa batalia o to i jak znam życie na pewno coś wymyślą. Czymże bowiem jest konstytucja, gdy jest sprzeczna z naszymi przekonaniami? A my mamy niezawisłą władzę sądowniczą? I poparcie polityków na najwyższych szczeblach? Jesteśmy nie do ruszenia. Przecież taki Hoye nam nie podskoczy. To tylko biedny czarny pastor. Odsiedzi swoje i nauczy innych, że z nami się nie zadziera.
Walter Hoyle spędzał swój czas przed młynami aborcyjnymi w Oakland w Kalifornii, oferując kobietom pomoc, informacje, alternatywne rozwiązanie „problemu”. Nigdy nie stosował przemocy, choć często przemoc stosowano przeciwko niemu. Pracownice jednej z klinik z dumą oświadczyły w sądzie, że nie raz uniemożliwiły Hoye’owi kontakt z potencjalnymi klientkami kliniki, fizycznie uniemożliwiając mu z nimi jakikolwiek kontakt.
Jak to jest możliwe, żeby kogoś wsadzić do więzienia za taką działalność? Prowadzoną na ulicy, nie na prywatnym terenie? Otóż jest to możliwe, bo radni miejscy w Oakland uchwalili ustawę zabraniającą zbliżenia się na odległość mniejszą niż osiem stóp do kobiety udającej się na aborcję. Dlaczego zatem nie ukarano pracownic kliniki, które odciągały Hoye’a? Bo prawo to nie zabrania ani zbliżania się, ani przemawiania do osób przeciwnych aborcji. Prawo zamyka usta tylko tym, którzy są za życiem.
Co więcej, ponieważ prawo nie okazało się wystarczające dzielni radni z Oakland przegłosowali już „poprawioną” wersję. Teraz za próbę kontaktu z kobietą udającą się na zabieg zabicia dziecka grozi kara 2000 dolarów i rocznego więzienia. A podobno oni są „pro choice”. Yea, right. Pro choice, jak długo ten wybór jest wyrokiem śmierci dla nienarodzonego dziecka. Ale jak ktoś zrobi inny wybór, to idzie za to siedzieć.
Oczywiście sprawa będzie się dalej toczyć, bo prawo to jest tak jaskrawo sprzeczne z konstytucją, że nikt chyba nie wierzy, by się mogło utrzymać. Ale to nie zmienia faktu, że sąd w Oakland nie uważał za stosowne zaczekać do końca całej prawnej drogi i nakazał zapudłowanie dzielnego pastora. Najwyżej, jak się okaże, że się go skazało nieprawnym prawem, przeprosi się go. Choć i to wątpliwe. Sądy w Kalifornii rządzą się przecież swoją logiką. Wystarczy przypomnieć przykład tak zwanych „małżeństw” homoseksualistów.
W Kalifornii ludzie mają prawo uchwalać w czasie głosowań prawa bezpośrednio. Uchwalili więc, że małżeństwo to związek między jedną kobietą i jednym mężczyzną. Ale sądowi się to nie podobało, więc uznał to prawo za niezgodne z konstytucją. Zatem przy następnych wyborach ludzie uchwalili poprawkę do konstytucji, mówiącą, że małżeństwo to jest związek między jedną kobietą i jednym mężczyzną. I to powinno raz na zawsze zakończyć sprawę. Konstytucja jest przecież najwyższym prawem w Republice Kalifornijskiej. Ale nie dla sędziów, dla których najwyższym prawem są ich własne poglądy polityczne. Jeszcze co prawda nie udało im się obalić tej poprawki, ale cały czas trwa batalia o to i jak znam życie na pewno coś wymyślą. Czymże bowiem jest konstytucja, gdy jest sprzeczna z naszymi przekonaniami? A my mamy niezawisłą władzę sądowniczą? I poparcie polityków na najwyższych szczeblach? Jesteśmy nie do ruszenia. Przecież taki Hoye nam nie podskoczy. To tylko biedny czarny pastor. Odsiedzi swoje i nauczy innych, że z nami się nie zadziera.
Wednesday, April 01, 2009
Plomby i rozruszniki: nowa dyrektywa Unii Europejskiej
Po wycofaniu z dniem 1 kwietnia 2009 z handlu termometrów i barometrów rtęciowych, dnia 2 listopada bieżącego roku wejdzie w życie kolejna dyrektywa nr RIP/666/2009. Zgodnie z nią, w trosce o środowisko naturalne:
Zabronione będzie grzebanie lub kremacja zmarłych posiadających zawierające trującą rtęć plomby amalgamatowe. Pochówek w ziemi oraz kremacja będą możliwe tylko po usunięciu i zutylizowaniu metalowych plomb. Do wydania aktu zgonu konieczne będzie przedstawienie zaświadczenia stomatologicznego o nie posiadaniu lub usunięciu amalgamatu oraz dowodu wniesienia opłaty utylizacyjnej na rzecz Państwowego Funduszu Ochrony Środowiska.
Zmarłych posiadający rozruszniki serca należy poddać zabiegowi usunięcia baterii. Akt zgonu będzie wydawany na podstawie dowodu wniesienia opłaty utylizacyjnej.
Za nielegalne pogrzeby zmarłych zawierających elementy nieekologiczne grozi grzywna do 10.000 euro oraz rok pozbawienia wolności.
Ponieważ jednak zarówno kremacja, jak i pochówek w ziemi łączą się ze szkodami dla środowiska naturalnego (emisja dwutlenku węgla w przypadku kremacji, a przy pochówku w ziemi emisja innych gazów cieplarnianych oraz zatrucie wód gruntowych), Komisja Europejska przeznaczyła 1 miliard euro na granty w celu opracowania technologii ekologicznego przetwarzania zwłok na rzeczy społecznie użyteczne (mydło, galanteria skórzana, karma dla zwierząt). W roku 2014 planowane jest wdrożenie nowych rozwiązań i zakazanie stosowania dotychczasowych, nieekologicznych sposobów pochówku.
(Powyższa informacja jest przedrukiem ze "Stosiku Torquemady" publikowanego na portalu Fronda. Autorem jej jest "Tomek Torquemada". Przedruk za wiedzą i zgodą autora, za co mu tutaj serdecznie dziękuję. Hiob)
Zabronione będzie grzebanie lub kremacja zmarłych posiadających zawierające trującą rtęć plomby amalgamatowe. Pochówek w ziemi oraz kremacja będą możliwe tylko po usunięciu i zutylizowaniu metalowych plomb. Do wydania aktu zgonu konieczne będzie przedstawienie zaświadczenia stomatologicznego o nie posiadaniu lub usunięciu amalgamatu oraz dowodu wniesienia opłaty utylizacyjnej na rzecz Państwowego Funduszu Ochrony Środowiska.
Zmarłych posiadający rozruszniki serca należy poddać zabiegowi usunięcia baterii. Akt zgonu będzie wydawany na podstawie dowodu wniesienia opłaty utylizacyjnej.
Za nielegalne pogrzeby zmarłych zawierających elementy nieekologiczne grozi grzywna do 10.000 euro oraz rok pozbawienia wolności.
Ponieważ jednak zarówno kremacja, jak i pochówek w ziemi łączą się ze szkodami dla środowiska naturalnego (emisja dwutlenku węgla w przypadku kremacji, a przy pochówku w ziemi emisja innych gazów cieplarnianych oraz zatrucie wód gruntowych), Komisja Europejska przeznaczyła 1 miliard euro na granty w celu opracowania technologii ekologicznego przetwarzania zwłok na rzeczy społecznie użyteczne (mydło, galanteria skórzana, karma dla zwierząt). W roku 2014 planowane jest wdrożenie nowych rozwiązań i zakazanie stosowania dotychczasowych, nieekologicznych sposobów pochówku.
(Powyższa informacja jest przedrukiem ze "Stosiku Torquemady" publikowanego na portalu Fronda. Autorem jej jest "Tomek Torquemada". Przedruk za wiedzą i zgodą autora, za co mu tutaj serdecznie dziękuję. Hiob)
Saturday, March 28, 2009
Rekolekcje patriotyczne
Niedawno z pewnym zdumieniem zauważyłem, że w całej Biblii, w Starym i Nowym Testamencie ani raz nie występuje słowo „patriotyzm”. Nie występuje także żadna jego odmiana, jak „patriota”, „patriotyczny” i tym podobne. Nie znalazłem także, poza jednym wyjątkiem, listem do Filipian, słowa „ojczyzna”, gdzie jest mowa o Ojczyźnie Niebieskiej. Podobnie jest w Katechizmie Kościoła Katolickiego, który, zgodnie z tym, co nam we wstępie podaje sam Jan Paweł Wielki, jest „tekstem wzorcowym dla katechezy odnowionej u żywych źródeł wiary”. Dalej nasz papież napisał: „Katechizm Kościoła Katolickiego […] wykłada wiarę Kościoła i naukę katolicką, poświadczone przez Pismo święte, Tradycję apostolską i Urząd Nauczycielski Kościoła i w ich świetle rozumiane. Uznaję go za pewną normę nauczania wiary, jak również za pożyteczne i właściwe narzędzie służące komunii eklezjalnej.”
Mówiąc o „pewnej normie” papież mówi o normie dającej pewność, a nie o pewnej normie, jak mówimy np. o pewnej pani, która coś tam powiedziała. A więc Katechizm Kościoła Katolickiego daje nam jednoznaczne i prawdziwe kompendium nauczania Kościoła Katolickiego. I znowu, zdumiewająca rzecz, nie ma tam ani raz użytego słowa „Patriotyzm”. Słowo „ojczyzna” jest użyte kilkakrotnie, ale zwykle jako synonim Nieba, a nie naszej ziemskiej ojczyzny. A nawet, gdy dotyczy naszego państwa, to kontekst jest zawsze bardzo konkretny.
Na przykład paragraf 1676 mówi o religijności ludowej i o tym, że „Religijność ludowa w swej istocie jest zbiorem wartości odpowiadających w duchu mądrości chrześcijańskiej na podstawowe pytania egzystencjalne. Zdrowy katolicki zmysł ludu odznacza się zdolnością tworzenia syntezy egzystencjalnej. W ten sposób dochodzi do twórczego połączenia elementu Boskiego i ludzkiego, Chrystusa i Maryi, ducha i ciała, wspólnoty i instytucji, osoby i społeczności, wiary i ojczyzny, rozumu i uczucia.”
Paragrafy 2199 i 2212 mówią o czwartym przykazaniu i o nakazie okazywania szacunku Ojczyźnie tak, jak powinniśmy szanować rodziców, a także nauczycieli, pracodawców, przełożonych, a także prawowitej władzy. Poprzez to, że mamy wspólną Ojczyznę, jesteśmy rodziną, a zatem należy traktować współrodaków jak braci i kuzynów, nie jak obcych ludzi.
Paragrafy 2239 i 2310 mówią o tym, że władza ma prawo nakładać na obywateli pewne obowiązki, np. w dziedzinie spraw związanych z obroną kraju, a obywatele mają wynikający z miłości Ojczyzny obowiązek służenia jej i obowiązek podporządkowania się prawowitej władzy.
To tylko tyle. Każdy inny przypadek użycia słowa „ojczyzna” w KKK, a jest ich tam jeszcze osiem, dotyczy naszej Ojczyzny Niebieskiej.
Dlaczego o tym piszę? Otóż dlatego, że mam pewien problem z „Kościołem Patriotycznym”. Chodzi mi o coś, co można by nazwać „patriotyzmem chrześcijańskim”, czy „chrześcijaństwem patriotycznym”, lansowanym przez pewne partie polityczne, czy też przez pewną katolicką rozgłośnię radiową. I nie chodzi mi tu nawet o jakąś ścisłą definicję tego zjawiska, ale o pewne podejście do wiary. Myślę, że większość czytających te słowa doskonale rozumie, co mam na myśli.
Muszę dość ostrożnie dobierać słowa pisząc ten tekst, bo nie raz się spotkałem z zarzutem zdrady mojej ojczyzny. Wyjechałem z Polski w 1981 roku, na dwa miesiące przed stanem wojennym i do dziś nie powróciłem. Poza, rzecz jasna, sporadycznymi odwiedzinami. Siedzę sobie w Ameryce jak u Pana Boga za piecem, wygrzewam swoje stare kości pod gorącym słońcem Miami (bo akurat stąd dziś piszę te słowa) i dlatego, według niektórych moich czytelników, nie mam żadnego moralnego prawa pisać o prawdziwym patriotyzmie. Według nich prawdziwi patrioci zostali w Polsce. Cóż. Może w tych słowach jest ziarnko prawdy, ale też historia nas uczy, że akurat większość największych polskich patriotów przebywała w jakimś okresie swego życia na emigracji. Natomiast, przypuszczam, większość zdrajców ojczyzny nigdy z niej nie wyjeżdżała. Nie znaczy to co prawda, że każdy emigrant jest patriotą, ale pokazuje jasno, że ten ich argument nie ma zbyt wielkiej wagi. Prawdziwy patriotyzm to jest coś co się ma sercu, nie coś, co się ma wpisane w rubryce „Miejsce zamieszkania” w dowodzie, czy paszporcie. Ale dość tej dygresji, bo nie o tym chciałem pisać.
Ja na swym blogu staram się przybliżyć chrześcijaństwo, jakiego nauczał Pan Jezus. Chrześcijaństwo, jakiego uczy nas Biblia. Podstawowa ewangelizacja. Nawrót do korzeni. Także tych starotestamentowych, bo bez zrozumienia czasu i miejsca, w których nasz Zbawiciel pojawił się na Ziemi, nie możemy zrozumieć czym naprawdę jest chrześcijaństwo. A pojawił się On w bardzo trudnym dla Jego ojczyzny okresie. Była ona okupowana przez mocarstwo bardzo negatywnie nastawione do prawdziwej religii. Żądali oddawania boskiej czci władcom, żądali czczenia innych bogów, gnębili Żydów podatkami, które potem były wykorzystywane także na szerzenie bałwochwalczych religii i na ofiary dla fałszywych bogów.
To wszystko było bardzo trudne do strawienia dla mieszkańców Palestyny w czasach Jezusa. Z zapowiedzi proroków wiedzieli, że zbliża się czas nadejścia mesjasza i wierzyli, że mesjasz wywalczy im polityczną wolność. Pamięć powstania Machabejskiego była jeszcze żywa, z innych źródeł historycznych wiemy, że mniejsze „ruchawki” i bunty pod wodzą różnych samozwańczych mesjaszów były niemal rzeczą codzienną. Niektórzy historycy uważają, że także Barabasz był jednym z takich lokalnych powstańców.
W takich czasach pojawia się długo oczekiwany mesjasz. Jednak zamiast mesjasza, zjawia się Mesjasz. Przez duże „M”. Prawdziwy Bóg. I co? I powoduje prawdziwe rozczarowanie wśród swych rodaków, którzy od setek lat oczekiwali na Jego przyjście. Zamiast bowiem poprowadzić ich do walki, rozpędzić przeklętych Rzymian i odrestaurować Królestwo Dawidowe, On jak jakiś baran daje się wyszydzić, wyśmiać, ubiczować i przybić do krzyża. Też mi Mesjasz. Nie na kogoś takiego od wieków oczekiwali udręczeni Żydzi.
A jednak… a jednak to On był prawdziwym Synem Bożym. I to On przyniósł Żydom to, czego naprawdę potrzebowali. Prawdziwe Królestwo Dawidowe. Zburzenie Świątyni w roku 70 było dla nich końcem świata, to prawda. Ale nie był to koniec prowadzący donikąd, czarna rozpacz i beznadziejny żal, ale było to narodzenie się czegoś nowego, lepszego. Świątynia istnieje i jest nią Kościół; Ciało Jezusa i Jego Oblubienica. Jezus nie żartował, gdy powiedział: «Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo». On, zmartwychwstając, odbudował prawdziwą Świątynię. Tamta już nie tylko nie była potrzebna, ale stała się przeszkodą. Dlatego zanim minęło pokolenie Żydów współczesnych Jezusowi, musiała ulec zburzeniu. Jak zresztą On sam to zapowiedział.
Człowiek, który rozumie nauczanie Jezusa i rozumie, czym jest prawdziwa Ojczyzna, czym jest Królestwo Boże, na pewno będzie patriotą w swej ojczyźnie. Na pewno bowiem będzie przestrzegał przykazań, a miłość do ojczyzny wynika z przykazania o miłości do ojca i matki. Nikt z nas nie jest samotną wyspą. Mamy rodziny i społeczności, mniejsze i większe. Kochamy naszych rodziców, identyfikujemy się z naszym rodzinnym „klanem”, uważamy się za krakusów, górali, Kaszubów, Ślązaków, czy mazurów, w zależności od tego, gdzie nam przyszło się urodzić i wychować i jesteśmy wszyscy Polakami. Nic w tym nie ma złego, wręcz przeciwnie. Jest to dobre i potrzebne. Ale jest to coś, co wynika z zewnętrznej sytuacji. Coś, co nam niejako narzucił los.
Chrześcijaństwo, choć często także wynika zaledwie z zewnętrznych losów, z faktu, że się urodziliśmy w katolickiej rodzinie, w katolickim kraju, musi być czymś więcej. Musi być świadomą decyzją. Z wszystkimi tej decyzji konsekwencjami. Także z patriotyzmem, tym prawdziwym patriotyzmem, wynikającym z konieczności miłości bliźniego. Inaczej nasza wiara, nasze chrześcijaństwo, nasz katolicyzm nie jest nic wart. Dlatego musimy dotrzeć do źródła. Do tego źródła, o jakim pisze JP Wielki we wstępie do Katechizmu. Do żywego źródła wiary. Do Biblii, do nauczania Jezusa, do Kazania na Górze z rozdziałów 5-7 Ewangelii Mateusza, do nauczania Kościoła. I jak poznamy i zastosujemy w swym życiu to, czego On, Jezus, naucza, a zwłaszcza gdy Go pokochamy całym naszym sercem, to nie musimy się wcale martwić o nic więcej.
Tymczasem ja odnoszę wrażenie, że niektóre osoby starają się wszystko zacząć od przeciwnej strony. Ludziom, którzy zakończyli edukację religijną na przygotowaniu do Pierwszej Komunii, czy też do Bierzmowania, ludziom, którzy i tak niewiele z tego już pamiętają, niektórzy starają się wmówić, że problemem są pewne ugrupowania polityczne i że gdy tylko poprą jakąś konkretną partię polityczną, wszystko się odmieni. Niektórzy księża prowadzą „rekolekcje patriotyczne”, gdzie jest więcej polityki niż Biblii i które „produkują” wojowniczo nastawionych pseudo-chrześcijan, niewiele rozumiejących z chrześcijaństwa, ale gotowych na kolejną krucjatę i przelewanie krwi za taką, czy inną opcję polityczną. Ludzie „religijnie” słuchający pewnego „katolickiego głosu w każdym domu” są gotowi osądzić i posłać do piekła każdego, kto ośmiela się mieć inne od nich poglądy polityczne.
Oczywiście powyższe uwagi są pewnymi uogólnieniami. Nie chcę, by mi zaraz ktoś zwracał uwagę, że on słucha Radia Maryja i wcale nie ma podobnych im politycznych poglądów. Niewątpliwie tacy są. Jest też zapewne faktem, że RM uczy wielu dobrych rzeczy o Biblii, uczy wiele o naszej wierze. Nie słucham często tej rozgłośni, nie mogę przedstawić tu jakiejś pełnej analizy, czy kompletnego profilu. Być może jest to po prostu mój pech, że gdy już ich czasem włączę, trafiam na audycje polityczne. Jak wspomniałem wyżej, użyłem ich tylko jako przykładu dla zilustrowania pewnego podejścia do wiary.
Dla mnie takim najzdrowszym i najbardziej prawidłowym podejściem było to, jakie miał błogosławiony Josemaria Escriva. Cytowałem już jego słowa na moim blogu, ale warto je tu jeszcze raz powtórzyć. Cytaty podaję za książką Vittorio Messoriego „Śledztwo w sprawie Opus Dei”:
„Prałat Escriva mówił i podkreślał, że w swojej istocie "Opus Dei nie jest związane z żadną osobą, grupą, systemem rządów, z żadną ideologią". W instrukcji dla kierownictwa Założyciel przestrzega członków Dzieła, aby nie mówili o polityce i umieli udowodnić, że w Opus Dei "jest miejsce dla wszystkich poglądów szanujących prawa Kościoła". Dodaje również, że "Najlepszą gwarancją unikania przez kierownictwo kwestii dyskusyjnych jest świadomość, iż członkowie Dzieła są wolni, w związku z tym, jeżeli kierownictwo próbowałoby narzucić im jakiś konkretny pogląd w sprawach doczesnych, natychmiast słusznie zbuntowaliby się, a mnie przypadłby smutny obowiązek pochwalenia tych, którzy odmówili posłuszeństwa i odwołania ze świętym oburzeniem kierownictwa, które nadużyło swoich kompetencji"“
„Jeżeli Opus Dei zajęłoby się polityką, nawet na jedną sekundę, ja, w chwili popełnienia tego błędu, odszedłbym. Dlatego nie należy przywiązywać żadnej wagi do pogłosek o naszym zaangażowaniu się w sprawy polityczne, gospodarcze lub jakiekolwiek doczesne.[…]Członkowie Opus Dei, mężczyźni i kobiety, mają jako obywatele pełną swobodę wyboru, szanowaną przez wszystkich, której logiczną konsekwencją jest również osobista odpowiedzialność. Nie jest możliwe, aby Opus Dei poświęciło się zadaniom niezwiązanym bezpośrednio z życiem duchowym i apostolstwem, to znaczy takim, które wiąże się w jakiś sposób z polityką państw. Opus Dei, zaangażowane w politykę, to zjawa, która nigdy nie istniała i nie będzie mogła nigdy zaistnieć. Gdyby zaszła jednak taka niemożliwa ewentualność, Opus Dei rozwiązałoby się natychmiast”
Dlatego te słowa wydają mi się tak ważne, bo odpowiednio ustawiają naszą hierarchię ważności. Gdy naprawdę poznamy Boga, gdy poznamy Jego jedynego syna, Jezusa, gdy poznamy czego naucza Kościół, gdy to przyjmiemy całym sercem i zastosujemy w praktyce, to nikt nam nie musi mówić ani o patriotyzmie, ani o polityce. Sami doskonale będziemy wiedzieć jak i na kogo głosować. Sami też będziemy rozumieć czym prawdziwy patriotyzm jest i gdzie jest nasza prawdziwa Ojczyzna. Ale gdy zaczynamy od drugiej strony, to nie tylko możemy łatwo pomylić patriotyzm z nacjonalizmem, ale też takie podejście powoduje niesamowitą polaryzację i bunt tych, którzy akurat mają inne poglądy polityczne. Gdy chrześcijaństwo zaczyna się kojarzyć z konkretną opcją polityczną, z konkretną partią, to jest pewne, że i wiara na tym musi ucierpieć. To tylko kwestia czasu.
A przecież gdyby nastąpiło prawdziwe nawrócenie serc wszystkich Polaków, to cała dyskusja na temat pogodzenia poglądów politycznych w wiarą stała by się bezprzedmiotowa. Gdyby każdy poseł, senator, minister, członek rady miejskiej, nauczyciel, czy inny obywatel był znającym wiarę i praktykującym ją obywatelem, to jakie znaczenie miałoby, jaka partia jest u władzy? Dyskusje toczono by nad wysokością stóp procentowych, czy podatków, nad zgodą na zamieszczanie Tarczy, lub nie, ale w sprawach ważnych, jak rodzina, czy ochrona życia, wszyscy mówiliby jednym głosem. Bo my się możemy różnić w poglądach na temat najlepszych sposobów wyjścia z kryzysu. Nic nie ma złego w różnicach poglądów na takie sprawy. Ale w sprawach ważnych, w sprawach dotyczących życia, moralności, zbawienia, powinniśmy myśleć tak samo. I to nie dlatego, że nam to mówi jakaś partia polityczna, ale dlatego, że nam to mówi nasze serce.
Dlatego też wydaje mi się dużo ważniejsze to, co sam staram się tu rozbić. Praca od podstaw. Nowa ewangelizacja. Prawdziwe nawrócenie naszych serc. Gdy to nastąpi, a nie wątpię, że jest to możliwe, to naprawdę będziemy mogli zmienić świat. Nie tylko naszą ojczyznę, ale i Unię Europejską i Amerykę i resztę świata. Wiara jest zaraźliwa, ale by taka była musi być autentyczna. Prawdziwa. Jak wiara pierwszych chrześcijan. Wiara tak głęboka, by każdy był gotów oddać za nią nawet swoje życie. Gdy to się stanie, powtórzy się to, co się zdarzyło 2000 lat temu. Garstka „nawiedzonych rybaków” odmieniła świat, tylko dlatego, że oni wierzyli naprawdę. A prawdziwa wiara potrafi zmienić nie tylko świat, ale nawet sytuację polityczną w mojej ojczyźnie. I to zarówno tej „z urodzenia”, Polski, jak i tej, do której mnie rzucił los. Obie bowiem, wydaje się, bardzo tego potrzebują. W żadnej z nich jednak się to nie stanie, jeżeli będziemy usiłowali to osiągnąć głosząc zaledwie jakieś upolitycznione „patriotyczne rekolekcje”. Co gorsze, wtedy możemy osiągnąć skutek wręcz przeciwny od zamierzonego.
Mówiąc o „pewnej normie” papież mówi o normie dającej pewność, a nie o pewnej normie, jak mówimy np. o pewnej pani, która coś tam powiedziała. A więc Katechizm Kościoła Katolickiego daje nam jednoznaczne i prawdziwe kompendium nauczania Kościoła Katolickiego. I znowu, zdumiewająca rzecz, nie ma tam ani raz użytego słowa „Patriotyzm”. Słowo „ojczyzna” jest użyte kilkakrotnie, ale zwykle jako synonim Nieba, a nie naszej ziemskiej ojczyzny. A nawet, gdy dotyczy naszego państwa, to kontekst jest zawsze bardzo konkretny.
Na przykład paragraf 1676 mówi o religijności ludowej i o tym, że „Religijność ludowa w swej istocie jest zbiorem wartości odpowiadających w duchu mądrości chrześcijańskiej na podstawowe pytania egzystencjalne. Zdrowy katolicki zmysł ludu odznacza się zdolnością tworzenia syntezy egzystencjalnej. W ten sposób dochodzi do twórczego połączenia elementu Boskiego i ludzkiego, Chrystusa i Maryi, ducha i ciała, wspólnoty i instytucji, osoby i społeczności, wiary i ojczyzny, rozumu i uczucia.”
Paragrafy 2199 i 2212 mówią o czwartym przykazaniu i o nakazie okazywania szacunku Ojczyźnie tak, jak powinniśmy szanować rodziców, a także nauczycieli, pracodawców, przełożonych, a także prawowitej władzy. Poprzez to, że mamy wspólną Ojczyznę, jesteśmy rodziną, a zatem należy traktować współrodaków jak braci i kuzynów, nie jak obcych ludzi.
Paragrafy 2239 i 2310 mówią o tym, że władza ma prawo nakładać na obywateli pewne obowiązki, np. w dziedzinie spraw związanych z obroną kraju, a obywatele mają wynikający z miłości Ojczyzny obowiązek służenia jej i obowiązek podporządkowania się prawowitej władzy.
To tylko tyle. Każdy inny przypadek użycia słowa „ojczyzna” w KKK, a jest ich tam jeszcze osiem, dotyczy naszej Ojczyzny Niebieskiej.
Dlaczego o tym piszę? Otóż dlatego, że mam pewien problem z „Kościołem Patriotycznym”. Chodzi mi o coś, co można by nazwać „patriotyzmem chrześcijańskim”, czy „chrześcijaństwem patriotycznym”, lansowanym przez pewne partie polityczne, czy też przez pewną katolicką rozgłośnię radiową. I nie chodzi mi tu nawet o jakąś ścisłą definicję tego zjawiska, ale o pewne podejście do wiary. Myślę, że większość czytających te słowa doskonale rozumie, co mam na myśli.
Muszę dość ostrożnie dobierać słowa pisząc ten tekst, bo nie raz się spotkałem z zarzutem zdrady mojej ojczyzny. Wyjechałem z Polski w 1981 roku, na dwa miesiące przed stanem wojennym i do dziś nie powróciłem. Poza, rzecz jasna, sporadycznymi odwiedzinami. Siedzę sobie w Ameryce jak u Pana Boga za piecem, wygrzewam swoje stare kości pod gorącym słońcem Miami (bo akurat stąd dziś piszę te słowa) i dlatego, według niektórych moich czytelników, nie mam żadnego moralnego prawa pisać o prawdziwym patriotyzmie. Według nich prawdziwi patrioci zostali w Polsce. Cóż. Może w tych słowach jest ziarnko prawdy, ale też historia nas uczy, że akurat większość największych polskich patriotów przebywała w jakimś okresie swego życia na emigracji. Natomiast, przypuszczam, większość zdrajców ojczyzny nigdy z niej nie wyjeżdżała. Nie znaczy to co prawda, że każdy emigrant jest patriotą, ale pokazuje jasno, że ten ich argument nie ma zbyt wielkiej wagi. Prawdziwy patriotyzm to jest coś co się ma sercu, nie coś, co się ma wpisane w rubryce „Miejsce zamieszkania” w dowodzie, czy paszporcie. Ale dość tej dygresji, bo nie o tym chciałem pisać.
Ja na swym blogu staram się przybliżyć chrześcijaństwo, jakiego nauczał Pan Jezus. Chrześcijaństwo, jakiego uczy nas Biblia. Podstawowa ewangelizacja. Nawrót do korzeni. Także tych starotestamentowych, bo bez zrozumienia czasu i miejsca, w których nasz Zbawiciel pojawił się na Ziemi, nie możemy zrozumieć czym naprawdę jest chrześcijaństwo. A pojawił się On w bardzo trudnym dla Jego ojczyzny okresie. Była ona okupowana przez mocarstwo bardzo negatywnie nastawione do prawdziwej religii. Żądali oddawania boskiej czci władcom, żądali czczenia innych bogów, gnębili Żydów podatkami, które potem były wykorzystywane także na szerzenie bałwochwalczych religii i na ofiary dla fałszywych bogów.
To wszystko było bardzo trudne do strawienia dla mieszkańców Palestyny w czasach Jezusa. Z zapowiedzi proroków wiedzieli, że zbliża się czas nadejścia mesjasza i wierzyli, że mesjasz wywalczy im polityczną wolność. Pamięć powstania Machabejskiego była jeszcze żywa, z innych źródeł historycznych wiemy, że mniejsze „ruchawki” i bunty pod wodzą różnych samozwańczych mesjaszów były niemal rzeczą codzienną. Niektórzy historycy uważają, że także Barabasz był jednym z takich lokalnych powstańców.
W takich czasach pojawia się długo oczekiwany mesjasz. Jednak zamiast mesjasza, zjawia się Mesjasz. Przez duże „M”. Prawdziwy Bóg. I co? I powoduje prawdziwe rozczarowanie wśród swych rodaków, którzy od setek lat oczekiwali na Jego przyjście. Zamiast bowiem poprowadzić ich do walki, rozpędzić przeklętych Rzymian i odrestaurować Królestwo Dawidowe, On jak jakiś baran daje się wyszydzić, wyśmiać, ubiczować i przybić do krzyża. Też mi Mesjasz. Nie na kogoś takiego od wieków oczekiwali udręczeni Żydzi.
A jednak… a jednak to On był prawdziwym Synem Bożym. I to On przyniósł Żydom to, czego naprawdę potrzebowali. Prawdziwe Królestwo Dawidowe. Zburzenie Świątyni w roku 70 było dla nich końcem świata, to prawda. Ale nie był to koniec prowadzący donikąd, czarna rozpacz i beznadziejny żal, ale było to narodzenie się czegoś nowego, lepszego. Świątynia istnieje i jest nią Kościół; Ciało Jezusa i Jego Oblubienica. Jezus nie żartował, gdy powiedział: «Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo». On, zmartwychwstając, odbudował prawdziwą Świątynię. Tamta już nie tylko nie była potrzebna, ale stała się przeszkodą. Dlatego zanim minęło pokolenie Żydów współczesnych Jezusowi, musiała ulec zburzeniu. Jak zresztą On sam to zapowiedział.
Człowiek, który rozumie nauczanie Jezusa i rozumie, czym jest prawdziwa Ojczyzna, czym jest Królestwo Boże, na pewno będzie patriotą w swej ojczyźnie. Na pewno bowiem będzie przestrzegał przykazań, a miłość do ojczyzny wynika z przykazania o miłości do ojca i matki. Nikt z nas nie jest samotną wyspą. Mamy rodziny i społeczności, mniejsze i większe. Kochamy naszych rodziców, identyfikujemy się z naszym rodzinnym „klanem”, uważamy się za krakusów, górali, Kaszubów, Ślązaków, czy mazurów, w zależności od tego, gdzie nam przyszło się urodzić i wychować i jesteśmy wszyscy Polakami. Nic w tym nie ma złego, wręcz przeciwnie. Jest to dobre i potrzebne. Ale jest to coś, co wynika z zewnętrznej sytuacji. Coś, co nam niejako narzucił los.
Chrześcijaństwo, choć często także wynika zaledwie z zewnętrznych losów, z faktu, że się urodziliśmy w katolickiej rodzinie, w katolickim kraju, musi być czymś więcej. Musi być świadomą decyzją. Z wszystkimi tej decyzji konsekwencjami. Także z patriotyzmem, tym prawdziwym patriotyzmem, wynikającym z konieczności miłości bliźniego. Inaczej nasza wiara, nasze chrześcijaństwo, nasz katolicyzm nie jest nic wart. Dlatego musimy dotrzeć do źródła. Do tego źródła, o jakim pisze JP Wielki we wstępie do Katechizmu. Do żywego źródła wiary. Do Biblii, do nauczania Jezusa, do Kazania na Górze z rozdziałów 5-7 Ewangelii Mateusza, do nauczania Kościoła. I jak poznamy i zastosujemy w swym życiu to, czego On, Jezus, naucza, a zwłaszcza gdy Go pokochamy całym naszym sercem, to nie musimy się wcale martwić o nic więcej.
Tymczasem ja odnoszę wrażenie, że niektóre osoby starają się wszystko zacząć od przeciwnej strony. Ludziom, którzy zakończyli edukację religijną na przygotowaniu do Pierwszej Komunii, czy też do Bierzmowania, ludziom, którzy i tak niewiele z tego już pamiętają, niektórzy starają się wmówić, że problemem są pewne ugrupowania polityczne i że gdy tylko poprą jakąś konkretną partię polityczną, wszystko się odmieni. Niektórzy księża prowadzą „rekolekcje patriotyczne”, gdzie jest więcej polityki niż Biblii i które „produkują” wojowniczo nastawionych pseudo-chrześcijan, niewiele rozumiejących z chrześcijaństwa, ale gotowych na kolejną krucjatę i przelewanie krwi za taką, czy inną opcję polityczną. Ludzie „religijnie” słuchający pewnego „katolickiego głosu w każdym domu” są gotowi osądzić i posłać do piekła każdego, kto ośmiela się mieć inne od nich poglądy polityczne.
Oczywiście powyższe uwagi są pewnymi uogólnieniami. Nie chcę, by mi zaraz ktoś zwracał uwagę, że on słucha Radia Maryja i wcale nie ma podobnych im politycznych poglądów. Niewątpliwie tacy są. Jest też zapewne faktem, że RM uczy wielu dobrych rzeczy o Biblii, uczy wiele o naszej wierze. Nie słucham często tej rozgłośni, nie mogę przedstawić tu jakiejś pełnej analizy, czy kompletnego profilu. Być może jest to po prostu mój pech, że gdy już ich czasem włączę, trafiam na audycje polityczne. Jak wspomniałem wyżej, użyłem ich tylko jako przykładu dla zilustrowania pewnego podejścia do wiary.
Dla mnie takim najzdrowszym i najbardziej prawidłowym podejściem było to, jakie miał błogosławiony Josemaria Escriva. Cytowałem już jego słowa na moim blogu, ale warto je tu jeszcze raz powtórzyć. Cytaty podaję za książką Vittorio Messoriego „Śledztwo w sprawie Opus Dei”:
„Prałat Escriva mówił i podkreślał, że w swojej istocie "Opus Dei nie jest związane z żadną osobą, grupą, systemem rządów, z żadną ideologią". W instrukcji dla kierownictwa Założyciel przestrzega członków Dzieła, aby nie mówili o polityce i umieli udowodnić, że w Opus Dei "jest miejsce dla wszystkich poglądów szanujących prawa Kościoła". Dodaje również, że "Najlepszą gwarancją unikania przez kierownictwo kwestii dyskusyjnych jest świadomość, iż członkowie Dzieła są wolni, w związku z tym, jeżeli kierownictwo próbowałoby narzucić im jakiś konkretny pogląd w sprawach doczesnych, natychmiast słusznie zbuntowaliby się, a mnie przypadłby smutny obowiązek pochwalenia tych, którzy odmówili posłuszeństwa i odwołania ze świętym oburzeniem kierownictwa, które nadużyło swoich kompetencji"“
„Jeżeli Opus Dei zajęłoby się polityką, nawet na jedną sekundę, ja, w chwili popełnienia tego błędu, odszedłbym. Dlatego nie należy przywiązywać żadnej wagi do pogłosek o naszym zaangażowaniu się w sprawy polityczne, gospodarcze lub jakiekolwiek doczesne.[…]Członkowie Opus Dei, mężczyźni i kobiety, mają jako obywatele pełną swobodę wyboru, szanowaną przez wszystkich, której logiczną konsekwencją jest również osobista odpowiedzialność. Nie jest możliwe, aby Opus Dei poświęciło się zadaniom niezwiązanym bezpośrednio z życiem duchowym i apostolstwem, to znaczy takim, które wiąże się w jakiś sposób z polityką państw. Opus Dei, zaangażowane w politykę, to zjawa, która nigdy nie istniała i nie będzie mogła nigdy zaistnieć. Gdyby zaszła jednak taka niemożliwa ewentualność, Opus Dei rozwiązałoby się natychmiast”
Dlatego te słowa wydają mi się tak ważne, bo odpowiednio ustawiają naszą hierarchię ważności. Gdy naprawdę poznamy Boga, gdy poznamy Jego jedynego syna, Jezusa, gdy poznamy czego naucza Kościół, gdy to przyjmiemy całym sercem i zastosujemy w praktyce, to nikt nam nie musi mówić ani o patriotyzmie, ani o polityce. Sami doskonale będziemy wiedzieć jak i na kogo głosować. Sami też będziemy rozumieć czym prawdziwy patriotyzm jest i gdzie jest nasza prawdziwa Ojczyzna. Ale gdy zaczynamy od drugiej strony, to nie tylko możemy łatwo pomylić patriotyzm z nacjonalizmem, ale też takie podejście powoduje niesamowitą polaryzację i bunt tych, którzy akurat mają inne poglądy polityczne. Gdy chrześcijaństwo zaczyna się kojarzyć z konkretną opcją polityczną, z konkretną partią, to jest pewne, że i wiara na tym musi ucierpieć. To tylko kwestia czasu.
A przecież gdyby nastąpiło prawdziwe nawrócenie serc wszystkich Polaków, to cała dyskusja na temat pogodzenia poglądów politycznych w wiarą stała by się bezprzedmiotowa. Gdyby każdy poseł, senator, minister, członek rady miejskiej, nauczyciel, czy inny obywatel był znającym wiarę i praktykującym ją obywatelem, to jakie znaczenie miałoby, jaka partia jest u władzy? Dyskusje toczono by nad wysokością stóp procentowych, czy podatków, nad zgodą na zamieszczanie Tarczy, lub nie, ale w sprawach ważnych, jak rodzina, czy ochrona życia, wszyscy mówiliby jednym głosem. Bo my się możemy różnić w poglądach na temat najlepszych sposobów wyjścia z kryzysu. Nic nie ma złego w różnicach poglądów na takie sprawy. Ale w sprawach ważnych, w sprawach dotyczących życia, moralności, zbawienia, powinniśmy myśleć tak samo. I to nie dlatego, że nam to mówi jakaś partia polityczna, ale dlatego, że nam to mówi nasze serce.
Dlatego też wydaje mi się dużo ważniejsze to, co sam staram się tu rozbić. Praca od podstaw. Nowa ewangelizacja. Prawdziwe nawrócenie naszych serc. Gdy to nastąpi, a nie wątpię, że jest to możliwe, to naprawdę będziemy mogli zmienić świat. Nie tylko naszą ojczyznę, ale i Unię Europejską i Amerykę i resztę świata. Wiara jest zaraźliwa, ale by taka była musi być autentyczna. Prawdziwa. Jak wiara pierwszych chrześcijan. Wiara tak głęboka, by każdy był gotów oddać za nią nawet swoje życie. Gdy to się stanie, powtórzy się to, co się zdarzyło 2000 lat temu. Garstka „nawiedzonych rybaków” odmieniła świat, tylko dlatego, że oni wierzyli naprawdę. A prawdziwa wiara potrafi zmienić nie tylko świat, ale nawet sytuację polityczną w mojej ojczyźnie. I to zarówno tej „z urodzenia”, Polski, jak i tej, do której mnie rzucił los. Obie bowiem, wydaje się, bardzo tego potrzebują. W żadnej z nich jednak się to nie stanie, jeżeli będziemy usiłowali to osiągnąć głosząc zaledwie jakieś upolitycznione „patriotyczne rekolekcje”. Co gorsze, wtedy możemy osiągnąć skutek wręcz przeciwny od zamierzonego.
Subscribe to:
Posts (Atom)