Minął pierwszy tydzień w pracy, według nowego grafiku. Teraz
wszystko jest inaczej, mimo, że pozornie tak niewiele się zmieniło.
Dwukrotnie byłem w Atlancie i choć dawniej zazwyczaj udawało mi się
wracać w jeden dzień na bazę, w ubiegłym tygodniu dwukrotnie wylądowałem
w motelu. Pierwszy raz powodem był awaria ciężarówki, za drugim razem
zbyt długo oczekiwałem na załadunek i zabrakło mi dosłownie 15 minut, by
móc powrócić na bazę. Gdy używałem papierowych kart drogowych, takie 15
minut łatwo było naciągnąć, nie łamiąc nawet przy tym prawa. Po prostu
wystarczyło dodać 7 minut przy wyjeździe, 7 odjąć przed dojazdem i już
by było legalnie i przepisowo, bo papierową kartę drogową zaokrągla się
do najbliższego kwadransa. Ale elektroniczna karta jest bezwzględna i
liczy z dokładnością do jednej sekundy.
Pierwsze koty za płoty, teraz może być tylko lepiej. W międzyczasie
zapraszam do obejrzenia najnowszych filmów. Jak co tydzień dodałem nowy
komentarz do niedzielnych czytań, ale tym razem jest on trochę inny, bo
nieco upolityczniony i nawiązuje do aktualnych wydarzeń w Europie i do
kryzysu spowodowanego napływem imigrantów.
Są też dwa nowe filmy, jeden to
kontynuacja wspomnień z Polski i tym razem jest to sprawozdanie z
Jasnej Góry, gdzie mogłem zobaczyć jak wygląda "od kuchni" praca
organisty:
Drugi film, to
kolejne "Ciekawostki". Jak zwykle sporo widoczków z drogi i pierwsze
migawki ze zlotu klasyków w Matthews, który ma corocznie miejsce w Labor
Day, czyli w pierwszy poniedziałek września:
Nasz administrator portalu Katolikus.pl,
, Dominik, wyjechał do UK do rodziny, więc uaktualnienia na głównej
stronie mogą się nieco opóźnić, ale wiecie wszyscy, gdzie mnie znaleźć.
Na żywo jestem dostępny w poniedziałki, wtorki, piątki i soboty na
stronie Katolik.US
a do tego bywam także czasem na facebooku i zawsze śledzę komentarze na
YT. Mówiąc o YT, mamy aktualnie aktywną dyskusję pod jednym z moich
starszych filmów, więc gdyby ktoś był zainteresowany włączeniem się
podaję do niego link: https://www.youtube.com/watch?v=YVoKGXLZ0hw
Dziękuję i pozdrawiam wszystkich. Do następnej niedzieli.
Piotr "hiob" Jaskiernia.
Sunday, September 20, 2015
Sunday, January 11, 2015
Podsumowanie roku
Minął rok 2014 i czas na małe podsumowanie. Przejeździłem cały rok na tej samej zmianie, to znaczy w sobotę i niedzielę Nashville, we wtorek Georgia, a w środę Południowa Karolina. Taka była norma, ale czasem były wyjątki, lub zamiana Georgii na Tennessee i odwrotnie.
Pracowałem 4 dni w tygodniu, mając wolne w niedzielę od przedpołudnia do poniedziałku wieczorem i w środę od wczesnego popołudnia do piątku wieczorem. Miałem dwie podwyżki, jedną wynikającą z mojego stażu pracy, drugą ogólną, coroczną dla wszystkich. I to chyba tyle. A teraz trochę statystyk.
Średnio przejeżdżałem 2013 mil tygodniowo, czyli za rok przejechałem 105 tys mil - 170 tys km. Niemało, choć gdy byłem "na swoim" przejeżdżałem po 250 tys km rocznie. Ale wtedy pracowałem nieraz i po siedem dni w tygodniu. Tymczasem w aktualnej firmie pracowałem tylko po 45 i pół godziny tygodniowo, choć otrzymywałem zapłatę za 56 godzin. Wynika to z faktu, że miałem wydajność 123%.
Oprócz zarobków, pensji za przepracowane godziny otrzymaliśmy dodatkowe pieniądze - podział zysków firmy i bonus za bezwypadkową jazdę. W sumie te dwie rzeczy to 6 tysięcy dolarów brutto, więc można by to nazwać "trzynastką". Ale nie jest to jednorazowa wypłata - podział zysków odbywa się dwa razy w roku, bonus za bezpieczną jazdę dostajemy co kwartał.
Czy jestem zadowolony z tamtego roku? Oczywiście! Przyjmując się tam do pracy zakładałem, że zarobię 50 tysięcy rocznie, pracując 5 dni w tygodniu, stojąc w korkach w mieście. Okazało się, że pracuję tylko 4 dni, w korkach nie stoję, bo mam w miarę dalekie trasy, a zarobki są wyższe od zakładanych. Co więcej, w przyszłym roku czekają mnie jeszcze dwie podwyżki (nie licząc tej "ogólnej" dla wszystkich pracowników), więc zarobki pod koniec 2015 w stosunku do końca 2014 zwiększą się o 10%.
To chyba tyle, co mam do powiedzenia na razie o mej pracy i mam nadzieję, że przyszły rok będzie jeszcze lepszy od poprzedniego. I oby tak było aż do emerytury. :D
Pracowałem 4 dni w tygodniu, mając wolne w niedzielę od przedpołudnia do poniedziałku wieczorem i w środę od wczesnego popołudnia do piątku wieczorem. Miałem dwie podwyżki, jedną wynikającą z mojego stażu pracy, drugą ogólną, coroczną dla wszystkich. I to chyba tyle. A teraz trochę statystyk.
Średnio przejeżdżałem 2013 mil tygodniowo, czyli za rok przejechałem 105 tys mil - 170 tys km. Niemało, choć gdy byłem "na swoim" przejeżdżałem po 250 tys km rocznie. Ale wtedy pracowałem nieraz i po siedem dni w tygodniu. Tymczasem w aktualnej firmie pracowałem tylko po 45 i pół godziny tygodniowo, choć otrzymywałem zapłatę za 56 godzin. Wynika to z faktu, że miałem wydajność 123%.
Oprócz zarobków, pensji za przepracowane godziny otrzymaliśmy dodatkowe pieniądze - podział zysków firmy i bonus za bezwypadkową jazdę. W sumie te dwie rzeczy to 6 tysięcy dolarów brutto, więc można by to nazwać "trzynastką". Ale nie jest to jednorazowa wypłata - podział zysków odbywa się dwa razy w roku, bonus za bezpieczną jazdę dostajemy co kwartał.
Czy jestem zadowolony z tamtego roku? Oczywiście! Przyjmując się tam do pracy zakładałem, że zarobię 50 tysięcy rocznie, pracując 5 dni w tygodniu, stojąc w korkach w mieście. Okazało się, że pracuję tylko 4 dni, w korkach nie stoję, bo mam w miarę dalekie trasy, a zarobki są wyższe od zakładanych. Co więcej, w przyszłym roku czekają mnie jeszcze dwie podwyżki (nie licząc tej "ogólnej" dla wszystkich pracowników), więc zarobki pod koniec 2015 w stosunku do końca 2014 zwiększą się o 10%.
To chyba tyle, co mam do powiedzenia na razie o mej pracy i mam nadzieję, że przyszły rok będzie jeszcze lepszy od poprzedniego. I oby tak było aż do emerytury. :D
Thursday, August 07, 2014
Jak ten czas leci...
Patrzcie, jak ten czas leci. Dopiero co tu pisałem, a to już minęło niemal pół roku. :D
W pracy bez większych zmian, poza tym, że są wakacje, więc zamiast do Tennessee zwykle jeżdżę do Georgii. Przyczyna jest dość prozaiczna: Sklepy w Nashville, które obsługuję, są blisko jakiegoś uniwersytetu i w lecie obroty im spadają, natomiast sklepy w Georgii są na wybrzeżu i turyści powodują zwiększone obroty - stąd taka zmiana.
Odkryłem też inną drogę z południowo-wschodniej Karoliny i Georgii. Zamiast jechać autostradami 26 i 77, jeżdżę ostatni "przez pyry i buroki", bocznymi drogami, na skróty. Jest to droga krótsza o jakieś 30 km, a czasowo wychodzi bardzo podobnie. Sama jazda jednak jest dużo przyjemniejsza, bo pusto na drodze i nie denerwują mnie inni kierowcy, którzy, rzecz jasna, nie potrafią jeździć.
We wrześniu będzie kolejne wybieranie tras. Ciekawy jestem o ile pozycji się przesunę w górę listy. Myślę jednak, że wiele się nie zmieni, bo te najlepsze trasy od lat mają starzy pracownicy firmy. jedyna nadzieja to ich emerytura, ale ja też już nie jestem nastolatkiem i choć stażem jestem w firmie młody, to wiekiem już nie. Wielu kierowców, tak na oko, ma tu po 50-60 lat i pewnie wszyscy zostaniemy emerytami w podobnym okresie.
W pracy bez większych zmian, poza tym, że są wakacje, więc zamiast do Tennessee zwykle jeżdżę do Georgii. Przyczyna jest dość prozaiczna: Sklepy w Nashville, które obsługuję, są blisko jakiegoś uniwersytetu i w lecie obroty im spadają, natomiast sklepy w Georgii są na wybrzeżu i turyści powodują zwiększone obroty - stąd taka zmiana.
Odkryłem też inną drogę z południowo-wschodniej Karoliny i Georgii. Zamiast jechać autostradami 26 i 77, jeżdżę ostatni "przez pyry i buroki", bocznymi drogami, na skróty. Jest to droga krótsza o jakieś 30 km, a czasowo wychodzi bardzo podobnie. Sama jazda jednak jest dużo przyjemniejsza, bo pusto na drodze i nie denerwują mnie inni kierowcy, którzy, rzecz jasna, nie potrafią jeździć.
We wrześniu będzie kolejne wybieranie tras. Ciekawy jestem o ile pozycji się przesunę w górę listy. Myślę jednak, że wiele się nie zmieni, bo te najlepsze trasy od lat mają starzy pracownicy firmy. jedyna nadzieja to ich emerytura, ale ja też już nie jestem nastolatkiem i choć stażem jestem w firmie młody, to wiekiem już nie. Wielu kierowców, tak na oko, ma tu po 50-60 lat i pewnie wszyscy zostaniemy emerytami w podobnym okresie.
Thursday, February 27, 2014
Nowa zmiana.
Dzisiaj miałem okazję ponownie glosować nad swoją zmianą. U nas w pracy ma to miejsce co pół roku - kierowcy dzwonią co 10 minut, według starszeństwa, i wybierają sobie trasę, którą chcą obsługiwać.
Same trasy są różne. Niektóre są po prostu określone jako "local", co może oznaczać obsługiwanie sklepów w Charlotte i okolicy, ale może to też być wyjazd do sklepu oddalonego o 300 km. Niektóre są takie, że w jeden dzień kierowca ma konkretny sklep, zawsze ten sam, to znaczy np. zawsze w poniedziałek sklep numer 539, który jest, powiedzmy, w Greenville, we wtorek sklep w Asheboro, środę wolną, a w czwartek i piątek ma "local", czyli każdego tygodnia co innego. Oczywiście we wtorek po powrocie z Asheboro także zwykle dostaje jeszcze jakąś lokalną robotę.
Czasem jest określone tylko miasto, jak np. na mojej zmianie. W piątek w nocy jadę do Nashville, ale nie zawsze do tych samych sklepów. I, rzecz jasna, dyspozytor zawsze może nam to zmienić, gdy wymaga tego interes firmy. Zawsze może nas wysłać w inne miejsce niż to, do którego zazwyczaj jedziemy.
Dla mnie głównym kryterium była wolna niedziela, ale ponieważ ja wybieram dopiero osiemdziesiąty na stu kierowców na naszej bazie, to zwykle zmiany z wolną niedzielą są już wzięte. Prawdę mówiąc jedyna, jaka została to ta, na której byłem do tej pory. Nie jest to całkowicie wolna niedziela, ale zwykle wracam na bazę koło czwartej - piątej rano i mam już wolne do poniedziałkowego wieczoru. Zatem zdecydowałem się na pozostawienie sobie tej szychty.
Wiem też kiedy będę miał urlop - zaczyna się w połowie czerwca i do pracy wrócę piątego lipca. Zatem wiecie też kiedy będzie można się mnie spodziewać w Ojczyźnie. O tym jednak napiszę jeszcze, gdy już będę miał kupione bilety.
Na razie zatem nic się nie zmienia. Kamera dalej we wtorki, środy i soboty, ja dalej jeżdżę w nocy, ale teraz dzień dłuższy, więc więcej będzie widać. A następne wybieranie zmiany już za pół roku, więc kto wie - może uda się złapać coś lepszego. ;-)
Same trasy są różne. Niektóre są po prostu określone jako "local", co może oznaczać obsługiwanie sklepów w Charlotte i okolicy, ale może to też być wyjazd do sklepu oddalonego o 300 km. Niektóre są takie, że w jeden dzień kierowca ma konkretny sklep, zawsze ten sam, to znaczy np. zawsze w poniedziałek sklep numer 539, który jest, powiedzmy, w Greenville, we wtorek sklep w Asheboro, środę wolną, a w czwartek i piątek ma "local", czyli każdego tygodnia co innego. Oczywiście we wtorek po powrocie z Asheboro także zwykle dostaje jeszcze jakąś lokalną robotę.
Czasem jest określone tylko miasto, jak np. na mojej zmianie. W piątek w nocy jadę do Nashville, ale nie zawsze do tych samych sklepów. I, rzecz jasna, dyspozytor zawsze może nam to zmienić, gdy wymaga tego interes firmy. Zawsze może nas wysłać w inne miejsce niż to, do którego zazwyczaj jedziemy.
Dla mnie głównym kryterium była wolna niedziela, ale ponieważ ja wybieram dopiero osiemdziesiąty na stu kierowców na naszej bazie, to zwykle zmiany z wolną niedzielą są już wzięte. Prawdę mówiąc jedyna, jaka została to ta, na której byłem do tej pory. Nie jest to całkowicie wolna niedziela, ale zwykle wracam na bazę koło czwartej - piątej rano i mam już wolne do poniedziałkowego wieczoru. Zatem zdecydowałem się na pozostawienie sobie tej szychty.
Wiem też kiedy będę miał urlop - zaczyna się w połowie czerwca i do pracy wrócę piątego lipca. Zatem wiecie też kiedy będzie można się mnie spodziewać w Ojczyźnie. O tym jednak napiszę jeszcze, gdy już będę miał kupione bilety.
Na razie zatem nic się nie zmienia. Kamera dalej we wtorki, środy i soboty, ja dalej jeżdżę w nocy, ale teraz dzień dłuższy, więc więcej będzie widać. A następne wybieranie zmiany już za pół roku, więc kto wie - może uda się złapać coś lepszego. ;-)
Sunday, February 02, 2014
Minął rok
Zakończył się pełen pierwszy rok w mojej nowej firmie, zatem czas na pewne podsumowanie.
Jak już wiecie, u nas co pół roku następuje zmiana "szychty". Moja ostatnia wygląda tak, że w poniedziałek wieczór jadę do Georgii, w okolice Bruswicku, w środę nad ranem wyruszam w okolice Savannach, czwartek i piątek mam wolne, piątek w nocy natomiast jadę do Nashville, skąd wracam około 4 rano w niedzielę - po wcześniejszym noclegu w Tennessee. Pracuję więc praktycznie trzy i pół dnia i choć mógłbym starać się o dodatkową pracę w dni wolne - wielu kierowców dorabia sobie w ten sposób - ja jednak wolę ten czas spędzić z rodziną w domu.
Mój typowy tydzień teraz to 2100 mil, lub 3400 km, 42 godziny pracy i 1000 dolarów zarobku brutto. Problem polega na tym tylko, że typowy tydzień nie zdarza się często. W ostatnich 20 tygodniach tych typowych było tylko pięć. Czasem jadę drugi raz do Tennessee, zamiast do Georgii, czasem po powrocie z Tennessee, w niedzielę nad ranem, muszę jeszcze obsłużyć lokalne sklepy, czasem mnie wyślą w zupełnie innym kierunku - na przykład w ubiegłym tygodniu zamiast do Savannah pojechałem w Appalachy, w Północnej Karolinie.
Tak więc w skali roku nie wystarczy pomnożyć typowy tydzień przez 52, by otrzymać roczne wyniki, Trzeba wszystko pododawać, tym bardziej, że do września jeździłem po pięć dni w tygodniu, przeważnie lokalnie. Ale cały rok w podsumowaniu wygląda tak:
Zarobek brutto to 57 tys dolarów, dziennie średnio pracowałem 10,5 godziny, przejechałem 150 tys km, czyli 2800 tygodniowo, moja wydajność wyniosła 121% (czyli za każde faktycznie przepracowane 10 godzin miałem zapłacone jak za godzin 12,1), a średnia stawka za każdą przejechaną milę wyszła mi 62 centy.
Oczywiście inaczej to wszystko wyglądało, gdy jeździłem lokalnie, inaczej, gdy jeżdżę teraz do odległych sklepów, zatem pozwólcie, że podam Wam wyniki za pierwsze cztery tygodnie tego roku.
Zarobek brutto 4147 dolarów (czyli w skali roku, gdyby się nic nie zmieniło, będzie to 4147x13=54 tys.) Pracuję cztery dni średnio po 10,5 godziny dziennie, przejechałem 7858 mil, niemal 13 tys km, 3200 km na tydzień, a moja wydajność wyniosła 125%. Czyli mimo, że mam teraz stawkę 18,90 na godzinę, faktycznie zarabiam 23,60 na godzinę.
Czy to jest dobrze, czy źle? Pewnie z polskiej perspektywy to niemalże kopalnia złota. Kierowcy pracujący w Norwegii, czy Wielkiej Brytanii z kolei mogą się poskrobać po głowie i zdziwić się: "To tylko tyle?" Prawda jest bowiem taka, że gdyby moja żona nie pracowała, to trzeba by się dobrze nagłowić, by za takie pieniądze utrzymać rodzinę na jakim-takim poziomie. Co prawda nikt nie chodzi głodny przy takich zarobkach, ale też trudno z takiej pensji kupić piękny dom, czy samochód "z górnej półki".
Na szczęście jednak w naszej rodzinie pracujemy oboje, więc nie możemy narzekać. Zarobki są godziwe, zwłaszcza, gdy się weźmie pod uwagę fakt, że śpię tylko jedną noc poza domem, a do tego mam całe cztery dni wolne. A praktycznie nawet cztery i pół, bo kończę pracę w niedzielę nad ranem, zaczynam w poniedziałek o 23, więc to dwa dni, a później kończę pracę w środę w południe i zaczynam w piątek o 22, więc tu są kolejne wolne dwa dni i pół.
W marcu będzie kolejny wybór szychty, ale jeśli tej, którą mam teraz nikt nie zabierze, będę ją trzymał. Chyba, że będzie jakaś inna, nie mniej atrakcyjna do zaklepania. Czekają mnie też dwie podwyżki, jedna to coroczna COLA, czyli "Cost-Of-Living Adjustment" - coroczne wyrównanie zarobków ze względu na istniejącą inflację, druga to moje dochodzenie do pełnej stawki. Nowi kierowcy w firmie są przyjmowani na stawkę o ok. 4 dolary na godzinę niższą, niż starzy pracownicy i przez pierwsze trzy lata, co 9 miesięcy, mają oni cztery podwyżki, by w końcu dojść do stawek maksymalnych. Ja pracuję od listopada, w sierpniu miałem pierwszą podwyżkę, w maju tego roku będzie druga, a w przyszłym, 2015 roku będą dwie: w lutym i listopadzie, w trzecią rocznicę mojgo zatrudnienia się w firmie.
I to tyle mojego sprawozdania. Czekamy na nowe ciężarówki, a w międzyczasie zapraszam do wspólnej podróży ze mną w te dni, gdy jestem w pracy. Kamera live jest na stronie www.katolik.us Zapraszam.
Jak już wiecie, u nas co pół roku następuje zmiana "szychty". Moja ostatnia wygląda tak, że w poniedziałek wieczór jadę do Georgii, w okolice Bruswicku, w środę nad ranem wyruszam w okolice Savannach, czwartek i piątek mam wolne, piątek w nocy natomiast jadę do Nashville, skąd wracam około 4 rano w niedzielę - po wcześniejszym noclegu w Tennessee. Pracuję więc praktycznie trzy i pół dnia i choć mógłbym starać się o dodatkową pracę w dni wolne - wielu kierowców dorabia sobie w ten sposób - ja jednak wolę ten czas spędzić z rodziną w domu.
Mój typowy tydzień teraz to 2100 mil, lub 3400 km, 42 godziny pracy i 1000 dolarów zarobku brutto. Problem polega na tym tylko, że typowy tydzień nie zdarza się często. W ostatnich 20 tygodniach tych typowych było tylko pięć. Czasem jadę drugi raz do Tennessee, zamiast do Georgii, czasem po powrocie z Tennessee, w niedzielę nad ranem, muszę jeszcze obsłużyć lokalne sklepy, czasem mnie wyślą w zupełnie innym kierunku - na przykład w ubiegłym tygodniu zamiast do Savannah pojechałem w Appalachy, w Północnej Karolinie.
Tak więc w skali roku nie wystarczy pomnożyć typowy tydzień przez 52, by otrzymać roczne wyniki, Trzeba wszystko pododawać, tym bardziej, że do września jeździłem po pięć dni w tygodniu, przeważnie lokalnie. Ale cały rok w podsumowaniu wygląda tak:
Zarobek brutto to 57 tys dolarów, dziennie średnio pracowałem 10,5 godziny, przejechałem 150 tys km, czyli 2800 tygodniowo, moja wydajność wyniosła 121% (czyli za każde faktycznie przepracowane 10 godzin miałem zapłacone jak za godzin 12,1), a średnia stawka za każdą przejechaną milę wyszła mi 62 centy.
Oczywiście inaczej to wszystko wyglądało, gdy jeździłem lokalnie, inaczej, gdy jeżdżę teraz do odległych sklepów, zatem pozwólcie, że podam Wam wyniki za pierwsze cztery tygodnie tego roku.
Zarobek brutto 4147 dolarów (czyli w skali roku, gdyby się nic nie zmieniło, będzie to 4147x13=54 tys.) Pracuję cztery dni średnio po 10,5 godziny dziennie, przejechałem 7858 mil, niemal 13 tys km, 3200 km na tydzień, a moja wydajność wyniosła 125%. Czyli mimo, że mam teraz stawkę 18,90 na godzinę, faktycznie zarabiam 23,60 na godzinę.
Czy to jest dobrze, czy źle? Pewnie z polskiej perspektywy to niemalże kopalnia złota. Kierowcy pracujący w Norwegii, czy Wielkiej Brytanii z kolei mogą się poskrobać po głowie i zdziwić się: "To tylko tyle?" Prawda jest bowiem taka, że gdyby moja żona nie pracowała, to trzeba by się dobrze nagłowić, by za takie pieniądze utrzymać rodzinę na jakim-takim poziomie. Co prawda nikt nie chodzi głodny przy takich zarobkach, ale też trudno z takiej pensji kupić piękny dom, czy samochód "z górnej półki".
Na szczęście jednak w naszej rodzinie pracujemy oboje, więc nie możemy narzekać. Zarobki są godziwe, zwłaszcza, gdy się weźmie pod uwagę fakt, że śpię tylko jedną noc poza domem, a do tego mam całe cztery dni wolne. A praktycznie nawet cztery i pół, bo kończę pracę w niedzielę nad ranem, zaczynam w poniedziałek o 23, więc to dwa dni, a później kończę pracę w środę w południe i zaczynam w piątek o 22, więc tu są kolejne wolne dwa dni i pół.
W marcu będzie kolejny wybór szychty, ale jeśli tej, którą mam teraz nikt nie zabierze, będę ją trzymał. Chyba, że będzie jakaś inna, nie mniej atrakcyjna do zaklepania. Czekają mnie też dwie podwyżki, jedna to coroczna COLA, czyli "Cost-Of-Living Adjustment" - coroczne wyrównanie zarobków ze względu na istniejącą inflację, druga to moje dochodzenie do pełnej stawki. Nowi kierowcy w firmie są przyjmowani na stawkę o ok. 4 dolary na godzinę niższą, niż starzy pracownicy i przez pierwsze trzy lata, co 9 miesięcy, mają oni cztery podwyżki, by w końcu dojść do stawek maksymalnych. Ja pracuję od listopada, w sierpniu miałem pierwszą podwyżkę, w maju tego roku będzie druga, a w przyszłym, 2015 roku będą dwie: w lutym i listopadzie, w trzecią rocznicę mojgo zatrudnienia się w firmie.
I to tyle mojego sprawozdania. Czekamy na nowe ciężarówki, a w międzyczasie zapraszam do wspólnej podróży ze mną w te dni, gdy jestem w pracy. Kamera live jest na stronie www.katolik.us Zapraszam.
Subscribe to:
Posts (Atom)