Wednesday, June 12, 2013

W życiu nic nie jest proste...

I zaczęły się problemy...

Samochód już jest w Charleston, przeszedł przez kontrolę celną, zapłaciłem cło, całe 17 dolarów i dzisiaj miał go ktoś przywieźć do Charlotte. Niestety nie był w stanie załadować autka na naczepę, bo przy rozstawie kół wynoszącym 114 cm autko wpada do dziury między pomostami, czy też rampami, na których się auta przewozi.

Myślałem więc, że wrócę do planu "B", czyli pojadę sam po niego, ale by to zrobić potrzebuję ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej i tu wyskoczył kolejny problem. Firma, w której ubezpieczamy wszystkie nasze auta, Allstate, nie jest w stanie ubezpieczyć fiacika, bo nie ma takiego pojazdu w ich bazie danych i komputer "nie przyjmuje" takiego pojazdu.


Znalazłem inną firmę, Progressive, która ubezpiecza auta pochodzące "z szarej strefy" ("grey import vehicle"), ale i oni natrafili na problem polegający na tym, że nie znaleźli w swych danych takiego pojazdu. Muszą więc wysłać zapytanie o specjalny kod do wydziału komunikacji mojego stanu, a gdy dostaną odpowiedź, to po paru dniach będą w stanie ubezpieczyć ten pojazd.

Jest więc nadzieja, że koło niedzieli będę miał ubezpieczenie, jeśli nie wyskoczy coś niespodziewanego, ale to znaczy, że do tej pory nie będę mógł tym samochodem jeździć. Chyba, że uda mi się wykupić w Polsce ubezpieczenie, albo sprawdzić, czy to, które mamy, obowiązuje na terenie USA.

Tak czy inaczej jestem bardzo rozczarowany, bo już byłem pewien, że dziś wieczorem odbędzie się pierwsza próbna jazda, a tymczasem na razie kicha. :-( Trzeba się uzbroić w cierpliwość i pogodzić się z faktem, że być może dopiero w następny wtorek pojadę sam odebrać ten samochód.

Monday, June 03, 2013

Georgia Higway już w Ameryce.

Jak wiecie, kupiłem małego Fiata, który płynie do Stanów, albo raczej już tu jest - statek MS Georgia Highway wpłynął już do portu w Baltimore.  Za parę dni będzie w Charleston, a w połowie miesiąca samochód powinien być u mnie w Charlotte. Na pewno będą wtedy jakieś fotki i film na youtube.

Sunday, March 17, 2013

Nowa zmiana

W mojej nowej firmie każdy z kierowców ma "indywidualną szychtę", własny rozkład godzin pracy. Niektórzy pracują cztery dni w tygodniu, inni pięć - i każdy może w swoje wolne dni, w miarę zapotrzebowania, przyjść dodatkowo do pracy. Niektórzy mają wolne weekendy, inni pracują w niedziele i są też tacy, którzy jeżdżą na dłuższe, dwudniowe trasy, spędzając noc w hotelu.

To, jaką będziemy mieli zmianę decydujemy sami, według starszeństwa. Kierowca pracujący najdłużej w firmie wybiera pierwszy, a ten, który został przyjęty do pracy na końcu - bierze to, co zostało. Proces taki powtarza się co sześć miesięcy.

Gdy się tu zatrudniłem, nie miałem wyboru - otrzymałem pięciodniową, popołudniową zmianę. Zaczynałem o 15 i pracowałem od wtorku do soboty. Zmiana była bardzo dobra, bo były wolne niedziele, ale się skończyła i od ostatnich "wyborów" już jej nie mam.

Gdy ja mogłem wybierać, nie było już nic z wolnymi niedzielami. Miałem tylko pięć możliwości - cztery z nich to były czterodniowe tygodnie pracy, a tylko jedna była pięciodniowa, podobna do mojej dotychczasowej, praca od 15, z wolnymi wtorkiem i środą. Zdecydowałem się więc na tę zmianę.

Co prawda kusiło mnie, by wziąć czterodniową szychtę, bo fajnie jest mieć trzydniowy weekend, nawet, gdy wypada on w środku tygodnia, ale przynajmniej na razie nie bardzo mnie na to stać. Zaczynam od stosunkowo niewysokiej stawki i potrzebuję tych pięciu dni pracy. Gdy po trzech latach moja stawka dojdzie do maksymalnej wartości, czyli zamiast 17,30 za godzinę będę zarabiał 22 dolary, to wtedy będę sobie mógł odpuścić piąty dzień pracy.

Ja teraz mam płacone średnio za 12,5 godziny dziennie. Faktycznie pracuję mniej, ale dla naszej kalkulacji nie ma to tutaj znaczenia.  Zatem mój tygodniowy zarobek brutto to około 1100 dolarów.  Gdy będę miał stawkę 22 na godzinę i będę pracował cztery dni w tygodniu, zarobię praktycznie tyle samo. Inna sprawa, czy wtedy nie będę chciał zarabiać więcej, ale na razie przynajmniej myślę, że wtedy będę mógł śmiało odpuścić sobie ten piąty dzień pracy.


Monday, February 11, 2013

Jeszcze trochę zdjęć

Lotus, Corvette, Volvo 240, Maserati na parkingu naszego kościoła i "kanciaki" z lat 80 - Chevrolet i Mercury:



Kenworth W900 z megasleeperem i Freightliner Century Class z całym mieszkaniem za kabiną:



Można i na trzech kółeczkach. Zwykle tak zaczynają dzieci, albo starsze, drobne panie jeżdżące na Gold Wingach i Harleyach mają ich trzykołowe wersje, ale jak widać i młode chłopaki na małych skuterkach też miewają trzy kółka. :lol:


Szukajcie, a znajdziecie...



Jeep zawsze dobrze wygląda, ale jak ma ponadwymiarowe koła prezentuje się znakomicie:

Fotki z drogi

Chyba trzeba dodać kilka fotek. To zdjęcia jeszcze z ubiegłego roku.  Stary Ford:



To, to sam nie wiem jak nazwać. W USA takie UFO to się rejestruje jako motocykl, ale trudno to nazwać motocyklem. Samochodem też za bardzo nie jest...




Na autostradach, gdy nie ma betonowych barierek między pasami ruchu, są napięte kable, stalowe liny. A to skutek bliskiego kontaktu z takim zabezpieczeniem




International:




Spotkania z przyrodą. Bawełna na krzaczku i wiewiórka na parkingu przy autostradzie:



Chyba się pali...:



Szkoda takich klasyków, ale ten pewnie będzie naprawiony: