Thursday, February 21, 2008

Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem? (J 4,29)

W najbliższą niedzielę w Kościele będzie Ewangelia mówiąca o spotkaniu Jezusa z Samarytanką. Pisałem już kiedyś o tym, korzystając z tego, co nauczył mnie Scott Hahn, ale ponieważ było to trzy lata temu, przypomnę znowu tamten felieton. Tym bardziej, że przez ten czas parę innych osób dopatrzyło się w nim wartości wartych rozpropagowania i został on przedrukowany w paru innych miejscach w internetowej (nie)rzeczywistości. Zresztą nie zawsze za moją zgodą, ale za to z podaniem mojego nazwiska, jako autora tekstu. Można go znaleźć między innymi TUTAJ.

Ponieważ więc nie bardzo mam czas teraz pracując sporo w ostatnich dniach na pisanie znowu o tym spotkaniu, przypomnę tylko ten stary tekst. Nic zresztą nie stracił on na swej aktualności. Zwykle się spóźniam z moimi felietonami, więc teraz będzie wyjątkowa okazja, by coś się okazało we właściwym czasie. Gdyby natomiast ktoś pragnął podyskutować na temat tego tekstu, lub jakiegokolwiek innego mojego felietonu, przypominam o istnieniu forum. Tekst, o którym wcześniej wspominałem na forum można znaleźć klikając TUTAJ. Zapraszam.

Tuesday, February 19, 2008

Towarzysz Napieralski, biskupi i zapłodnienie "in vitro"

Ja, jak zapewne wiecie, staram się unikać politycznych tematów jak się tylko da. Bardzo dobrze mi się żyje daleko od polityki, a moje Królestwo i tak nie jest z tego świata. W moim Królestwie nie ma demokracji, nie ma głosowań, nie ma zmian głowy państwa i rządu co parę lat. Jest to monarchia absolutna, rządzona przez Króla Królów. Przez władcę absolutnego, ale też absolutnie sprawiedliwego, miłosiernego i mądrego. Niestety zanim zakończę swoją pielgrzymkę do tego Królestwa, będę tułaczem i będę musiał żyć w innych, nie całkiem świętych królestwach i republikach.

Dzisiaj rano słuchałem Sygnałów Dnia w programie pierwszym Polskiego Radia. Gościem sygnałów był Grzegorz Napieralski, Sekretarz Generalny Sojuszu Lewicy Demokratycznej. To, rozumiem, taki dzisiejszy odpowiednik Gomółki, czy Gierka. Nic więc dziwnego, że nasze poglądy na większość spraw różnią się diametralnie i nie o tym chciałem tu wspomnieć. Chciałem tylko przedstawić jego słowa, jakimi skomentował on to, co robią polscy biskupi.

Zapytany o stosunek SLD do zapłodnienia „in vitro” i do projektu Ministerstwa Zdrowia w tej sprawie odpowiedział on między innymi:

"Dziwimy się bardzo, że hierarchowie Kościoła, biskupi, księża tak mocno zaangażowali się w akcję przeciwko zapłodnieniu in vitro."

A mnie tak zdumiały te słowa, że aż postanowiłem napisać o tym. Czym więc mają się zajmować biskupi i księża, jak nie ochroną ludzkiego życia? Czy pan Napieralski jest tak tępy, że nie wie, jak wygląda taki zabieg zapłodnienia „in vitro”? Ja rozumiem, że on, jako człowiek, który nie uznaje moralnej nauki Kościoła, nie ma problemu z tworzeniem nowego życia w laboratorium naukowców, a nie w akcie małżeńskim, ale przecież każdy wie, że podczas zapłodnienia „in vitro” nie tworzy się jednego zaledwie człowieka. On sam zauważa później:

„…przypominam, że nie wszystkie te zabiegi kończą się sukcesem. Musi być ich kilka, nawet więcej.”

No właśnie. Dokładnie jest tak, jak pan Napieralski mówi. Kilka prób. Podczas każdej kilka zapłodnionych komórek. A jak zabieg się uda „zbyt dobrze”, często selektywna aborcja, żeby usunąć „nadmiar” zapłodnionych komórek. Tylko… tylko, że każda z tych „zapłodnionych komórek”, „zygot”, „embrionów” to jest nic innego, tylko człowiek. Człowiek stworzony na obraz i podobieństwo samego Boga. Człowiek mający nieśmiertelną duszę. Człowiek, którego nikt, poza Kościołem, nie broni. Najmniejszy, najsłabszy, bez możliwości krzyku w swojej obronie. Człowiek, którego każdy niemal jest gotów zdeptać i unicestwić, dlatego tylko, że może.

Partia, której spadkobierczynią jest SLD ma długą historię deptania ludzkiej godności, pozbawiania ludzi wolności i zabijania niewinnych osób. Komuniści zgładzili znacznie więcej ludzi niż naziści, i co się wyda niektórym szokujące, znacznie więcej ludzi niż wszystkie religijne wojny w historii ludzkości. Tak, to nie jest pomyłka. Wszystkie ofiary osób, które zabijały „w imię Chrystusa” w dwutysięcznej historii chrześcijaństwa stanowią znikomy ułamek liczby ofiar komunistów w jednym tylko, dwudziestym wieku. Co więcej, samo chrześcijaństwo nigdy nie uczyło przemocy, nie zezwalało na zabijanie. Zabójstwa dokonywane przez ludzi związanych z Kościołem zawsze były wykroczeniem i nadużyciem. Prawdziwe chrześcijaństwo zawsze było tym, jakiego nauczał święty Franciszek, a nie tym, jakiego używali w charakterze pretekstu niektórzy politycy w dawnych wiekach. Niestety nie da się powiedzieć podobnej rzeczy o komunistach, bo ich ideologia programowo uczyła siłowego łamania wrogów.

Niechże się więc towarzysz Napieralski nie dziwi tak bardzo, że biskupi robią dokładnie to, co do nich należy. Powinien się cieszyć, że są jeszcze ludzie, którzy nie są hipokrytami, którzy nie boją się poruszać niepopularnych tematów, którzy walczą o tych najmniejszych z naszych braci.

Napieralski powiedział jeszcze coś, co mnie zdumiało, choć zapewne nie powinno. Zdumiało mnie jednak, bo jest to często spotykana opinia wygłaszana przez osoby, które są, nie obrażając nikogo, prymitywnymi półgłówkami. Wydawałoby się, że sekretarz potężnej partii politycznej powinien być troszeczkę od nich inteligentniejszy. Jednak najwyraźniej nie. Powiedział on bowiem:

"I dziwi mnie, jeszcze raz to powiadam, że najczęściej wypowiadają się ci (myślę tutaj o hierarchach Kościoła), którzy dzieci z własnego wyboru nigdy nie będą mieli, którzy nie poczują tej radości macierzyństwa i najbardziej angażują się właśnie w spór dotyczący takich ważnych kwestii dla każdego Polaka."

To tak, jakby krytykować lekarza, który leczy chorego na raka za to, że sam jest zdrowy i nigdy na raka nie chorował. Albo krytykować sędziego, że sądzi za morderstwo, gdy sam nikogo nie zabił. Albo jakby krytykować kogoś, kto potępia rasizm, czy antysemityzm, gdy sam nie jest ani Murzynem, ani Żydem. Towarzyszu Napieralski! Radzę poczytać Biblię! Poczytać Ewangelie! Zobaczyć, czego nauczał Jezus i apostołowie. Zobaczyć, jaki depozyt wiary przekazali Kościołowi. Zobaczyć, co Kościół powinien, a potem pouczać tych, którzy robią akurat dokładnie to, co robić powinni.

Problem z zapłodnieniem „in vitro” jest znacznie głębszy, niż się może wydawać ludziom pokroju Napieralskiego. Ale jak go nie rozumieją, niech nie krytykują tych, którzy są od nich mądrzejsi i lepiej poinformowani. Bo tak, to co najwyżej przypominają półgłówków krytykujących, powiedzmy, Einsteina za to, że uczył teorii, której oni zupełnie nie potrafią zrozumieć.

I właśnie dokładnie dla tego, że kwestie te są ważne dla każdego Polaka biskupi powinni nauczać w tej sprawie. Także naciskając na polityków i robiąc wszystko co jest w ich mocy by powstrzymać ustawy zachęcające, finansujące i promujące zabiegi powodujące tworzenie i niszczenie ludzkich stworzeń. Jeżeli bowiem tutaj, w takiej dziedzinie, dziedzinie podstawowej dla świętości ludzkiego życia zawiodą oni, to znaczyłoby to, że słowa Jezusa, że bramy piekielne nie przemogą Kościoła okazały się fałszywe. A jeżeli biskupom należą się jakiekolwiek słowa krytyki, to co najwyżej takie, że nie potrafili być może jasno przekazać przyczyn, powodów takiego właśnie nauczania Kościoła. Ale i to wydaje się nieuzasadnione, bo jak ktoś ma umysł otwarty, jak szuka prawdy, to znajdzie ją bez problemu. Wiele dokumentów kościelnych, łącznie z Katechizmem Kościoła Katolickiego, wyjaśnia dokładnie zło zapłodnienia "in vitro". Problemem jest przekonanie towarzyszy z SLD by przeczytali Katechizm.

I powtórzę jeszcze raz. Nie dziwi mnie, że towarzysze z SLD, spadkobiercy Marksa i Stalina mają materialistyczne podejście do ludzkiego życia. Że dla nich stworzenie w próbówce laboratoryjnej kilkudziesięciu malutkich istot ludzkich po to tylko, by później skazać na śmierć większość z nich nie jest żadnym moralnym problemem. Obiektywna moralność nie istnieje w ideologii marksistowskiej. Ale niech nie bredzą krytykując tych, których zadaniem jest właśnie nauka i obrona moralnej nauki pochodzącej on samego Stworzyciela. Albo niech się dowiedzą dlaczego Kościół tak uczy, albo niech się odczepią, ale niech się nie kompromitują takimi uwagami. Bo towarzysz Napieralski, moim skromnym zdaniem, okazał się żałosnym półgłówkiem niczego nie rozumiejącym.

Cały zapis wywiadu można przeczytać na stronie PR, do ktorej link jest TUTAJ.

Sunday, February 17, 2008

Kościół na autostradzie

Płatna autostrada Interstate 76 w Pensylwanii, zwana także Pennsylvania Turnpike, jest jedną z najstarszych autostrad w USA i na świecie. Została wybudowana w latach czterdziestych ubiegłego stulecia. I jak większość autostrad ta także łącząc odległe miejsca odizolowała od reszty świata wiele lokalnych wsi i miasteczek. Przed powstaniem tej drogi turyści i biznesmeni podróżujący z Filadelfii do Chicago przejeżdżali przez wszystkie napotkane po drodze miejscowości. Teraz mkną po bezkolizyjnej drodze, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że obok istnieją jakieś lokalne społeczności.

Jednym z miasteczek, które zupełnie schowało się przed oczami podróżnych jest New Baltimore. Zbyt małe, by było warte własnego dostępu do drogi ekspresowej. Prawdę mówiąc najbliższe wjazdy na autostradę są odległe około 30 kilometrów na wschód i na zachód od tej miejscowości. Licząca zaledwie dwustu mieszkańców i 66 domostw i zajmująca niecały kilometr kwadratowy powierzchni mieścina nie byłaby zapewne warta wspomnienia, gdyby nie pewien unikalny fakt z nią związany. W New Baltimore znajduje się mianowicie parafialny kościół z bezpośrednim dostępem z autostrady.

Na autostradach, poza specjalnymi parkingami, obowiązuje zakaz zatrzymywania się. Pennsylvania Turnpike jest tu pewnego rodzaju wyjątkiem, gdyż na tej drodze bardzo często są szerokie, utwardzone pobocza gdzie jest dozwolone parkowanie. Takie pobocze, choć akurat tutaj nie tak bardzo szerokie, jest także naprzeciwko kościoła pod wezwaniem Świętego Jana Chrzciciela. Gdy budowano w latach czterdziestych autostradę, musiano zabrać część terenu należącego do parafii Świętego Jana. Proboszcz i zarząd budowy autostrad zrobili wtedy unikalny na skalę światową pakt. Kościół zgodził się oddać część swych terenów, a zarząd autostrady w zamian zbudował schody idące od obu poboczy drogi do kościoła. Przez pewien okres czasu nawet zatrzymywały się tam autobusy Greyhounda, zabierające lokalnych mieszkańców w drogę, lub przywożące podróżnych na Mszę.

Otaczająca nas rzeczywistość zmieniła się jednak przez te sześćdziesiąt parę lat. Pojazdy jeżdżące po drogach są szersze, a więc i pasy ruchu na autostradzie poszerzono. Ucierpiało na tym pobocze, które jest teraz niewiele szersze niż zwykły awaryjny pas, obowiązkowy na każdej autostradzie. Autobusy nie zatrzymują się tutaj już wiele lat, a pędzące samochody nawet nie zauważają tych dziwnych schodów idących w górę skarpy otaczającej drogę. Zresztą schody te, mieszczące się między ostrym zakrętem a wiaduktem są widoczne z jadącego auta przez zaledwie sekundy. Wystarczy niemal mrugnięcie powiekami, by je całkiem przegapić.

Ja sam przypadkiem trafiłem na wzmiankę o tym niezwykłym kościele parę tygodni temu. Muszę pracować większość niedziel, ale nie jest to dla mnie nigdy pretekstem do opuszczenia Mszy Świętej. Dzięki Internetowi łatwo odszukać kościoły leżące na mojej drodze i szukając Mszy natrafiłem na wzmiankę o tym unikalnym Domu Bożym. Wtedy jednak przegapiłem go i musiałem poszukać innej świątyni. Ale dzisiaj, gdy znowu przyszło mi jechać tamtą drogą, byłem ostrożniejszy i zdążyłem się zatrzymać przy „schodach do nieba”.

Być może byłem ostatnim już podróżnym, który skorzystał z tego udogodnienia. Jak widać na zdjęciach nie jest to już zbyt dogodne miejsce do parkowania. Same schody pokryte od tygodni śniegiem nie miały śladów innych stóp. Widać, że miejsce to jest zapomniane przez podróżnych. Do tego w przyszłym roku rusza przebudowa tego odcinka autostrady. Będzie ona poszerzana do trzech pasów w każdym kierunku i schody do kościoła ulegną likwidacji. Trochę szkoda, ale pewnie nie ma innej możliwości. Cena postępu cywilizacyjnego. Ja w każdym razie cieszę się, że po sześćdziesięciu paru latach od ugody proboszcza parafii Świętego Jana z zarządem budowy autostrad mogłem skorzystać z tego unikalnego na światową skalę rozwiązania i prosto z autostrady pomaszerować na niedzielną Mszę Świętą.

Matka Angelica. Część szósta.

To jest szósta i ostatnia część biografii Matki Angeliki. Gdyby ktoś dopiero teraz natrafił na nią, niech zacznie od pierwszej części, która jest poniżej, albo niech przejdzie na forum, gdzie wszystkie części biografii są w jednym wątku. Wystarczy kliknąć TUTAJ by zobaczyć całość biografii.

Matka Angelika nie bardzo sama wiedziała co zrobić z wewnętrznym głosem mówiącym jej o potrzebie rozpoczęcia transmisji radiowych. Wyobraziła sobie, że zbuduje studio w Rzymie, gdzie przebywający seminarzyści z całego świata będą nagrywali programy we wszystkich językach. Nabyła nawet ziemię z willą niedaleko Rzymu. Całą operację pomógł sfinansować milioner filantrop holenderski, Piet Derksen. Jednak trudności związane z uzyskaniem licencji na działalność we Włoszech i nieprzychylność niektórych osób w Watykanie nie widzących powodu dla którego miałoby powstać radio dublujące działalność Radia Watykan spowodowało, że matka Angelica zaczęła spoglądać w stronę Alabamy.

Radio musiało kosztować, a pieniędzy nie było wcale. Matka Angelika zwróciła się o pomoc do Josepha Canizaro, agenta nieruchomości z Nowego Orleanu, który zagwarantował finansowo niegdyś jej dostęp do satelity Galaxy. Teraz musiał jednak odmówić. Recesja spowodowała, że on sam miał problemy finansowe, a ziemia którą niedawno nabył okazała się dzikim wysypiskiem śmieci i koszty czyszczenia jej miały wynieść sto milionów dolarów. „Powiedz mi o co mam się modlić, żebyś mógł mnie wspomóc milionem dolarów” –odrzekła mu matka Angelika, zanim usłyszała definitywne „nie”. Po namyśle Canizaro odparł, że jak uda się mu sprzedać Crown Plaza Hotel za wystarczającą sumę pieniędzy da jej milion dolarów. „Myślałem, że ona jest stuknięta” –powiedział później Canizaro.

W międzyczasie współpraca EWTN z konferencją biskupów nie układała się zbyt dobrze. Matka Angelika odrzucała jeden program na każde trzy przez nich dostarczane. Co więcej przyczyną przez nią podawaną nie była zawartość, ale słaba jakość uniemożliwiająca nadawanie. Biskupi zaczęli nawet rozważać zmianę umowy z matką Angeliką, ale jak konferencja biskupów dostarczyła film, w którym jakiś kleryk udowadniał, że następny papież zniesie celibat i wprowadzi kapłaństwo kobiet, to miarka się przebrała. Bill Steltemeier uwolnił biskupów od kłopotu pracy nad nowym porozumieniem z EWTN i po prostu zerwał kontrakt. Współpraca z konferencją Episkopatu zakończyła się definitywnie.

Na początku 1990 roku Canizaro podał do sądu poprzednich właścicieli zakupionego przez siebie terenu, wielką firmę naftową. Sądził ich o 15 milionów dolarów. Sąd zarządził odszkodowanie w wysokości 35 milionów. Ta suma pozwoliła mu na kupno innych terenów w Nowym Orleanie nad samym wybrzeżem i zainwestowanie w te tereny zrobiło z niego bogatego człowieka. Canizaro odebrał to jako cud wymodlony mu przez matkę Angelikę i osobiście przywiózł jej obiecany czek na milion dolarów. Umożliwiło to rozpoczęcie prac nad krótkofalowym nadajnikiem, choć suma ta była zaledwie początkiem. Matka Angelica zakładała, że całkowity koszt rozgłośni wyniesie jedenaście milionów dolarów. W ostateczności okazało się, że koszty te przekroczyły 23 miliony dolarów, a z wydatkami na ziemię i willę we Włoszech blisko trzydzieści pięć. Większość tych kosztów pokrył Piet Derksen.

Gdy w jakiś czas potem jeden ze zwolnionych pracowników radia EWTN oskarżył fałszywie matkę Angelikę przed holenderskim milionerem o złe gospodarowanie pieniędzmi, zerwał on jakąkolwiek współpracę z EWTN i zakończył swą pomoc. Nie chciał słuchać żadnych wyjaśnień, krzycząc tylko do telefonu i powtarzając bezpodstawne oskarżenia. Po latach, przed swą śmiercią, Derksen pojednał się ponownie z matką Angeliką, ale w momencie zerwania ich współpracy znowu nad nową rozgłośnią zgromadziły się czarne chmury. Połączono wtedy radio i telewizję w jeden organizm i to umożliwiło finansowanie kosztów pracy radia.

Radio początkowo nadawało programy w kilkudziesięciu językach, ale bardzo szybko zmieniło swój profil i charakter. Zaczęto nadawać tylko po angielsku i hiszpańsku. Głównie ścieżki audio z telewizyjnych programów EWTN, choć z czasem także zaczęło powstawaćb wiele programów wyłącznie dla radia. Matka Angelica oprócz nadawania przez krótkofalowy nadajnik wkrótce zaczęła transmisję przez Internet, a także przez satelitę. Jej sygnał jest darmowy i każdy może go retransmitować dalej. Dzięki takiej polityce zaczęło powstawać w Stanach coraz więcej naziemnych katolickich stacji radiowych, które w całości, lub częściowo retransmitują programy matki Angeliki. Gdy powstawało EWTN były zaledwie dwie katolickie stacje radiowe w USA. Dzisiaj jest ich już ponad sto dwadzieścia i niemal każdego tygodnia powstają nowe. Ostatnio udało się uruchomić silną stację radiową w San Francisco, mieście nazwanym ma cześć Świętego Franciszka, a tak ostatnio zlaicyzowanym i liberalnym, że na pewno praca radia EWTN będzie tam potrzebna i przyniesie dobre owoce.

Wiele można by jeszcze napisać o Matce Angelice. O szczególnej opiece, jakiej podlega całe jej życie. O jej mistycznych przeżyciach. O jej spotkaniach z Archaniołem Michałem, którego widziała we Włoszech, gdzie na Górze Gargano poczuła ona jak Archanioł przyłożył swój miecz do jej boku i powiedział: „Będę zawsze u twego boku i będziemy walczyć razem” i który później w Alabamie wskazał jej miejsce, gdzie miała postawić antenę swego radia. Nawiasem mówiąc fachowcy odradzali to miejsce, uważając, że nie nadaje się do tego celu. Jednak matka Angelica posłuchała archanioła Michała, nie fachowców i dzięki temu sygnał z jej radia jest doskonale słyszalny na całym świecie. A to, że miejsce zbudowania anteny nadajnika akurat wypadło w gminie Santa Clara jest oczywiście przypadkiem. Matka Angelika to przecież klaryska…

Dzisiaj radio EWTN oprócz krótkich fal, Internetu i lokalnych rozgłośni transmitowane jest także przez satelitarne radio Sirius. Ja właśnie w taki sposób słucham go w mojej ciężarówce. Jadąc mogę zawsze łapać sygnał z satelity i niezależnie od tego gdzie się znajduję, mogę przez 24 godziny słuchać ich wspaniałych programów. Z radiem EWTN współpracuje organizacja Catholic Answers z San Diego w Kalifornii, www.catholic.com , która każdego dnia ma dwugodzinny blok programów apologetycznych, tłumaczących naszą wiarę. Codziennie rano i popołudniu są godzinne audycje społeczne transmitowane z radia Ave Maria z Michigan. Radio to założył były właściciel sieci pizzerii „Dominos Pizza”, Tom Monaghan.

Tak nawiasem mówiąc Tom Monaghan to także fascynująca postać, warta osobnej biografii. Oddany do sierocińca po śmierci ojca, gdy dorósł poszedł do wojska, a później za zaoszczędzone pieniądze z żołdu kupił małą pizzerię. Rozbudował ją tak, że stała się drugą co do wielkości siecią pizzerii w USA. Sprzedał ją potem za miliard dolarów. Lektura książki CS Lewisa „Mere Christianity” ( Chrześcijaństwo po prostu) spowodowała, że przeżył głębokie nawrócenie i powrócił do religii swego dzieciństwa, katolicyzmu. Teraz buduje na Florydzie całe miasto oparte na katolickiej nauce moralności, z katolickim uniwersytetem. (Ave Maria University, www.avemaria.edu , www.avemaria.com ) Nie będzie tam żadnych pornograficznych kanałów w telewizji, apteki nie będą sprzedawały żadnych środków antykoncepcyjnych, nie mówiąc już o braku jakichkolwiek aborcyjnych młynów. Centralnym ośrodkiem miasteczka będzie wspaniała bazylika, w której zawsze będzie odprawiana liturgia Mszy Świętej zgodnie z wytycznymi Watykanu. Oczywiście wiele liberalnych organizacji już planuje oddanie go do sądu, by zmusić go do zmiany planów, ale on na to tylko odpowiada: „Niech próbują. Dostarczą mi tylko darmowej reklamy”.

A wracając do tematu, czyli do Matki Angeliki, to skoro jesteśmy przy liturgii warto wspomnieć o Mszy, jaka jest transmitowana przez EWTN. Kilkanaście lat temu konferencja biskupów miała kolejny pomysł na reformę liturgiczną w Stanach. Pewne osoby nie mogą po prostu zaakceptować tego, co nam daje nasza Matka, Kościół, ale zawsze dążą do forsowania swoich poglądów. Częściowo już im się to udało i na przykład wszędzie tam, gdzie w Biblii święty Paweł napisał „bracia”, w oficjalnym przekładzie używanym podczas liturgii w Stanach czytamy „bracia i siostry”. Gdy jednak dochodziły słuchy, że nie jest to koniec reform, matka Angelica zaczęła sama sprawdzać co mówią dokumenty Soboru Watykańskiego II na temat liturgii. Gdy się okazało, że Sobór nie tylko nie zakazał łaciny, ale wręcz nauczał, że jest to specjalny, uroczysty język liturgiczny, który należy szanować, wprowadziła ona go do transmitowanych przez siebie Mszy. Czytania w Pisma Świętego i kazania są oczywiście po angielsku, ale wszystkie stałe części Mszy są po łacinie. Gdy to pierwszy raz wprowadziła, było to sporym szokiem dla Amerykanów, ale teraz coraz częściej w różnych regionach USA spotyka się odmawianie pewnych stałych fragmentów Mszy w tym języku. Niewątpliwy wpływ EWTN.

Matka Angelica jest twierdzą ortodoksyjnego katolicyzmu w USA. Zawsze stoi na straży nauki Magisterium i nie boi się powiedzieć tego, co myśli. Czasem powoduje to pewne kłopoty, jak na przykład podczas jej konfliktu z kardynałem Mahony. Powiedziałbym nawet, że bardzo poważne kłopoty. Kardynał Mahony z Los Angeles napisał list odczytywany we wszystkich jego parafiach, z którego wynikały wątpliwości co to wiary kardynała w prawdziwą obecność Pana Jezusa w Eucharystii. Matka Angelica skrytykowała ten list i powiedziała, że gdyby ona była członkiem archidiecezji Los Angeles, jej posłuszeństwo wobec kardynała byłoby zerowe. I o ile sama krytyka listu pasterskiego kardynała znanego ze swych liberalnych poglądów było uzasadnione, to ostatnia uwaga była przekroczeniem prawa kanonicznego. Kardynał Mahony zaczął krucjatę przeciw EWTN i nawet w Rzymie szukał możliwości zemsty.

Matka Angelica przeprosiła za nawoływanie do wypowiedzenia posłuszeństwa kardynałowi, ale też dokładnie zanalizowała cały jego list pasterski. Poprzednio bowiem jej uwaga była zaledwie rzucona mimochodem, przy okazji mówienia o czymś innym. Jej analiza, bardzo ostrożna tym razem, jeszcze bardziej rozzłościła kardynała. Nie przyjął przeprosin matki Angeliki i zarówno w Rzymie, jak i u biskupa Birmingham oraz na konferencji biskupów amerykańskiego episkopatu żądał, by coś zrobiono z tą niepokorną zakonnicą. Matka Angelica jednak się nie ugięła do końca. Przy okazji okazało się, że to ona, prosta siostra zakonna ma w Watykanie większe wpływy nić potężny kardynał jednej z największych amerykańskich archidiecezji. Jednak konflikt ten spowodował, że cała organizacja EWTN została przekazana w ręce osób świeckich. Była to świadoma decyzja matki Angeliki. Obawiała się ona, że nawet, jak nie uda się liberałom przejąć EWTN za jej życia, to mogą zainstalować kogoś w jej miejsce po jej śmierci. Zrezygnowała więc ona całkowicie z prawa weta i w ten sposób zabezpieczono EWTN od zapędów liberalnych członków władz Kościoła od przejęcia kontroli nad tą rozgłośnią. Takie posunięcie na pewno było ryzykowne. Nie ma żadnej gwarancji, że kiedyś i we władzach świeckich EWTN nie znajdą się głosy liberalne. Ale jak na razie wszystkie osoby związane z EWTN są bardzo wierne Magisterium, papieżowi i nauce Kościoła, a osoby związane z konferencją episkopatu, z biskupami, nie raz pokazywały swe niepokorne oblicze.

Wystarczy wspomnieć choćby przedstawienie Drogi Krzyżowej, pantomimę, podczas papieskiej wizyty w czasie Światowego Dnia Młodzieży w Denver. Rolę Jezusa odgrywała tam młoda, piękna dziewczyna. Matka Angelica wręcz odchorowała ten spektakl. Świadkowie mówią, że płakała całą noc, a na drugi dzień w swej audycji w bardzo gorzkich słowach powiedziała co myśli o tych, którzy „nie mają nic do zaoferowania poza niszczeniem tego, co dobre i co święte w Kościele”. „”Spróbowalibyście tego z Martinem Lutrem Kingiem. Dajcie kobietę w jego roli i zobaczcie co się stanie. Spróbujcie tego z Mojżeszem, albo Mahometem. Ale nie, my jesteśmy jedynymi, których można tak obrażać i którzy niczego nie mówią”. A konferencja biskupów wydała tylko oświadczenie mówiące, że „pantomima nie jest historycznym odtworzeniem rzeczywistości, lecz sztuką i każdy, nawet dziecko, może odegrać każdą rolę”. Oczywiście oni być może nie widzieli, albo nie chcieli zobaczyć tego, co natychmiast zobaczyli i podchwycili zwolennicy idei kapłaństwa kobiet.

Siostra Maureen Fiedler, głośna zwolenniczka kapłaństwa kobiet powiedziała reporterom, że jest hipokryzją ze strony Kościoła mówienie, że kobieta nie może „In Persona Christi” odprawiać ofiary Mszy, gdy na spotkaniu z papieżem ten sam Kościół ukazuje „In Persona Christi” kobietę podczas inscenizacji Drogi Krzyżowej. „Jedyny powód, jaki Watykan daje przeciw kapłaństwu kobiet, to to, że my nie jesteśmy obrazem Jezusa. Ale jak oni sami wyobrażają Jezusa w ich drodze krzyżowej, to najwyraźniej ktoś w Watykanie musi uważać, że jednak kobieta może być obrazem, wyobrażeniem Jezusa. Własną ręką obalili swoje argumenty”. Podobnie skomentowała to codzienna gazeta z Denver. „Denver Post”. Napisali, że jest ironią losu, że kościół, który zabrania kapłaństwa kobiet, przedstawia w roli Jezusa kobietę.

Jedyną oficjalną odpowiedzią na krytykę, jakiej udzieliła matka Angelica w swym programie był telefon arcybiskupa Williama Keelera, prezydenta Konferencji Episkopatu, w którym powiedział on matce Angelice, że „przesadziła ze swoją reakcją”. Natomiast arcybiskup Rembert Weakland napisał później o komentarzu matki Angeliki: „Przez pól godziny paplała ona o wszystkich wykroczeniach po Soborze Watykańskim, jakie rzekomo mają miejsce według jej osobistego sądu, który oczywiście uważa ona za zgodny z sądem Ojca Świętego. Był to najbardziej hańbiący, niechrześcijański obraźliwy i poróżniający atak jaki kiedykolwiek słyszałem”. „Jeżeli on uważa, że granie roli Jezusa przez kobietę nie było obraźliwe, to jeśli o mnie chodzi, może on wsadzić swoją głowę do toalety”- odpowiedziała matka Angelica. (“He can put his head In the back toilet, as far as I am concerned.” Page 244). Biskupi więc najwyraźniej świadomie zgodzili się na takie wyzwanie papieżowi, albo nie widzieli w takim świętokradczym przedstawieniu naszego Pana niczego złego. I chyba nie wiadomo, co jest gorsze. A reakcja matki Angeliki była tylko dlatego taka, że dla niej to nie był atak na jakiegoś historycznego, dalekiego Jezusa. Ona zawsze odbierała każdy atak na Jezusa, czy to w zamachu na dogmat o prawdziwej obecności Jezusa w Eucharystii, czy na to przedstawienie Go w drodze krzyżowej jak atak na jej ukochanego ponad wszystko Oblubieńca, ukochanego małżonka. Jezus nie był dla niej abstrakcją, ale kimś bliskim, kimś naprawdę kochanym. I dlatego zawsze tak gwałtownie i tak personalnie reagowała na wszystkie, nawet najmniejsze na Niego ataki.

Matka Angelica odegrała też być może zasadniczą rolę w poprawnym tłumaczeniu Katechizmu Kościoła Katolickiego na język angielski. Oryginał tego dokumentu był napisany po francusku, a poszczególne episkopaty tłumaczyły go na swe narodowe języki. Amerykańska wersja była pełna politycznie poprawnych wyrażeń, gdzie znikały słowa typu „Men”, czy „Son”, a pojawiały się „Humanity” i „People”. Matka Angelica akurat przebywała w Rzymie, gdy kardynałowie przedstawili swe tłumaczenie Katechizmu. Gdy dowiedziała się ona o tych wszystkich zmianach językowych poprosiła o audiencję kardynała Josepha Ratzingera, odpowiedzialnego za zatwierdzenie tłumaczenia. Powiedziała mu, że ona na pewno nie będzie mogła promować tego dokumentu, jak będzie on zawierał takie sformułowania. Powiedziała, że Jezus był Synem Bożym, i mężczyzną, a nie jakimś „członkiem ludzkiego rodzaju”. Nie wiadomo oczywiście na ile jej uwagi wpłynęły na decyzję kardynała Ratzingera, zapewne i bez wizyty matki Angeliki nie zatwierdziłby takiego tłumaczenia, ale być może miała ona jakiś wpływ na to, że odrzucił on „politycznie poprawną” wersję Katechizmu. Musieliśmy przez to czekać kolejne 18 miesięcy, ale mamy teraz naprawdę dobre tłumaczenie Katechizmu w Stanach.

Matka Angelica parę tygodni po tym, jak Raymond Arroyo zakończył rozmowy z nią o jej życiu miała masywny wylew krwi do mózgu. To, że przeżyła operację graniczy z cudem. Albo tym cudem jest. Nie pierwszym w jej życiu. Jednak zdrowie jej zaczęło się pogarszać i po pewnym czasie została przykuta do łóżka na stałe. Straciła też wkrótce zdolność mówienia. Wreszcie jest tym, kim zawsze chciała być. Kontemplacyjną biedną klaryską, która za kratami w klasztorze spędza czas na modlitwach. Mieszka teraz w pięknym, nowym klasztorze, w Hanceville, Alabama, godzinę jazdy od Birmingham. Klasztorze, którego budowa kosztowała niemal 50 milionów dolarów. A przy okazji warto wspomnieć i o tej sprawie. O kontrowersji związanej z budową tego „pałacu”.

Nie trudno się domyśleć jakie listy dostawała Matka Angelica, krytykujące ten zbytek i przepych. Oczywiście krytykowali nie ci, którzy dawali cokolwiek, bo zazwyczaj takie krytyki są dziełem tych, którym trudno nawet złotówkę dać na Kościół. Jednak ponieważ wielu ludzi posyła datki na koszty związane z radiem i TV EWTN, którzy niekoniecznie chcieliby je przeznaczać na nowy klasztor, matka Angelica odpowiedziała na te zarzuty.

18 stycznia 2000. roku powiedziała o całych pudłach obrzydliwych listów, jakie otrzymała. „Niektórzy ludzie krytykują złoto, srebro, marmury. Ale wiecie, co ja myślę? Ja myślę, że sami zagubiliście się w swojej krytyce. Bo nikt z was nie krytykuje pałaców dla królów i prezydentów. Nikt nie krytykuje Białego Domu, stanowczo zbyt wielkiego dla dwóch osób, które go zamieszkują. Co mnie naprawdę martwi, to to, że jesteście usatysfakcjonowani tylko najlepszymi rzeczami gdy chodzi o was, ale dla Boga przeznaczylibyście tylko to, co najgorsze.” Następnie podnosząc rękę i pokazując pięć palców matka Angelica kontynuowała: „Ani jeden cent z waszych datków nie został przeznaczony na budowę sanktuarium i klasztoru. Ani jeden. Pięć rodzin, które zażyczyły sobie pozostać anonimowe, pokryły wszystkie koszty związane z budową klasztoru. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć - jakbyście mieli kłopot z liczeniem. Pięć osób zbudowało kościół i cały klasztor”. Niezależna komisja, która później badała finanse Matki Angeliki w pełni potwierdziła fakt, że budowa klasztoru nie kosztowała słuchaczy radia i TV ani grosza. A ja przy okazji polecam swój tekst, jaki przed laty napisałem o „przepychu w kościołach”. Wystarczy kliknąć TUTAJ.

Jest jeszcze pewien polski, a nawet krakowski akcent w tej całej historii. Po wszystkich tych problemach matka Angelica otrzymała pewnego dnia z Watykanu przesyłkę. Spore pudło z insygniami papieskimi, ale bez żadnego wyjaśnienia. Dopiero telefon z Rzymu wyjaśnił, że w środku jest osobisty prezent od Jana Pawła II w podziękowaniu za zasługi w szerzeniu wiary na całym świecie i w oddaniu się Jezusowi w Najświętszej Eucharystii. Podczas audycji na żywo matka Angelica złamała papieskie pieczęcie i otworzyła pudło. W środku była monstrancja, jaką otrzymał papież od mieszkańców Nowej Huty, podczas swej pielgrzymki do Polski w 1999. roku.

Matka Angelica miała wcześniej kilka spotkań z papieżem. Był on doskonale poinformowany o jej działalności. Zdawał sobie sprawę z tego, że ma opozycję wśród wielu liberalnych biskupów amerykańskich i wiedział także, że ma wspaniałego obrońcę w osobie matki Angeliki. Ona broniła papieża, a on bronił jej. Podczas jednej z jej wizyt w Rzymie Jan Paweł II podszedł do niej i wziąwszy jej twarz w dłonie powiedział głośno: „Ah, Mother Angelica, the grand chief.” „Mother Angelica, the grand chief” –powtórzył śmiejąc się. (Matka Angelika, wielki wódz). Innym razem, gdy przedstawiła mu plany związane z powstającym radiem i powiedziała, że najpierw będą nadawać do Południowej Ameryki, a potem do krajów europejskich, Jan Paweł II z uśmiechem zapytał” „A potem?” –„Potem do Rosji” – „A potem?” – „Potem do Chin” –odpowiedziała Angelica. „A potem?” –śmiejąc się kontynuował papież, wiedząc, że matce Angelice zaczyna brakować terenów do których miałaby wysyłać Dobrą Nowinę. Odchodząc spojrzał jeszcze raz na tę starszą zakonnicę, wspartą o kule i wrócił do niej raz jeszcze. Jedną rękę położył na jaj welonie, a drugą robiąc znak krzyża na jej czole powiedział: „Mother Angelica, weak in body, strong in spirit. Charismatic woman, charismatic woman.”. (Matka Angelica, słaba ciałem, mocna duchem. Charyzmatyczna kobieta.)

Na tym skończę już tę nieco chaotyczną opowieść o matce Angelice. Nie da się na kilku stronach powiedzieć wszystkiego. Mam nadzieję, że biografia Raymonda Arroyo będzie kiedyś przetłumaczona na polski język, więc każdy sam będzie mógł poznać więcej szczegółów z jej zdumiewającego życia. Dodam może tylko, że trudno przecenić jej wpływ na miliony ludzi w Ameryce i na całym świecie. To, że Kościół w USA przeżywa odrodzenie, że w seminariach jest coraz więcej kandydatów do kapłaństwa, że wiedza wielu katolików zaczyna wreszcie być na jakimś poziomie, że dziesiątki mądrych i świętych kapłanów, biskupów, członków laikatu, konwertytów na katolicyzm mają możliwość, mają gdzie uczyć nas wszystkich prawdziwej wiary katolickiej to jej wielka zasługa.

Co więcej, w kraju, gdzie większość mieszkańców uważając się za chrześcijan nie jest katolikami i gdzie wiedza o religii katolickiej jest na żenująco niskim poziomie, a do tego jest pełna fałszów i zakłamań, wpływ radia i telewizji EWTN sięga daleko poza członków naszej religii. EWTN jest oglądane przez wielu wyznawców innych religii, którzy poznają prawdę o katolicyzmie, a także bardzo często poznając ją zaczynają swoją pielgrzymkę do zjednoczenia się w pełni z Kościołem, który założył Pan Jezus.

Matka Angelica odkryła chyba formułę, która jest bardzo prosta i bardzo skuteczna. Nie zajmuje się polityką, nie zajmuje się ziołolecznictwem, nie zajmuje się społecznymi problemami współczesnej Ameryki, nie popiera żadnej partii politycznej, ale uczy Ewangelii i miłości do swego ukochanego Oblubieńca, Jezusa Chrystusa. Czy jest to poznawanie Biblii, czy Katechizmu Kościoła Katolickiego, czy encyklik papieskich, czy też programy apologetyczne, czy pokazywanie świadectw osób, które odkryły piękno Kościoła i zostały katolikami przychodząc tu z wielu różnych wierzeń i przekonań, od wojującego ateizmu, przez sekty i religie Wschodu do chrześcijańskich wyznań protestanckich, wszystko to prowadzi do pełnego poznania naszej wspaniałej wiary.

Oczywiście nigdy nie da się do końca uniknąć pewnych politycznych i społecznych zagadnień. W końcu EWTN pełni także rolę informacyjną, a gdy biskupi wypowiadają się na tematy wojny w Iraku, nielegalnej imigracji do USA, czy nadchodzących wyborów, EWTN musi i o tym informować. Trzeba jednak słyszeć te telefony od radiosłuchaczy do studia, gdy jakiś biskup zaczyna bronić konferencji Episkopatu, która wydała kolejne oświadczenie krytykujące politykę rządu względem wojny w Iraku, czy też względem meksykańskich imigrantów. Jeden za drugim słuchacze pytają czemu biskupi nie są tacy szybcy w krytyce polityków proaborcyjnych, którzy nazywają siebie katolikami i co niedzielę przystępują do Komunii Świętej, albo dlaczego nie nauczają głośno o złu antykoncepcji, a mieszają się do polityki na której się ani nie znają, ani jej nie rozumieją. Słuchacze matki Angeliki często wiedzą lepiej od niejednego biskupa, co jest tak naprawdę ważne. W końcu wystarczy wziąć przykład od jej Oblubieńca, który przez trzy lata nauczania nic o polityce nie mówił. Mimo, że jego ziemska ojczyzna była pod okrutną, ciężką okupacją.

Poza tym słuchaczom EWTN nie trzeba mówić na kogo mają głosować. Takie uwagi zawsze zresztą przynoszą zwykle odwrotny skutek. Najpierw bowiem trzeba trafić do serc, a jak się w tych sercach rozpali miłość do Jezusa, to każdy sam wie jak i dlaczego głosować tak, a nie inaczej. I to jest chyba największa zasługa matki Angeliki. Że trafiła do serc milionów ludzi na świecie. Zbudowała największe katolickie imperium medialne na świecie, to prawda. Ale to być może mógłby zrobić każdy. Jednak rozpalić serca milionów ludzi, pokazać im prawdziwe chrześcijaństwo, bez nienawiści, bez złości, bez antysemityzmu, bez polityki, za to z radością, miłością, nadzieją, wiarą – to jest prawdziwa i niepodważalna zasługa tej niezwykłej postaci.

Ostatnie lata dały nam kilka naprawdę wybitnych świętych. Jan Paweł Wielki, Matka Teresa z Kalkuty, wcześniej Padre Pio, czy Faustyna Kowalska. Ale według mnie matka Angelica należy do tej samej grupy ludzi. A to, że nie zawsze jest „święta”, że czasem ponosi ją jej włoski temperament, że krytykuje biskupów, to tylko świadczy, moim zdaniem, na jej korzyść. Ona naprawdę kocha swego Oblubieńca, Jezusa Chrystusa, nad wszystko. Tylko to się w jej życiu liczy. I jak ktoś jej zdaniem Go krzywdzi, albo krzywdzi Jego Kościół, to bez względu na konsekwencje stanie w Jego obronie. A że nie jest wykształconą osobą, że ma włoski, gorący temperament, to czasem popełniała błędy. Nie zapominajmy jednak, że i samego Pana Jezusa w Świątyni ogarnął gniew, gdy zobaczył, jak dom swego Ojca zostaje przemieniony w targowisko.

Matka Angelica mówiła normalnym językiem, językiem prostych, zwykłych ludzi. Za to ją wszyscy kochamy. Teraz nie może już mówić, ale EWTN to ciągle jej telewizja i nadal nadawane są jej archiwalne audycje. Miliony ludzi nadal ją oglądają, a nowe programy na żywo prowadzi jezuita polskiego pochodzenia, ojciec Mitch Pacwa. Przyszłość EWTN jest raczej jasna i z pewnością przyniesie wiele dobrych owoców. A my pamiętajmy o tej ubogiej klarysce, wychowanej w rozbitym domu, cierpiącej na rozliczne schorzenia, która stworzyła największe katolickie imperium medialne na świecie i mieszka teraz w pałacu swego Oblubieńca, który sama Mu zbudowała. A wraz z nią mieszka tam kilkadziesiąt sióstr, bo nie brakuje powołań w tym dziwnym i bardzo tradycyjnym zakonie kontemplacyjnym. A to jest najlepsza gwarancja, że EWTN pozostanie ortodoksyjnym głosem Kościoła Katolickiego. Siostry „od matki Angeliki” wymodlą to u samego Boga.

Tuesday, February 12, 2008

Matka Angelica. Część piąta

Piąta część biografii Matki Angeliki:

Na początku 1982. roku EWTN podpisał kontrakt z Wold Communications z Los Angeles dający im dostęp do satelity Westar IV. Opłata za dostęp do tego satelity była znacznie wyższa, ale też znacznie więcej odbiorców miało do niego dostęp. Potencjalnie półtora miliona widzów miało dostęp do programów oferowanych przez Westar IV. Parę miesięcy później do EWTN zadzwonił broker zajmujący się dostępem do satelitów z propozycją udostępnienia 88 godzin czasu na satelicie Satcom IIIR, należącym do RCA. Ten satelita był „numero uno” w 1982. roku. 4600 sieci kablowych przekazywało jego sygnał, potencjalnie 20 milionów domów mogło oglądać programy przez niego oferowane. Satelita był dawno wypełniony po brzegi i taka nagła oferta została odebrana jako kolejny wyraz opatrzności Bożej.

Matka Angelica podpisała umowę z Satcom IIIR, zrywając wcześniejszą umowę z Westar III. Niezważając na konsekwencje, które wkrótce miały się okazać poważne, EWTN stało się częścią najważniejszego przekaźnika w całym przemyśle telekomunikacyjnym. Opłata za tę usługę wynosiła 132 tys. dolarów miesięcznie i zapłacenie rachunków było nieustannym problemem. Bill Steltemeier nie raz i nie dwa razy pożyczał tę sumę firmie, której był prezydentem. Bez jego osobistego zaangażowania EWTN nie przetrwałoby tego trudnego okresu.

12 listopada 1982. roku matka Angelica po raz pierwszy odwiedziła Rzym. Na spotkaniu po prywatnej mszy papieskiej Jan Paweł II, ze swym znanym nam uśmiechem na twarzy, powiedział: „Słyszałem o tobie. Robisz dobrą robotę”. Matka Angelica spotkała się w Rzymie także ze swym protektorem, kardynałem Oddi, który ostrzegł ją, by nie nadawała niczego, co wyda jej się niezgodne z moralnym nauczaniem Kościoła. W Rzymie wiedzieli doskonale, że programy CTNA pełne są sióstr i księży w cywilnych ubraniach prowadzących programy pełne nacisku na społeczną naukę Kościoła, ale bardzo mało zwracające uwagę na moralne nauczanie. Więcej tam było aktywizmu niż chrześcijaństwa.

15. grudnia w Waszyngtonie miało miejsce spotkanie przedstawicieli CTNA. Podniesiono kwestię używania przez matkę Angelikę określenia, że jej program jest „katolicki”, gdy nie ma on zezwolenia, „imprimatur” biskupów. Skrytykowano ją także za działalności bez pytania o zgodę konferencji Episkopatu. Bill Steltemeier odparł, że jako papieskie zgromadzenie odpowiada ono tylko przed Rzymem i nie ma obowiązku pytać o zgodę konferencji biskupów, a Rzym wyraża zadowolenie z działalności EWTN. Poza tym EWTN jest otwarte dla każdego biskupa, który chciałby szerzyć ortodoksyjny katolicyzm, ale to właśnie zarząd CTNA powstrzymuje ich od tego, przedstawiając się jako jedyne oficjalne medium dostępne dla biskupów. Całe spotkanie nie było sukcesem dla EWTN. Stacja matki Angeliki miała jawnych wrogów w konferencji Episkopatu i wszyscy wiedzieli, że to jest tylko kwestia czasu, by starali się oni przejąć EWTN.

Problemy finansowe nękały nie tylko EWTN, ale i CTNA, które było w stanie zmarnować każdą sumę jaką Kościół przeznaczył na media. Patrząc z perspektywy czasu żal, że te działania nie były lepiej skoordynowane. Matka Angelica zrobiłaby wiele dobrego mając te sumy, jakie konferencja Episkopatu przeznaczała na CTNA. Jednak przez cały 1982 rok płacenie miesięcznego abonamentu w wysokości 132 tys. za dostęp do satelity był wielkim ciężarem. Pomagał w miarę możliwości Bill Steltemeier i pomógł także Harry John pożyczając 130 tys. dolarów ze swego osobistego majątku. Jednak w tym czasie dług EWTN wynosił już dwa miliony dolarów.

Co gorsza, Wold Communications domagało się za zerwanie kontraktu kary w wysokości miliona czterystu czterdziestu tysięcy dolarów. EWTN miało pewne prawne podstawy do zerwania kontraktu, ale zapewne nie były one tak mocne, by je uznał jakikolwiek sąd. Ich umowa miała klauzulę mówiącą, że kanał nadający 4-godzinny blok programów EWTN nie może nadawać żadnych programów „tylko dla dorosłych” w innych godzinach. Wold Communications co prawda wywiązało się z tego punktu, ale jeden z sąsiednich kanałów był okupowany przez „EROS”, nadający niemal pornograficzne programy. To stało się pretekstem zerwania umowy, ale nie obroniło to EWTN przed podaniem ich do sądu i potencjalnym widmem bankructwa.

Prawnicy obu stron uzgodnili spotkanie i matka Angelica z dugą siostrą i Billem Steltemeierem jechali taksówką na rozmowę. Nagle matka Angelica zobaczyła kościół i kazała taksówce się zatrzymać. Weszli na krótką modlitwę, a po paru minutach powiedziała ona Steltemeierowi: „Idź. My tu zostaniemy i będziemy rozmawiać z Jezusem. Wszystko będzie OK.” On nie chciał się zgodzić, argumentując, że to z nią, nie z nim chcą się zobaczyć przedstawiciele Wold Communications, ale dyskusja nie miała sensu. Matka Angelica podjęła decyzję. Później Bill wspominał, że był świadkiem cudu. „Przez trzy godziny prowadziłem negocjacje, ale oni domagali się zapłacenia pełnej kary. Nagle zmienili stanowisko, zgodzili się na zmniejszenie kary do 250 tys. dolarów i na dodatek na rozłożenie jej na 30 miesięcznych rat.” Pojechał on po spotkaniu do kościoła, gdzie matka Angelica trwała przed Jezusem w Najświętszym Sakramencie. Opowiedział, co się stało, a ona zwróciwszy się w stronę tabernakulum odpowiedziała tylko: „Jezu, dziękuję. Wiedziałam, że to dla mnie zrobisz”.

W sierpni 1983 roku po raz pierwszy matka Angelica zaczęła prowadzić program na żywo. Ta próbna seria trwała do października tego roku i matka Angelica nie była pewna, czy ją kontynuować. Podczas ostatniego programu nadawanego na żywo zadzwonił do studia młody człowiek, mówiąc, że ma w ręce pistolet i odbierze sobie życie. Miał on wiele problemów i nie widział powodu dla którego miałby dalej żyć. Uspokajające słowa matki Angeliki spowodowały, że rzucił pistolet na ziemię, a słuchający akurat audycji ksiądz rozpoznał głos chłopca i zdążył wyłamać drzwi i odebrać mu broń przed ewentualną kolejną próbą zamachu na swe życie. Ten epizod upewnił matkę Angelikę jak ważne mogą być programy na żywo. Od tego czasu stały się one stałym fragmentem ramówki telewizji EWTN.

W tym też okresie czasu po raz pierwszy matka Angelica zwróciła się na antenie z prośbą o finansową pomoc do widzów. Długo broniła się przed taką formą szukania pieniędzy, ale wyglądało na to, że nie ma innego wyjścia. Mimo, że Harry John pożyczył jej kolejne 120 tys. dolarów, rachunki przychodziły regularnie co miesiąc. Angelica mówiąc o tym, jak jej program polega na Bożej opatrzności dodała, że widzowie są częścią tej opatrzności. Od tego czasu jej słowa: „Ten program dociera do was tylko dzięki wam” i „Nie zapomnijcie o nas między rachunkiem za gaz i za prąd” stały się częstym przypomnieniem faktu, że bez pomocy widzów byłoby niemożliwe prowadzenie takiego przedsięwzięcia.

Harry John nie uzyskawszy kontroli nad programem matki Angeliki postanowił sam zbudować swoje katolickie imperium medialne. Założył organizację nazwaną „Santa Fe Communications” nadającą 24 godziny na dobę katolickie programy. Wykupił studio w Hollywood i studia w Paryżu, Nowym Jorku, San Francisco, El Paso i Steubenville. Wydawał na swą organizację dwa miliony dolarów tygodniowo. Z profesjonalnego i finansowego punktu widzenia jego organizacja przyćmiła wszystko, co matka Angelica, czy konferencja Episkopatu mogła w najśmielszych marzeniach wyprodukować. Oczywiście mając wiele czasu antenowego szukał on zawsze programów, więc zwrócił się także do matki Angeliki o jej audycje. Zgodziła się oczywiście, ale nie za darmo. Sprzedawała mu swe programy po 200 dolarów za minutę. Jedyny przykład w całej historii działalności EWTN, że programy nie były udostępniane darmowo.

W styczniu 1984. roku Harry John był winien matce Angelice tyle, ile ona była winna jemu za wcześniejsze pożyczki. Zgodzono się na obustronne darowanie długów. Jakiś czas jeszcze Santa Fe kupowała programy na żywo matki Angeliki, a pieniądze uzyskane w ten sposób przynajmniej częściowo pozwalały na finansowanie działalności EWTN. Do tego koniecznie było potrzebne nowe, większe studio. To dotychczasowe było zajęte przez program matki Angeliki, a EWTN planowało produkcję innych, nowych programów. Wyznaczono więc na zewnątrz prostokąt o wymiarach 15x22 metry i obwiązano drzewka wstążeczkami oznaczającymi granice przyszłego studia. Gdy parę dni później grupa biskupów odwiedziła EWTN zapytali matkę Angelikę o te wstążeczki na sosnowych drzewkach. „Potrzebujemy nowe studio, a nie mamy pieniędzy. Te wstążeczki mają przypominać Bogu o naszej potrzebie”. –„A nie uważasz, że Bóg wie, czego potrzebujecie?” –zapytali biskupi. –„Oczywiście, że wie, ale nie zaszkodzi Mu czasem przypomnieć”. –odpowiedziała matka Angelica.

Zaintrygowany wstążeczkami dawny przyjaciel matki Angeliki, Jack Leder, podarował pierwsze 50 tys. dolarów. W sierpniu 84. roku para starszych, skromnie wyglądających osób zapytała o te wstążeczki. Matka Angelica opowiedziała im o projekcie, a wzruszona ich ubóstwem przygotowała im kanapki na drogę, gdy wyjeżdżali z kompleksu EWTN. Staruszkowie ci, państwo Bombergers, po powrocie na Florydę zwołali zebranie zarządu filantropijnej fundacji prowadzonej przez siebie i zatwierdzili donację 150 tysięcy dolarów na ukończenie nowego studia. Rycerze Kolumba dołożyli swoje, a grant w wysokości 25 tysięcy zatwierdzony przez arcybiskupa Bostonu Bernarda Law skompletował listę pieniędzy koniecznych do ukończenia projektu nowego studia.

Nie był to jednak koniec finansowych problemów EWTN. Niezapłacone rachunki za transmisję satelitarną groziły utratą licencji, Harry John zajęty swoją superstacją nie był więcej zainteresowany pomocą matce Angelice, a do tego ona sama przechodziła wtedy bardzo trudny okres duchowych rozterek. Zmarła jej matka, która jako jedna z sióstr mieszkała z nimi w klasztorze, a do tego przechodziła ona okres „ciemności duszy”, okres w którym nie odczuwała obecności swego ukochanego Oblubieńca. Ludzie pozostający z nią w bliskim kontakcie nie odczuwali niczego innego w jej zachowaniu, ale udostępnione później jej zapiski ukazują jak trudny był to okres w jej życiu. W końcu wyglądało na to, że jedynym ratunkiem jest zwrócenie się do telewidzów. Alternatywą była utrata tego, co z takim trudem zbudowano do tej pory. Przez sześć wieczorów trwał finansowy maraton. Przybył nawet z Nashville jezuita Mitch Pacwa, który na prośbę jednego z widzów za pięć tysięcy dolarów zaśpiewał polski hymn narodowy. Ojciec Pacwa, syn polskich emigrantów, znający kilkanaście języków łącznie z hebrajskim, aramejskim, greką i arabskim, stał się później stałym członkiem ekipy radia i telewizji EWTN, zastępując matkę Angelikę w prowadzeniu programu na żywo, gdy jej zdrowie nie pozwalało na to dłużej.

Jesienią 1984. roku Santa Fe Communikation ogłosiła bankructwo. Harry John wydawszy sto milionów osobistego majątku nie miał skąd dalej dokładać. Część wyposażenia jego studia odkupiła potem EWTN płacąc drobny ułamek tego, co zapłacił niedawno Harry John. W tym samym czasie Peter Grace Fundation, która pożyczyła EWTN sporą sumę pieniędzy, domagała się zwrotu wraz z odsetkami. W sumie wynosiło to 650 tysięcy dolarów. Jednak i tym razem Bóg okazał się wierny. Wcześniej w tym samym roku żona pewnego adwokata spędziła jakiś czas w Birmingham, odwiedzając EWTN i obiecała matce Angelice, że jak tylko będzie miała jakiś problem, pomoże jej w miarę możliwości. Gdy teraz Angelica przypomniała o obietnicy, otrzymała w zamian czek na 700 tysięcy dolarów umożliwiający spłatę długu w całości.


W październiku 1986. roku wygasła umowa umożliwiająca korzystanie z dotychczasowego satelity i EWTN nie uzyskało możliwości jej przedłużenia. Jedyne alternatywne możliwości to było albo podpisanie umowy z jakimś drugorzędnym satelitą, albo z nowym satelitą Galaxy III, który co prawda także nie miał zbyt wielu odbiorców, ale przynajmniej miał potencjalne możliwości. Jednak Galaxy III nie był zainteresowany w nadawaniu parogodzinnego bloku. Warunkiem przyjęcia EWTN było zobowiązanie z ich strony, że będą produkować program 24 godziny na dobę. Niezależnie jednak od tego, na co się matka Angelica zdecyduje, musiała ona zaczynać od zera. Traciła ona dotychczasowych klientów w postaci sieci kablowej telewizji, a więc traciła także wszystkich swoich telewidzów.

Wszyscy pracownicy EWTN zebrali się i jeden po drugim wypowiedzieli się za przejściem na 24-godzinny format. Doskonale zdawali sobie sprawę, że oznacza to dla nich więcej pracy, a prawdopodobnie także opóźnienia w wypłacie. Jednak było to wyzwanie i wszyscy byli gotowi mu sprostać. Ta przeszkoda nikogo nie zniechęciła, ale dała im zastrzyk energii i chęć zmierzenia się z trudnościami. Podpisano umowę z Galaxy III, a wkrótce potem okazało się, jak sluszna to była decyzja. Satelita został wykupiony przez grupę satelitarnych stacji telewizyjnych łącznie z Nickelodeonem i C-Span i grupa ta wyposażyła siedem tysięcy odbiorców naziemnych w anteny odbierające sygnał z tego satelity. EWTN stał się członkiem elitarnej grupy nadającej przez najpopularniejszego satelitę w Ameryce. Do tego wkrótce Watykan ogłosił, że Ojciec Święty odwiedzi wkrótce Stany Zjednoczone. To jakby sam Bóg mówił matce Angelice: „Zaczynasz od początku? Dobrze, poślę ci tam swojego człowieka, który ci w tych początkach pomoże”. EWTN zaczął się przygotowywać do pełnej relacji z pobytu papieża w USA, ale stresy związane z wydarzeniami ostatnich miesięcy nie pozostały bez wpływu na zdrowie matki Angeliki. Dzień po Bożym Narodzeniu została ona odwieziona do szpitala z bólami serca.

24-godzinny program zaczął się na parę dni przed papieską wizytą w USA, we wrześniu 1987. roku. Zaczynając nadawanie programu non-stop matka Angelica powiedziała: „Tym razem nie wyłączymy nadawania aż do czasu, gdy Gabriel zatrąbi na swej trąbie. A może nawet nadamy to na żywo”. Samą wizytę wspólnie przedstawiali EWTN i telewizja biskupów, CTNA. Matka Angelica zapewniała dostęp do telewizorów, CTNA pokrywał koszty produkcji, dawał kamery i wozy transmisyjne. W studio komentowali wydarzenia matka Angelica i prezydent CTNA, ojciec Bob Bonnot.

Wizyta papieska ukazała, jak bardzo nieposłuszny jest amerykański Kościół. Już pierwszego dnia wyznaczony przez konferencję biskupów ksiądz, witający papieża w imieniu amerykańskich kapłanów, w powitalnym przemówieniu negował sens celibatu księży. Parę dni później, w Los Angeles, odbyło się spotkanie z wybranymi biskupami. Nie było zapewne przypadkiem, że konferencja biskupów wybrała samych liberałów. Oni to właśnie nadawali ton całemu amerykańskiemu episkopatowi.

Pierwszy przemówił kardynał Joseph Bernardin z Chicago przypominając, że Amerykanie kochają wolność i ”niemal instynktownie reagują w negatywny sposób, gdy ktoś im mówi, co muszą robić”. Po nim przemawiał arcybiskup San Francisco, John Quinn: „Nie możemy wypełnić naszej misji przez bezkrytyczne stosowanie rozwiązań z dawnych wieków do problemów, które nie istniały, albo które się zmieniły diametralnie przez stulecia”. Następny był arcybiskup Rembert Weakland. Nikt wtedy tego nie wiedział, ale kilka lat wcześniej arcybiskup zakończył „nieodpowiedni związek” z innym mężczyzną trwający od 1977. roku. Diecezja zapłaciła tamtemu mężczyźnie 450 tys. dolarów za milczenie, a sprawa wyszła na jaw dopiero w 2002. roku. Na spotkaniu z papieżem arcybiskup Weakland powiedział: „Wierni, z powodu swego wykształcenia, statusu społecznego i innych przyczyn nie będą dłużej akceptować nauczania Kościoła na podstawie samego Jego autorytetu. Autorytatywny styl może przynieść wynik przeciwny od zamierzonego i nauczanie Kościoła będzie w większości ignorowane”. Następnie biskup Weakland przedstawił swój punkt widzenia na ordynację kobiet, mówiąc między innymi: „kobiecość nie jest już podległa męskości, ale jest spostrzegana jako równa męskości w formułowaniu pełnego obrazu Boskości”.

Ostatni przemówił zastępca Konferencji Episkopatu, arcybiskup Daniel Pilarczyk. Mówił on o potrzebie wypełniania pustki zostawionej przez brakujące powołania przez laikat. „Zdajemy sobie sprawę, że podporządkowanie się przepisom i regulacjom, jakkolwiek ważne, nie jest w dzisiejszych czasach wystarczające”. Kardynał Francis Stafford obecny na tamtym spotkaniu komentując później wypowiedzi swych braci biskupów powiedział, że było to bezprecedensowe wyzwanie rzucone papieżowi przez amerykański Kościół. Matka Angelica niemal przepraszała na antenie za uwagi niektórych biskupów i nie pozostawiła w swych komentarzach żadnych wątpliwości, co sądzi o takich opiniach na temat roli laikatu i kobiet w Kościele.

Sama wizyta papieska okazała się wielkim sukcesem marketingowym. W ciągu tygodnia liczba odbiorców EWTN zwiększyła się z dziesięciu do ponad dwudziestu milionów domów, a dwanaście nowych systemów telewizji kablowej dołączyło EWTN do swych ramówek. CTNA chciało powtórzyć współpracę jesienią transmitując obrady konferencji episkopatu, ale matka Angelica, widząc co się dzieje, odmówiła. Obsługa jesiennej konferencji była osobna ze strony EWTN, z ich komentarzami, a CTNA miało swój przekaz i swą własną obsługę.

CTNA był w poważnych kłopotach. Coraz więcej katolików protestowało przeciw ich programom, a połowa ze 180 diecezji nigdy nie zaczęła odbierać ich programów. W końcu zaczęto rozważać przystąpienie do VISN, Vision Interfaith Satellite Network. Miał to być w założeniu satelitarny kanał przedstawiający programy ludzi różnych wyznań, od islamu, przez judaizm, protestantyzm po katolicyzm. Dawałoby to dostęp CTNA do satelitarnej telewizji z pominięciem matki Angeliki, a być może spowodowałoby to, że usuwano by EWTN z ramówki tych systemów kablowych, które miałyby ograniczoną ilość kanałów przeznaczonych na religijne programy.

Ponieważ jednak to EWTN był dla większości katolików głosem katolickim w mediach, ojciec Bonnot nie ustawał w próbach umieszczenia programów CTNA w stacji matki Angeliki. Zadzwonił do niej w listopadzie 1987 roku z kolejną propozycją współpracy, ale matka Angelica nie mogła się zgodzić na jego warunki. Przypominając sobie tę rozmowę ojciec Bonnot wspomniał, że matka Angelica upierała się, że to ona będzie decydować ostatecznie, jakie programy zamieści w swej stacji, a jakie nie. On chciał, by przynajmniej każdy biskup miał prawo nieocenzurowanego występowania w TV, ale i na to nie zgadzała się matka Angelica. „Kim ty myślisz, że jesteś, żeby oceniać, który biskup może mówić w TV?” „Tak się zdarzyło, że to ja jestem właścicielem tej stacji telewizyjnej” –odparła. „Dobrze. Ale pamiętaj, nie będziesz tutaj zawsze”. „Prędzej wysadzę to wszystko w powietrze, niż pozwolę, żeby stacja ta wpadła w twoje ręce” –odpaliła matka Angelica, ku wielkiej radości sióstr słuchających dochodzących przez zamknięte drzwi okrzyków swej przeoryszy.

Konferencja biskupów amerykańskich pokazała, jak bardzo są oni podzieleni. Jeden z dokumentów na temat zagrożenia AIDS, napisany przez kardynała Bernardina i trzech innych biskupów, bez zgody innych biskupów dopuszczał między innymi stosowanie prezerwatyw w pewnych sytuacjach. Wkrótce większość biskupów odcięła się od tego dokumentu, uznając go za sprzeczny z nauczaniem Kościoła, ale cała sprawa pokazała, że w Kościele amerykańskim nie dzieje się zbyt dobrze. Matka Angelica zobaczyła wtedy wyraźnie rolę EWTN jako bezpiecznego portu dla przeciętnego katolika. W jej stacji telewizyjnej nie było żadnej tolerancji dla nauki niezgodnej z nauczaniem Magisterium i papieża. „Ja nie chcę być konserwatywna, ani liberalna. Ja chcę być po prostu katolikiem” –mówiła. „Jeżeli to obraża liberałów, trudno. Jak obraża ultrakonserwatystów, także trudno. Jedyne co mnie interesuje, to głosić to, czego naucza Kościół”.

W maju nastąpiło kolejne spotkanie między matką Angeliką a CTNA. Prezydentem CTNA był wtedy kardynał Edmund Szoka. Wspominał później jak twardą negocjatorską była matka Angelica. Zapowiedziała, że sama będzie cenzorem każdego programu jej przedstawionego i odrzuci wszystko, co według niej nie będzie zgodne z nauczaniem Kościoła. Biskup Robert Lynch, generalny sekretarz konferencji episkopatu przypomina sobie taką wymianę zdań między kardynałem Szoką a matką Angeliką: „Więc uważasz, że są dobrzy i źli biskupi?” –zapytał kardynał. „Tak” –odparła Angelica. „Jak mój biskup pomocniczy?” (Bardzo liberalny biskup Gumbleton z Detroit) „Tak, to bardzo dobry przykład. Takich biskupów nie chcę widzieć w mojej stacji telewizyjnej” –odpowiedziała rozpromieniona zakonnica. W końcu nie mając innego wyboru i pod wpływem argumentów kardynała Szoki przeciwnego przystąpieniu do VISN, konferencja biskupów musiała się zgodzić na twarde warunki matki Angeliki. Warunki, które zakładały wyłączność EWTN na nadawanie przedstawionych im programów. Co więcej, nawet tych odrzuconych przez cenzurę matki Angeliki CTNA nie mogło już nikomu innemu przedstawić do emisji. Szoka powiedział później: „Zrobiłem to, by ratować jej stację. Wiedziałem, że VISN może wyprzeć EWTN z wielu rynków. Ale VISN nie gwarantowało katolikom żadnego konkretnego czasu antenowego i całkiem możliwe, że byłby on ograniczony do godziny na dobę.

Być może kardynał Szoka rzeczywiście życzył EWTN jak najlepiej, ale równocześnie namawiał biskupów o zgodę na to, by programy CTNA były nadawane bez kodowania i by każdy operator sieci kablowej mógł je retransmitować tak, jak od dawna robili z EWTN. W końcu doszło do głosowania. Tajnego, tak, że każdy z biskupów nie bojąc się presji współbraci mógł szczerze opowiedzieć się za VISN, albo za EWTN. W ostatniej chwili Phillip Hannan z Nowego Orleanu przedstawił propozycję, by sporne audycje przedstawiać komisji złożonej z pięciu biskupów i jak komisja orzeknie, że są one wolne od doktrynalnych błędów, matka Angelica podporządkuje się ich opinii. Po takim zabezpieczeniu w stosunku głosów 122 do 93 biskupi zgodzili się na dwuletni układ z EWTN.

Jesienią 1988 roku matka Angelica zastanawiała się nad odejściem w stan spoczynku. Miała 65 lat, była schorowana. Jak zwykle przed każdą ważną decyzją spędziła czas przed Najświętszym Sakramentem. Ale jej Oblubieniec powiedział: „Nie”. Nakazał jej zbudować stację radiową nadającą na cały świat na krótkich falach. „Ależ ja nic nie wiem o krótkofalowych nadajnikach” -odparła matka Angelica. „Wiem”- odparł Pan. „Zaczynaj”.


CDN.