Minęło pół roku w nowej pracy i czas na podsumowanie. Zrobiłem to w formie video na YT:
http://www.youtube.com/watch?v=M5hRyrAk8JM
... ale i tu napiszę parę słów.
A zatem parę liczb. Średni zarobek brutto to 1098 dolarów tygodniowo, a za pół roku zarobiłem 27 500. Pracuję średnio po 11 godzin, mam wydajność 119%, dzięki czemu, mimo stawki godzinowej w wysokości $17,65 faktycznie na godzinę zarabiam $20,88. Przejeżdżam średnio 2650 km tygodniowo, więc za rok powinienem przejechać 140 tys km. Zatem, mimo, że to lokalna praca, to nie do końca, trochę mil się tu także nakręci na koła.
Czy zatem jestem zadowolony? Tak, myślę, że tu mogę się zatrzymać na dłużej. Może nawet do emerytury. Jestem w domu niemal każdej nocy, jedynie trzy, czy cztery razy miałem wyjazd taki, że spałem w hotelu, mam nadzieję, że wkrótce, za rok, czy dwa, będę miał wolne niedziele, spróbuję też wybrać taką zmianę, by pracować jedynie cztery dni w tygodniu. To będzie się wiązać z mniejszymi zarobkami, ale po pierwsze moja stawka godzinowa wzrośnie jeszcze o 25%, a po drugie kierowcy pracujący po cztery dni w tygodniu mogą brać dodatkowe dni, jeżeli tylko mają na to ochotę.
W tej chwili pracuję pięć dni w tygodniu, od czwartku do poniedziałku, a moja zmiana zaczyna się o 15. Jednak taka szychta jest mi przydzielona jedynie na pół roku. Co sześć miesięcy kierowcy mogą sobie wybrać inną zmianę, zaczynając od tych, którzy mają najdłuższy staż.
Ja, ponieważ zacząłem niedawno, nie mam zbyt wielkiego wyboru, ale po mnie przyjęto jeszcze kilkunastu kierowców, więc jakiś wybór będzie. Tym bardziej, że tu jest dużo starszych kierowców, w wieku przedemerytalnym i oni sukcesywnie będą na emerytury odchodzić, a ja będę się przesuwał w górę listy. Liczę więc na to, że już za rok uda się wybrać taką zmianę, która pozwoli mi mieć niedziele wolne.
Zobaczymy we wrześniu jak to będzie wyglądało, bo wtedy następne wybieranie szycht, a miesiąc wcześniej, w sierpniu, będę miał pierwszą podwyżkę, bo minie 9 miesięcy mojej pracy. Będzie ich w sumie cztery, po 9, 18, 27 i 36 miesiącach, a zatem po trzech latach pracy kierowca ma już najwyższą stawkę obowiązującą w firmie, która u nas wynosi $21,90 na godzinę. Dodatkowo co roku wszyscy mają jakieś małe podwyżki, wyrównanie inflacyjne, które wynosi ok. 3- 5%. Niby niewiele, ale zawsze coś.
Tak to wygląda w skrócie, a za pół roku zrobimy kolejne podsumowanie. W międzyczasie zapraszam na mój kanał na YouTube.
Wednesday, July 03, 2013
Maluszek - rejestracja i ubezpieczenie.
Samochodzik w końcu dotarł do mnie. Co więcej - nawet zdążył się już zepsuć. Ale cóż, taka już jest jego uroda.
Autko się psuje, ale też naprawy zwykle są proste, więc i mnie się udało pokonać trudności. Szczegóły na moim kanale na YouTube, www.youtube.com/truckerhiob.
Były drobne problemy z rejestracją samochodziku. Trafiłem na urzędniczkę w wydziale komunikacji, która nie tylko miała już z osiemdziesiąt lat, ale do tego była generalnie nastawiona na nie. Wszystko było: "Nie da się, nie można, brakuje dokumentów", itd, itp.
Rzeczywiście brakowało mi jednej rzeczy - inspekcji samochodu przez policjanta, sprawdzającego numery seryjne pojazdu i jakieś inne rzeczy. Taki inspektor musi obejrzeć każdy prywatnie sprowadzany pojazd i nie ma to nic wspólnego z inspekcją techniczną przeglądem samochodu. Na inspektora musiałem czekać tydzień, ale sam przegląd przeszedł bez problemów.
Wróciłem do wydziału komunikacji po tygodniu, mając już komplet dokumentów i tym razem trafiłem na bardzo miłą i pomocną urzędniczkę. Ciągle cały proces zajął niemal dwie godziny, bo ona sama nie bardzo wiedziała jak takie autko zarejestrować, ale starała się jak mogła, by rozwiązać wszystkie trudności. Wykonała kilka telefonów, zeskanowała i przefaksowała wszystkie dokumenty i po dwóch godzinach wyszedłem z nową tablicą i dowodem rejestracyjnym.
Pisałem wcześniej o problemach z ubezpieczeniem OC. Okazało się, że problemy te wyszły nam na zdrowie. Pierwsza firma w ogóle nam odmówiła, druga obiecała, za 150 dolarów miesięcznie, ale po paru dniach wyszły jakieś trudności, więc Grażynka znalazła trzecią, która ubezpieczyła mnie za... 40 dolarów miesięcznie.
To ubezpieczenie jest jednak tylko na mnie, a samochód w Krakowie był zarejestrowany na Victorię. To jednak także udało się rozwiązać w ten sposób, że przy samym okienku kupiłem fiacika od Victorii i został on zarejestrowany na moje nazwisko. Okazuje się więc, że wystarczy odrobina dobrej woli ze strony urzędniczki i można pokonać wszystkie trudności.
Autko się psuje, ale też naprawy zwykle są proste, więc i mnie się udało pokonać trudności. Szczegóły na moim kanale na YouTube, www.youtube.com/truckerhiob.
Były drobne problemy z rejestracją samochodziku. Trafiłem na urzędniczkę w wydziale komunikacji, która nie tylko miała już z osiemdziesiąt lat, ale do tego była generalnie nastawiona na nie. Wszystko było: "Nie da się, nie można, brakuje dokumentów", itd, itp.
Rzeczywiście brakowało mi jednej rzeczy - inspekcji samochodu przez policjanta, sprawdzającego numery seryjne pojazdu i jakieś inne rzeczy. Taki inspektor musi obejrzeć każdy prywatnie sprowadzany pojazd i nie ma to nic wspólnego z inspekcją techniczną przeglądem samochodu. Na inspektora musiałem czekać tydzień, ale sam przegląd przeszedł bez problemów.
Wróciłem do wydziału komunikacji po tygodniu, mając już komplet dokumentów i tym razem trafiłem na bardzo miłą i pomocną urzędniczkę. Ciągle cały proces zajął niemal dwie godziny, bo ona sama nie bardzo wiedziała jak takie autko zarejestrować, ale starała się jak mogła, by rozwiązać wszystkie trudności. Wykonała kilka telefonów, zeskanowała i przefaksowała wszystkie dokumenty i po dwóch godzinach wyszedłem z nową tablicą i dowodem rejestracyjnym.
Pisałem wcześniej o problemach z ubezpieczeniem OC. Okazało się, że problemy te wyszły nam na zdrowie. Pierwsza firma w ogóle nam odmówiła, druga obiecała, za 150 dolarów miesięcznie, ale po paru dniach wyszły jakieś trudności, więc Grażynka znalazła trzecią, która ubezpieczyła mnie za... 40 dolarów miesięcznie.
To ubezpieczenie jest jednak tylko na mnie, a samochód w Krakowie był zarejestrowany na Victorię. To jednak także udało się rozwiązać w ten sposób, że przy samym okienku kupiłem fiacika od Victorii i został on zarejestrowany na moje nazwisko. Okazuje się więc, że wystarczy odrobina dobrej woli ze strony urzędniczki i można pokonać wszystkie trudności.
Wednesday, June 12, 2013
W życiu nic nie jest proste...
I zaczęły się problemy...
Samochód już jest w Charleston, przeszedł przez kontrolę celną, zapłaciłem cło, całe 17 dolarów i dzisiaj miał go ktoś przywieźć do Charlotte. Niestety nie był w stanie załadować autka na naczepę, bo przy rozstawie kół wynoszącym 114 cm autko wpada do dziury między pomostami, czy też rampami, na których się auta przewozi.
Myślałem więc, że wrócę do planu "B", czyli pojadę sam po niego, ale by to zrobić potrzebuję ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej i tu wyskoczył kolejny problem. Firma, w której ubezpieczamy wszystkie nasze auta, Allstate, nie jest w stanie ubezpieczyć fiacika, bo nie ma takiego pojazdu w ich bazie danych i komputer "nie przyjmuje" takiego pojazdu.
Znalazłem inną firmę, Progressive, która ubezpiecza auta pochodzące "z szarej strefy" ("grey import vehicle"), ale i oni natrafili na problem polegający na tym, że nie znaleźli w swych danych takiego pojazdu. Muszą więc wysłać zapytanie o specjalny kod do wydziału komunikacji mojego stanu, a gdy dostaną odpowiedź, to po paru dniach będą w stanie ubezpieczyć ten pojazd.
Jest więc nadzieja, że koło niedzieli będę miał ubezpieczenie, jeśli nie wyskoczy coś niespodziewanego, ale to znaczy, że do tej pory nie będę mógł tym samochodem jeździć. Chyba, że uda mi się wykupić w Polsce ubezpieczenie, albo sprawdzić, czy to, które mamy, obowiązuje na terenie USA.
Tak czy inaczej jestem bardzo rozczarowany, bo już byłem pewien, że dziś wieczorem odbędzie się pierwsza próbna jazda, a tymczasem na razie kicha.
Trzeba się uzbroić w cierpliwość i pogodzić się z faktem, że być może
dopiero w następny wtorek pojadę sam odebrać ten samochód.
Samochód już jest w Charleston, przeszedł przez kontrolę celną, zapłaciłem cło, całe 17 dolarów i dzisiaj miał go ktoś przywieźć do Charlotte. Niestety nie był w stanie załadować autka na naczepę, bo przy rozstawie kół wynoszącym 114 cm autko wpada do dziury między pomostami, czy też rampami, na których się auta przewozi.
Myślałem więc, że wrócę do planu "B", czyli pojadę sam po niego, ale by to zrobić potrzebuję ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej i tu wyskoczył kolejny problem. Firma, w której ubezpieczamy wszystkie nasze auta, Allstate, nie jest w stanie ubezpieczyć fiacika, bo nie ma takiego pojazdu w ich bazie danych i komputer "nie przyjmuje" takiego pojazdu.
Znalazłem inną firmę, Progressive, która ubezpiecza auta pochodzące "z szarej strefy" ("grey import vehicle"), ale i oni natrafili na problem polegający na tym, że nie znaleźli w swych danych takiego pojazdu. Muszą więc wysłać zapytanie o specjalny kod do wydziału komunikacji mojego stanu, a gdy dostaną odpowiedź, to po paru dniach będą w stanie ubezpieczyć ten pojazd.
Jest więc nadzieja, że koło niedzieli będę miał ubezpieczenie, jeśli nie wyskoczy coś niespodziewanego, ale to znaczy, że do tej pory nie będę mógł tym samochodem jeździć. Chyba, że uda mi się wykupić w Polsce ubezpieczenie, albo sprawdzić, czy to, które mamy, obowiązuje na terenie USA.
Tak czy inaczej jestem bardzo rozczarowany, bo już byłem pewien, że dziś wieczorem odbędzie się pierwsza próbna jazda, a tymczasem na razie kicha.
Monday, June 03, 2013
Georgia Higway już w Ameryce.
Jak wiecie, kupiłem małego Fiata, który płynie do Stanów, albo raczej już tu jest - statek MS Georgia Highway wpłynął już do portu w Baltimore. Za parę dni będzie w Charleston, a w połowie miesiąca samochód powinien być u mnie w Charlotte. Na pewno będą wtedy jakieś fotki i film na youtube.
Sunday, March 17, 2013
Nowa zmiana
W mojej nowej firmie każdy z kierowców ma "indywidualną szychtę", własny rozkład godzin pracy. Niektórzy pracują cztery dni w tygodniu, inni pięć - i każdy może w swoje wolne dni, w miarę zapotrzebowania, przyjść dodatkowo do pracy. Niektórzy mają wolne weekendy, inni pracują w niedziele i są też tacy, którzy jeżdżą na dłuższe, dwudniowe trasy, spędzając noc w hotelu.
To, jaką będziemy mieli zmianę decydujemy sami, według starszeństwa. Kierowca pracujący najdłużej w firmie wybiera pierwszy, a ten, który został przyjęty do pracy na końcu - bierze to, co zostało. Proces taki powtarza się co sześć miesięcy.
Gdy się tu zatrudniłem, nie miałem wyboru - otrzymałem pięciodniową, popołudniową zmianę. Zaczynałem o 15 i pracowałem od wtorku do soboty. Zmiana była bardzo dobra, bo były wolne niedziele, ale się skończyła i od ostatnich "wyborów" już jej nie mam.
Gdy ja mogłem wybierać, nie było już nic z wolnymi niedzielami. Miałem tylko pięć możliwości - cztery z nich to były czterodniowe tygodnie pracy, a tylko jedna była pięciodniowa, podobna do mojej dotychczasowej, praca od 15, z wolnymi wtorkiem i środą. Zdecydowałem się więc na tę zmianę.
Co prawda kusiło mnie, by wziąć czterodniową szychtę, bo fajnie jest mieć trzydniowy weekend, nawet, gdy wypada on w środku tygodnia, ale przynajmniej na razie nie bardzo mnie na to stać. Zaczynam od stosunkowo niewysokiej stawki i potrzebuję tych pięciu dni pracy. Gdy po trzech latach moja stawka dojdzie do maksymalnej wartości, czyli zamiast 17,30 za godzinę będę zarabiał 22 dolary, to wtedy będę sobie mógł odpuścić piąty dzień pracy.
Ja teraz mam płacone średnio za 12,5 godziny dziennie. Faktycznie pracuję mniej, ale dla naszej kalkulacji nie ma to tutaj znaczenia. Zatem mój tygodniowy zarobek brutto to około 1100 dolarów. Gdy będę miał stawkę 22 na godzinę i będę pracował cztery dni w tygodniu, zarobię praktycznie tyle samo. Inna sprawa, czy wtedy nie będę chciał zarabiać więcej, ale na razie przynajmniej myślę, że wtedy będę mógł śmiało odpuścić sobie ten piąty dzień pracy.
To, jaką będziemy mieli zmianę decydujemy sami, według starszeństwa. Kierowca pracujący najdłużej w firmie wybiera pierwszy, a ten, który został przyjęty do pracy na końcu - bierze to, co zostało. Proces taki powtarza się co sześć miesięcy.
Gdy się tu zatrudniłem, nie miałem wyboru - otrzymałem pięciodniową, popołudniową zmianę. Zaczynałem o 15 i pracowałem od wtorku do soboty. Zmiana była bardzo dobra, bo były wolne niedziele, ale się skończyła i od ostatnich "wyborów" już jej nie mam.
Gdy ja mogłem wybierać, nie było już nic z wolnymi niedzielami. Miałem tylko pięć możliwości - cztery z nich to były czterodniowe tygodnie pracy, a tylko jedna była pięciodniowa, podobna do mojej dotychczasowej, praca od 15, z wolnymi wtorkiem i środą. Zdecydowałem się więc na tę zmianę.
Co prawda kusiło mnie, by wziąć czterodniową szychtę, bo fajnie jest mieć trzydniowy weekend, nawet, gdy wypada on w środku tygodnia, ale przynajmniej na razie nie bardzo mnie na to stać. Zaczynam od stosunkowo niewysokiej stawki i potrzebuję tych pięciu dni pracy. Gdy po trzech latach moja stawka dojdzie do maksymalnej wartości, czyli zamiast 17,30 za godzinę będę zarabiał 22 dolary, to wtedy będę sobie mógł odpuścić piąty dzień pracy.
Ja teraz mam płacone średnio za 12,5 godziny dziennie. Faktycznie pracuję mniej, ale dla naszej kalkulacji nie ma to tutaj znaczenia. Zatem mój tygodniowy zarobek brutto to około 1100 dolarów. Gdy będę miał stawkę 22 na godzinę i będę pracował cztery dni w tygodniu, zarobię praktycznie tyle samo. Inna sprawa, czy wtedy nie będę chciał zarabiać więcej, ale na razie przynajmniej myślę, że wtedy będę mógł śmiało odpuścić sobie ten piąty dzień pracy.
Subscribe to:
Posts (Atom)