Sunday, April 22, 2007

Polska parafia w Tacoma, Washington. "Piotrze, paś baranki moje".

Dzisiaj dojechałem do Tacoma w stanie Washington. Z trudem znalazłem miejsce do zaparkowania ciężarówki i z nadzieją, że gdzieś niedaleko będzie jakiś katolicki kościół zacząłem szukać w Internecie. Okazało się, że nie tylko najbliższy kościół jest stosunkowo niedaleko, dwie mile, czyli trochę ponad trzy kilometry, ale akurat jest to polska parafia pod wezwaniem Piotra i Pawła. Ucieszyło mnie to, bo polska msza zawsze jest jakaś „inna”. Polscy księża zazwyczaj są wierni tradycji i nie mają skłonności do eksperymentowania. A ja, ponieważ wiele podróżuję, widziałem już różne rzeczy. Choćby kościoły bez klęczników i bez Tabernakulum. Co prawda żaden przepis nie wymaga, żeby w kościele były klęczniki i w Polsce nie raz klęczało się podczas mszy na podłodze, w topniejącym śniegu i błocie, czasem symbolicznie podkładając pod kolano chusteczkę do nosa. Ale Amerykanie są inni. Jak nie ma klęcznika, to się nie klęka. Widać to często w tutejszych kościołach, gdzie zazwyczaj wszyscy siedzą na mszy, ale gdy jest parę osób, dla których zabrakło miejsca w ławkach, najczęściej podczas całej mszy pozostają oni w pozycji stojącej.

Proboszcz w parafii Piotra i Pawła w Tacoma, Washington jest jednak „tradycjonalistą”. W dobrym znaczeniu tego słowa. Nie tylko Pan Jezus jest na środku, w centralnym miejscu ołtarza, ale samo przyjmowanie Pana Jezusa odbywało się tradycyjnie: Do ust, pod jedną postacią i bez „nadzwyczajnych szafarzy Eucharystii” którzy wcale nadzwyczajni w USA nie są. W naszej parafii w Charlotte na każdej mszy jest ich kilkudziesięciu.

Oczywiście co innego, gdy na mszy jest setka osób, co innego, gdy jest ich tysiąc, czy dwa. Wtedy rzeczywiście rozdawanie Eucharystii trwałoby godzinę. Ale może rozwiązaniem nie jest tu mnożenie nadzwyczajnych szafarzy, ale modlitwy o więcej powołań kapłańskich? Parafie nie powinny liczyć po 20 tysięcy osób, jak ma nasza parafia w Charlotte. Ale gdy brakuje kapłanów, to nie ma innego wyjścia, niż tworzenie takich gigantów.

Spodobało mi się też, że ksiądz poruszył dziś tematy, o których w amerykańskich parafiach nie słychać zbyt często. Konkretnie mówił on o tym, że homoseksualizm jest grzechem, że małżeństwo może być zawarte tylko między kobietą i mężczyzną i o tym, że to Jezus wybrał tak, że tylko mężczyźni są kapłanami i nawet sam papież nie ma autorytetu do zmiany tego, co Jezus ustalił. Papież może tylko wiernie strzec i przekazywać nam depozyt wiary otrzymany od Pana Jezusa i apostołów. A oto kilka zdjęć z kościoła Świętych Piotra i Pawła w Tacoma:






Sama Ewangelia była dzisiaj o spotkaniu zmartwychwstałego Jezusa z Piotrem i innymi apostołami. I o tym, jak po trzykrotnym zaparciu się przez Piotra Jezus trzykrotnie pyta go teraz, czy on Go kocha. Jest tam piękna gra słów, bo Jezus używa różnych słów i nawet w tłumaczeniu widzimy to także. Ale by to głębiej zrozumieć, zapraszam do tekstu, który napisałem przed dwoma laty. Ponieważ jednak nie każdy czyta stare teksty, zacytuję tu jego fragment:

„Po chwili, na brzegu, następuje niezwykle ważna rozmowa Jezusa z Piotrem. Jan, naoczny świadek tej sceny, przekazuje nam ją w najdrobniejszych szczegółach. Przede wszystkim zauważa, że były tam ”żarzące się na ziemi węgle”. Jest to o tyle istotne, że to samo słowo, po grecku „anthrakia”, oznaczające płonące węgle jest użyte także w tym wersecie: A ponieważ było zimno, strażnicy i słudzy rozpaliwszy ognisko stali przy nim i grzali się. Wśród nich stał także Piotr i grzał się. (J 18,18) To oczywiście scena z dziedzińca arcykapłana.

Jan w swojej Ewangelii bez przerwy daje nam takie małe prezenciki. Czasem giną one w tłumaczeniu, a szkoda, bo są bardzo istotne. Tutaj też ten szczegół o żarzących się węglach ma nam powiązać te dwie sceny: Trzykrotne zaparcie się Jezusa przez Piotra i trzykrotne zapytanie Piotra przez Jezusa. Także i w tych pytaniach każde słowo jest bardzo ważne.

Zobaczmy więc jak wyglądała ta rozmowa Jezusa z Piotrem przy żarzących się węglach:


A gdy spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci? Odpowiedział Mu: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego: Paś baranki moje. I znowu, po raz drugi, powiedział do niego: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie? Odparł Mu: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego: Paś owce moje. Powiedział mu po raz trzeci: Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie? Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: Czy kochasz Mnie? I rzekł do Niego: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego Jezus: Paś owce moje.
(J 21,15-17)

Każdy z nas widzi tu łatwo symbolikę potrójnego pytania, „odwrócenie” potrójnego zaparcia się przez Piotra. Ale istotne są też słowa, użyte przez Jezusa i Piotra. W greckim języku są co najmniej cztery słowa, które tłumaczymy zazwyczaj jako „kochać”. Eros, fileo, storge i agape. W uproszczeniu, pierwszy rodzaj miłości, eros, to miłość miedzy mężem a żoną. Fileo to miłość między przyjaciółmi, przyjaźń. Storge to miłość rodzinna, ale bez zabarwienia seksualnego, miłość rodziców do dzieci, czy rodzeństwa między sobą. A agape, najpiękniejsza ze wszystkich rodzajów miłości to ta, jakiej definicję dał święty Paweł w 1. Liście do Koryntian, rozdział 13. Przypatrzmy się, jakich słów używają Jezus i Piotr:

Tłumacze Tysiąclatki użyli słowa „miłować” w dwu pierwszych pytaniach Jezusa, słowa „kochać” w trzecim. Piotr zawsze odpowiadał „kocham”. W oryginale Jezus zapytał dwukrotnie Piotra, czy ten Go „agape”. Czy Piotr kocha Go tą niezwykłą, nadludzką miłością. Miłością gotową na wszystko. I Piotr odpowiada: Tak, wiesz, Panie, że Cię kocham, ale kocham Cię jak przyjaciela, kocham Cię tylko miłością „fileo”.

Trzeci raz Pan więc zapytał: Czy kochasz mnie tak, jak brata? Zasmuciły te słowa Piotra. Ale nie zasmuciły go dlatego, że tym razem Jezus zmienił używany czasownik. Smutek Piotra wynikł z tego, że trzeci raz usłyszał pytanie. Przypomniał sobie, że tak niedawno trzykrotnie wyparł się swego Pana.

Długo nie mogłem zrozumieć tego fragmentu Biblii. Czemu Piotr tak odpowiedział, gdy Jezus wręcz podpowiadał mu „prawidłową” odpowiedź w pytaniu? Aż wreszcie któregoś dnia dotarło do mnie: Piotr wreszcie zrozumiał!

On, który był gotowy na chodzenie po wodzie, który odciął ucho żołnierzowi w obronie Pana, który zawsze był pierwszy, najgłośniejszy i najpewniejszy siebie, stał się po tym, co uczynił na dziedzińcu arcykapłana innym człowiekiem.

Tutaj Piotr jest skromny, wręcz pokorny. Jest to zupełnie odmieniony człowiek. I dlatego Jezus może mu powiedzieć:
Paś owce moje. Przemiana która nastąpiła w Piotrze umożliwiła Jezusowi na zbudowaniu swego Kościoła na takiej Skale. Bo moc tej Skały nie wynika z siły Piotra, ale z jego uległości i wierności nauce Jezusa. Gdy przyglądam się Benedyktowi XVI widzę właśnie takiego Pasterza. On też odpowiedziałby Jezusowi: Panie, Ty wiesz, że ja jestem tylko człowiekiem. Ja potrafię tylko kochać miłością „fileo”, ale wiem, że Ty mi dasz dość łask i dość siły, abym mógł paść Twoje baranki.

Rozmowa ta i późniejsze wniebowstąpienie Jezusa nie pozbawiło apostołów obaw. Ale mieli już także nadzieję. Już zgromadzili się razem i trwali na modlitwie. A gdy w dniu Pięćdziesiątnicy po zstąpieniu na nich Ducha Świętego zrozumieli nagle wszystko, Piotr zaczął odważnie głosić tysiącom ludzi, z wszystkich stron świata, Prawdę o Mesjaszu i Jego Królestwie. Powstał Kościół – ta cudna Oblubienica Pańska i nieprzerwanie trwa do dzisiaj, głosząc wiernie naukę Jezusa. I będzie ją głosił aż do końca, bo
bramy piekielne go nie przemogą. (Mt 16,18)"

No comments:

Post a Comment