Kiedy byłem małym chłopcem (no, może średnim), bardzo lubiłem słuchać bluesów Tadeusza Nalepy. W jednej ze swych piosenek śpiewał on: Kiedy byłem, kiedy byłem małym chłopcem, hej, Wziął mnie ojciec, wziął mnie ojciec i tak do mnie rzekł: Najważniejsze co się czuje, Słuchaj zawsze głosu serca, hej! Kiedy byłem, kiedy byłem dużym chłopcem, hej, Wziął mnie ojciec, wziął mnie ojciec i tak do mnie rzekł: Głosem serca się nie kieruj, Tylko forsa ważna w życiu jest! Wicher wieje, wicher słabe drzewa łamie, hej, Wicher wieje, wicher silne drzewa głaszcze, hej, Najważniejsze to być silnym, Wicher silne drzewa głaszcze, hej!Oczywiście Nalepa chciał tu odegrać rolę cynika, ale wszyscy wiedzieliśmy przecież, że to tylko poza. Że tak naprawdę lepiej jest kierować się sercem. Lepiej w moralnym znaczeniu tego słowa. Człowiek uczciwy, dobry chrześcijanin, dobry humanista, człowiek „dobry” kieruje się sercem. Ludzie źli, obojętni na krzywdę innych, interesowni kierują się wyrachowaniem i zimną kalkulacją.Niedawno w księdze gości przyjaciel, którego poznałem na jakimś forum i zaprosiłem na moją stronę, wpisał takie słowa: "Witam.
co do zdjęć tych dzieci. uważam że nie sa to jeszcze dzieci, bo gdzieś czytałem że dziecko jako człowiek w łonie matki jest około 4,5,6 miesięcy a te zdjęcia nie sa z tego okresu ciąży więc są to embriony ( chyba ze myle pojęcia ) albo zarodek który nie jest jeszcze człowiekiem. a i nie każdy zarodek przybiera od razu rozpoznawalną postać człowieka , a te zdjęcia są wybrane z pośród kilku tysięcy innych. i dlatego nie uważam ze to są dzieci, za martwe dzieci uważam te porzucone na śmietnikach lub urodzone i zabite zaraz. jestes religijny i napewno nie zgodzisz sie z tym co pisze ale trzeba też podejść obiektywnie do tego."
Podpisano: Dr. West.
Właśnie. Jak to jest z tymi nienarodzonymi dziećmi? Jasne, że nikt z nas nie jest za zabijaniem dzieci, ale przecież środki wczesnoporonne nie zabijają dzieci, ale embriony, czy zarodki, czy jak kto chce, niech to sam nazwie, prawda? A ja jestem nieuczciwy, zamieszczając link do zdjęć ukazujących skutki aborcji dzieci (zarodków?) w dwudziestym tygodniu ciąży.Czy tak jest rzeczywiście? Spróbujmy tu pomyśleć logicznie. Prawo cywilne mówiące o ochronie zwierząt, karze nie tylko za zabicie dorosłego osobnika, ale i nienarodzonego. Ustawa chroniąca w prawie amerykańskim orła, który jest symbolem tego kraju, karze tak samo za zabicie dorosłego ptaka, jak i za zniszczenie jajka. Logiczne, bo skoro mamy chronić jakiś gatunek zwierząt, to musimy je chronić na każdym etapie jego rozwoju. Gdybyśmy zniszczyli wszystkie orle jajka, to nic by nam nie dało najlepsze nawet prawo chroniące dorosłe osobniki. Żaden z nich by się bowiem nie wykluł. Oczywiście, że dopiero co zapłodniona komórka nie wygląda jak dziecko. Oczywiście, że patrząc na nią nie mamy żadnych emocji. Jeżeli już jakieś, to obrzydzenie. Nie każdy może patrzeć na takie „flaki” i „bebechy”. Nie każdy uważa biologię za pasjonujący temat. Ale tu nie chodzi o to, co czujemy, ale o to, czym taka komórka jest. Gdy policja przychodzi na miejsce zbrodni, szuka śladów. Zbiera z ubrania ofiary włosy, próbki zabrudzeń itd. Gdy są one pochodzenia organicznego, bada ich DNA. W ten sposób można z całą pewnością określić, czy ta krwawa plamka to krew napastnika, czy krew z przygotowanego kurczaka z poprzedniej niedzieli. Czy to włos napastnika, czy psa, z którym ofiara bawiła się wczoraj. DNA jednoznacznie określa nam gatunek osobnika.Komórka ludzka od poczęcia ma ludzkie DNA. Nie jest niczym innym, niż człowiek. Oczywiście, że w rozwoju człowieka dzielimy nasze życie na różne okresy. To fakt, że jesteśmy w pewnym okresie embrionami. Jesteśmy też dziećmi, młodzieńcami, ludźmi dorosłymi i starcami. I co z tego wynika? Czy dlatego, że embrion nie wygląda jak młodzieniec, to znaczy, że mamy prawo decydować o jego życiu? Czy dlatego, że nie odczuwa bólu, że nie płacze, że nie ma jeszcze rozwiniętego systemu nerwowego, to jego życie jest mniej wartościowe? Jak więc określamy wartość ludzkiego życia? Utylitaryzm, jeden z poglądów filozoficznych wyznawanych przez Spartan i nazistów, uczy, że wszystko jest moralne, co w wyniku przynosi więcej dobrego niż złego. A ponieważ sami utylitaryści (czy utylitarianie) decydują, co jest dobrem, a co złem, mogą sami układać sobie kodeksy moralne. Dla Spartan kalekie dziecko nie miało wartości, więc moralne było jego zabicie. Dla nazistów Żydzi, Cyganie, Słowianie nie mieli żadnej wartości. No, może wartość zwierząt roboczych i naturalnego surowca. Można ich było zaprząc do roboty, zanim się ich zabiło, a po zabiciu przerobić na mydło. Ale nasza cywilizacja, chrześcijańska cywilizacja nauczyła nas czegoś innego.Bóg stał się człowiekiem, by być jednym z nas, ale przez to myśmy się stali Jego braćmi. Abyśmy z Synem mogli mówić „Abba”, „Ojcze” Bogu Ojcu. Byśmy mogli powtórzyć za świętym Janem: „Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy.” (1 J 3,1a). Ale przez ten czyn życie ludzkie nabrało niesamowitej wartości. Bóg nie został aniołem, nie został Serafinem, Cherubem, nie został lwem, smokiem, drzewem, słońcem ani żyrafą, ale został człowiekiem. Pokazał nam, że to życie człowieka warte było tyle, że On postanowił je zbawić. Dlatego nie mamy prawa nikogo tego życia pozbawiać. Nawet tej osoby, która na razie jest tylko jedną komórką. Biblia pokazuje nam piękną scenę, gdy Maryja z nienarodzonym Jezusem odwiedza swą krewną, Elżbietę, która także jest dopiero w ciąży, a ta mówi: Wydała ona okrzyk i powiedziała: Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. (Łk 1,42-44) Ani Jezus, ani Jan jeszcze się nie narodzili, ale Biblia wyraźnie mówi o nich jako o osobach: O naszym Panu i o dzieciątku. I o ile wiemy, że Jan miał już ponad trzy miesiące od poczęcia, to Jezus najprawdopodobniej był tylko „embrionem”, czy „zarodkiem”. Ciągle był naszym Panem, Bogiem, stwórcą całego wszechświata.Ale ponieważ jednak ludzie jednak kierują się uczuciami bardziej, niż logiką, dlatego też link do zabitych, nienarodzonych dzieci pokazuje właśnie to: Nienarodzone dzieci. Dzieci, które już mają rączki, nóżki, które cierpiały, gdy je zabijano, odczuwały niesamowity ból. Chcę je pokazać, by zaszokować. By przez odczucia zmusić do myślenia. By wyrwać niektórych z ich stanu błogiej ignorancji, w którym to stanie zaprzeczają niezaprzeczalnym faktom: Nienarodzone dziecko, nie narodzony embrion i nienarodzona, zapłodniona ludzka komórka jest CZŁOWIEKIEM. Nie dlatego więc Kościół, i nie tylko Kościół, broni każdego życia, że dzieci są śliczne, wzruszające, pachnące i słodkie. Nie na tym polega tego życia wartość. Wartość dziecka kalekiego, chorego, przykutego do wózka, nienarodzonego, wartość człowieka starego, ubogiego, mądrego, wpływowego, wartość każdego człowieka wynika z czegoś zupełnie innego. Jak wszyscy odwiedzający tę stronkę już pewnie wiedzą, moja córeczka urodziła się w 24. tygodniu ciąży. Była mniejsza, niż niektóre z tych zabitych dzieci, do których jest link na mojej stronie. Nikt mi nie powie, że nie była ona człowiekiem. Nikt mi też nie powie, że jest jakakolwiek różnica między dzieckiem, które jest jeszcze pod sercem u mamy, a dzieckiem, które się już urodziło. Nikt i też nie powie, że człowiekiem jest się od dwudziestego, czy dziesiątego, czy czterdziestego tygodnia od poczęcia. Tym człowiekiem bowiem albo się jest od początku, albo nie jest się nim nigdy. A nawet, gdyby tak miało być, że człowiekiem się stajemy w którymś dniu po poczęciu, to gdy nie wiemy z całą pewnością kiedy się to staje, jakie mamy prawo podejmować ryzyko? Czy, gdy firma budowlana ma wysadzić stary drapacz chmur i nie jest pewna, czy wszyscy go opuścili, na wszelki wypadek odpala dynamit? Czy, gdy jesteśmy na polowaniu i usłyszymy głosy i trzask gałęzi, ale nie jesteśmy pewni, czy to nasi towarzysze, czy dzika zwierzyna, pociągamy za cyngiel? W każdej z takich sytuacji wolimy być zbyt ostrożni, by nie zranić, czy nie zabić przypadkowo innego człowieka. W każdej, z wyjątkiem aborcji. Rozumiem, że Dr. West nie jest człowiekiem wierzącym, skoro napisał pod moim adresem: „jesteś religijny i na pewno nie zgodzisz się z tym co piszę”, ale mówi on też, że: „trzeba też podejść obiektywnie do tego”. A ja niczego innego tutaj nie robię. Bowiem skoro obiektywnie życie ludzkie ma obiektywnie jakąkolwiek wartość, to ma ją zawsze. Niezależnie od tego, czy to życie embriona, czy dziecka, czy laureata Nobla, czy kaleki, czy Murzyna, czy Żyda, czy mnie i Ciebie. Jedyną alternatywą jest tutaj utylitaryzm, hedonizm, relatywizm i indyferentyzm. Jeżeli jednak tak ma być, to żaden z nas nie powinien się czuć bezpiecznie. Jeżeli nie możemy obronić życia najsłabszych z nas, to jest to tylko kwestia czasu, kiedy z katów sami staniemy się ofiarami.
Wiele się ostatnio mówi o Arcybiskupie Stanisławie Wielgusie. Nie będę tu dodawał swoich uwag i spekulacji na temat tego, czy był on informatorem bezpieki, czy nie, bo nie znam żadnych faktów związanych z życiem księdza biskupa. Chciałem jednak napisać o czymś innym. O zupełnym zidioceniu ludzi, którzy mają poważne problemy z jakimkolwiek logicznym myśleniem.
Jest rzeczą bezsporną, że władza w PRL-u skaperowała wielu agentów, informatorów i współpracowników. Ale co tu jest przyczyną, a co skutkiem takiej sytuacji? Kto jest tu promotorem, kto ofiarą? Kto czerpał z tego pieniądze, kto był zaszczuty i zmuszony do współpracy? Czemu oburza nas fakt, że ktoś był agentem, a nie oburza nas to, że ktoś tego agenta skaperował?
Każdy człowiek, który był ze swego wyboru częścią kierownictwa, czy aparatu bezpieczeństwa tego nieludzkiego systemu jest po stokroć gorszą kanalią, niż jakikolwiek informator zmuszony do współpracy. Łatwo nam teraz oceniać ludzi, którzy mają jakiekolwiek teczki, podpisali jakikolwiek dokument, jak my nie byliśmy w takiej sytuacji. Nie dało się dostać paszportu bez rozmowy z oficerem SB, nie dało się go zwrócić bez tej rozmowy. A zwrócić trzeba było zaraz po przyjeździe. A wyjazdy księży były potrzebne. Oni informowali Zachód o sytuacji w Polsce, oni uczyli się tam, jak powinien wyglądać świat i wolny Kościół, ich poznawali tam inni księża i biskupi. To dzięki studiom we Włoszech, dzięki zaangażowaniu na Soborze, dzięki kontaktom z innymi księżmi i biskupami Karol Wojtyła mógł zostać następcą Świętego Piotra. Takich wyjazdów potrzebował także abp. Stanisław Wielgus.
Dzisiaj mamy w Polsce taką sytuację, że ci, którzy pisali notatki ze spotkań z informatorami, którzy żyli sobie jak u Pana Boga za piecem współpracując z reżimem, dalej żyją lepiej, niż inni emeryci, a ci, których w jakiś sposób zamieszano w współpracę z nimi, muszą się tłumaczyć. Co potwierdza tylko, że ta współpraca była niemoralna, ale też jeżeli współpraca jest niemoralna, to ten, z którym współpracujemy, nie jest gorszy od tego, którego on do współpracy zmusił? Czy gorszy jest szatan, czy grzesznik, który uległ szatanowi? Często nie wiedząc nawet o tym?
Kościół nas uczy, że aby jakiś grzech był śmiertelny, muszą zostać spełnione trzy warunki: Musi dotyczyć ważnej obiektywnie sprawy, czegoś istotnego, czegoś, co może mieć wpływ na nasze zbawienie. Musi być popełniony świadomie. Musi też być popełniony przez kogoś, kto wie, że popełnia grzech. Jeżeli jakikolwiek z tych warunków nie jest dopełniony, nie możemy mówić o śmiertelnym grzechu. Jednak w sytuacjach kontaktów oficer bezpieki-jego ofiara, to właśnie oficer spełnia te trzy warunki. Wiedzieli oni dobrze, że ich działalność powoduje łamanie ludzkich losów, więzienie niewinnych ludzi. Robili to świadomie, za pieniądze, dla własnych korzyści. Ofiary często nawet nie zdawały sobie sprawy, że rozmawiając chwilę przy odbiorze paszportu stają się „informatorami bezpieki”. Teraz to na tych ostatnich rozpętano nagonkę, ci pierwsi muszą się pokładać ze śmiechu.
Ojciec mojego kolegi z liceum, przez wiele lat więcej zarabiał na handlu własnymi samochodami, niż mógł zarobić oficjalnej pensji. Corocznie dostawał przydział na nową Skodę i po roku sprzedawał ją za cenę równą 150% tego, co zapłacił za nową. To jeden z przykładów przywilejów, jakie mieli ludzie związani z władzą. Wielu z nich do dziś odcina kupony od zysków z tamtych lat, a ich ofiary są napadane.
To, że Kwaśniewski jest uważany przez 60% Polaków za wspaniałego prezydenta powoduje u mnie odruch wymiotny. Jestem chory, jak czytam podobne statystyki. Równocześnie Kaczyński ma kilkanaście procent pozytywnych głosów. Nie chcę tu pisać felietonów politycznych, ale jakaś sprawiedliwość się tym ludziom należy. To Kwaśniewski i jego koledzy byli tymi, którzy tworzyli system komunistyczny. To on był ministrem w tym rządzie, który łamał ludzi, zmuszał do podpisywania świstków, które teraz straszą ludzi przez całe lata. To tacy jak Kwaśniewski, Miller, Jaruzelski i cała reszta tej bandy robili wszystko, by nie dopuścić do niepodległości Polski, bo w tamtym układzie im było dobrze. Dla nich tam był raj.
Oni, wyjeżdżając, nie musieli nic podpisywać, bo oni nie prosili o swoje paszporty. Oni byli tymi, którzy je dawali innym. Oni byli źródłem zła, nie jego ofiarami. Oni nie pisali notatek z pobytu za granicą, oni te notatki czytali. Oni prowadzili politykę taką, by przypadkiem nie dopuścić do wolności, wyborów, niezależności Kościoła itd., itp.
Teraz ludzie, którzy wywalczyli nam wolność, czy to przez działalność polityczną, czy przez moralne nauczanie, są atakowani przez te same osoby, którym było za komuny dobrze. Którym się tęskni za starym układem. A głupi motłoch temu tylko przyklaskuje.
Jaka jest zasługa Kwaśniewskiego, że był wybierany przez dwie kadencje i nie miałby problemów z wyborem na trzecią? Że ma sztuczną opaleniznę, gada po angielsku i ma (według niektórych) atrakcyjnie wyglądającą żonę? Co takiego osiągną dla Polski? Chyba to, że pokazał, że nie trzeba tracić nadziei. Jak się straci posadkę w rozpadającym się reżimowym systemie, można wszystkich ogłupić, stać się bezpartyjnym prezydentem wszystkich Polaków i dalej trwać mocno przy żłobie. A żeby swym ofiarom zamknąć buzie, wystarczy dalej na nich napadać, oskarżać ich i atakować. Kwaśniewski jako były minister sportu rządu PRL wie, że najlepszą obroną jest atak.
Kaczyńscy nie mają takiego wyglądu, jak niektórzy inni politycy, nie wychodzą im z ust zdania gładkie, jak kluski do karmienia gęsi, więc motłoch nie lubi Kaczyńskich. Co tam historia, co tam fakty. Teraz nikt nie jest w stanie się skupić, żeby przeczytać taki długi tekst, jak ten, więc kto by tam pamiętał, co było dwadzieścia, czy czterdzieści lat temu. Jak nagłówek notki na czyimś blogu powie, że ten i ten to agent, żyd, informator, to jest to dla wielu więcej, niż potrzebują do ukształtowania sobie swojej o nim opinii. Mnie tylko smutno, że naród, który kiedyś był uważany za taki mądry, tak jakoś ostatnio nam zgłupiał.
Drogie dzieci! Także dzisiaj przynoszę wam nowonarodzonego Jezusa w moich ramionach. On, który jest Królem Nieba i Ziemi, jest waszym Pokojem. Dziatki, nikt nie może dać wam pokoju tak jak On, który jest Królem Pokoju. Adorujcie Go więc w waszych sercach, zdecydujcie się na Niego i będziecie w Nim pełni radości. On będzie was błogosławił swym błogosławieństwem pokoju. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.
Wszystkim moim przyjaciołom, czytelnikom i gościom tej stronki życzę zdrowych, radosnych, szczęśliwych, wesołych i błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia i szczęśliwego Nowego Roku. Niech nowonarodzona Dziecina błogosławi Was, Wasze rodziny, Waszych przyjaciół i niech Wam się darzy w tym nadchodzącym, nowym, 2007 roku.

A ja ze swej strony zapewniam Was wszystkich o mojej codziennej modlitwie w intencjach Was wszystkich odwiedzających tę stronkę. Proszę także o Wasze modlitwy w mojej intencji. Szczęść Wam Boże. Wesołych Świąt. I dziękuję za odwiedziny tego portalu. Hiob z rodziną.
Podczas wigilijnego nabożeństwa Bożonarodzeniowego usłyszymy fragmenty Ewangelię Św. Mateusza podającą rodowód Jezusa (Mt 1,1-16). Jest to niezwykły rodowód, bo Św. Mateusz wspomina w nim kilka kobiet. Kobiety nie miały znaczenia w rodowodach Izraelitan. Ważne było, kto jest ojcem, nie matką. Mesjasz miał być synem Dawida, nie Batszeby, ale Mateusz wspomina ich oboje. I to w jaki sposób! Nie nazywa Batszeby jej imieniem, ale pisze o niej jako o „żonie Uriasza”. Tylko, że Uriasz nie jest żadnym przodkiem Jezusa, jak to więc jest, że żona Uriasza jest prapra- prababką naszego Zbawiciela? I po co wspominać takie osoby, które i tak nie mają znaczenia dla uznania, że Jezus jest Synem Dawida i pochodzi z jego Domu? Tym bardziej, że ta „żona Uriasza” to nie jedyna kobieta wymieniona przez Mateusza. Wspomina on w sumie cztery damy, ale żadna z nich nie jest „bez skazy”. Albo nie były to w ogóle Izraelitki, albo postępowały one niemoralnie, albo jedno i drugie.. Każdą więc z wymienionych pań pobożny faryzeusz raczej by usunął z pamięci i z historii, zwłaszcza jako przodka tak oczekiwanego Mesjasza. Dla nich wszyscy „goje”, wszyscy ludzie nie będący Izraelitami byli nieczyści i każdy niemoralny akt był grzechem, łamaniem przykazań Bożych. Czemu Mateusz wspomina te kobiety? I co one za jedne? Przyjrzyjmy się im kolejno. Pierwszą z nich jest Tamar. Biblia uczy nas o niej niezwykle ciekawych faktów. To bezdzietna wdowa po synu Judy, która zostaje poślubiona, jak nakazywało prawo, bratu męża, Onanowi. Ten nie chcąc się wywiązać z obowiązku małżeńskiego (przykład potępienia antykoncepcji w Biblii), zostaje przez Boga ukarany śmiercią. Według prawa kolejnym jej mężem musiał zostać młodszy brat męża, ale Juda bojąc się o jego życie, postanawia nie wypełniać tego prawa i nie dać synowej najmłodszego syna za męża. Tamar, zasłaniając swą twarz i chroniąc swą tożsamość, podstępnie udaje nierządnicę i oddaje się swemu teściowi, a gdy później do niego dochodzi wieść, że jego była synowa jest w ciąży, nakazuje ją zabić. Jednak gdy Tamar udowadnia, że to właśnie teść jest ojcem jej dziecka, Juda uznaje swą winę. A ich syn, Fares, będzie przodkiem naszego Zbawiciela. Całą historię można przeczytać w Księdze Rodzaju 38,6-30. Druga z wymienionych kobiet to Rachab, nierządnica z Jerycha, która ukryła zwiadowców Izraelskich. Co prawda schroniła ona izraelskich szpiegów przed pewną śmiercią z rąk Kananejczyków, oddając Izraelitom przysługę, ale była ona prostytutką i sama była Kananejką. Kananejczycy, przypomnę, to potomkowie Kanaana, wnuka Noego, który, moim zdaniem, był synem kazirodczego związku Chama ze swą matką, żoną Noego. Pisałem o tym w w drugim rozdziale „Rozważań o Biblii”. O Rachab można przeczytać w Joz 2. Trzecia z kobiet, o których wspomina Mateusz to Rut. To także cudzoziemka, Moabitka. Moabici to byli potomkowie Moaba, syna Lota i jego córki. Gdy bratanek Abrahama, Lot, uciekł z Sodomy ze swoją rodziną, zamieszkał potem ze swymi córkami. Jego żona, jak pamiętamy, zamieniona została w słup soli. Córki nie mogąc znaleźć mężów postanowiły upić winem ojca i „wykorzystały go” podczas jego snu. Synowie, którzy przyszli na świat z tego grzesznego czynu dali początek narodom Moabitów i Ammonitów. Opis tych wydarzeń jest w Księdze Rodzaju, rozdział 19. A sama Rut została żoną Booza także uciekając się do podstępu. (Rut 3, 1-17). Kolejna kobieta wymieniona w rodowodzie Jezusa to „żona Uriasza”. Mateusz nawet nie wspomina, że ma ona na imię Batszeba, starając się uwypuklić fakt, że to właśnie Uriasz, nie Dawid powinien być jej mężem. Ale Dawid, widząc ją kąpiącą się w pobliżu swego pałacu, zaprosił ją do siebie i… no, wiadomo, co było dalej. Nie będę wchodził w szczegóły, bo blog ten czytają też dzieci. Zresztą to być może też jakieś krętactwo ze strony Batszeby. Czemu kąpała się w zasięgu wzroku króla Dawida, gdy jej mąż był na wojnie, walcząc dla tego króla? Tak czy inaczej w konsekwencji zaproszenia na królewskie pałace zaszła ona w ciążę, a Dawid, panikując, wydał rozkazy powodujące śmierć Uriasza. Batszeba została jedną z jego żon i matką Salomona. O niej możemy przeczytać w 2 Sam 11.Prawo zakazywało małżeństw z Moabitami, Kananejczykami i w ogóle niemoralnych praktyk. Część z tych przepisów jest tutaj:Nikt nie poślubi żony swego ojca i nie odkryje brzegu płaszcza ojca swego.Nie wejdzie syn nieprawego łoża do zgromadzenia Pana, nawet w dziesiątym pokoleniu nie wejdzie do zgromadzenia Pana.Nie wejdzie Ammonita i Moabita do zgromadzenia Pana, nawet w dziesiątym pokoleniu; nie wejdzie do zgromadzenia Pana na wieki. (Pwt 23, 1,3-4)A jednak wśród przodków Dawida i Salomona są te przykłady kobiet pochodzących z obcych, wrogich Izraelitom narodów, na dodatek o co najmniej podejrzanej reputacji. Dlaczego więc je Mateusz wspomina? Nie lepiej by było spuścić na nie zasłonę niepamięci? Ja myślę, że wyjaśnienie tego kroku można znaleźć w tym wersecie, który cytowałem w moim poprzednim felietonie mówiącym o filmie „Narodzenie”: Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry? I powątpiewali o Nim. (Mk 6,3)Powątpiewali o nim, bo od lat uważali oni, że Maryja poczęła dziecko poza związkiem małżeńskim. Gdy wróciła od swej krewnej Elżbiety, była już w widocznej ciąży, a przecież nie mieszkała jeszcze z zaślubionym sobie Józefem. Dlatego to Jezusa nazywano „synem Maryi”. Jedyny taki przypadek w całej Biblii. Inni mężczyźni zawsze nazywani są „synami ojca”. Oto parę przykładów: A duch Boży spoczął na Azariaszu, synu Odeda. (2 Krn 15,1)A wśród zgromadzenia duch Pański spoczął na Jachazjelu, synu Zachariasza, syna Benajasza, syna Jejela, syna Mattaniasza - lewicie spośród potomków Asafa. (2 Krn 20,14)Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. (Mt 1,20)Mówił zaś o Judaszu, synu Szymona Iskarioty. Ten bowiem - jeden z Dwunastu - miał Go wydać. (J 6,71)I znowu, po raz drugi, powiedział do niego: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie? Odparł Mu: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego: Paś owce moje. (J 21,16)A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. (Mt 4,21)Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, (Mt 10,3)Jedyny przykład w całej Biblii nazwania kogoś „synem matki” to właśnie nazwanie Jezusa synem Maryi w Jego ojczystych stronach, w Nazarecie. Mateusz, by odeprzeć zarzuty, że Jezus nie może być Mesjaszem, bo jego poczęcie jest co najmniej dwuznaczne, przypomina, że król Dawid, autor psalmów śpiewanych każdego dnia przez Żydów i jego syn, Salomon, król Izraela i najmądrzejszy człowiek w historii, obaj czczeni przez Izraelita jako wielcy bohaterowie i święci mężowie, mieli wśród swych przodków kilka niezbyt jasnych plam. (Przecież nie możemy zapominać, że dla współczesnych mu Żydów sprawa była jasna. Maryja była niewierna Józefowi i zaszła w ciążę przed ślubem). Jeżeli więc nie przeszkadzało, że Dawid i jego syn, Salomon, mieli wśród swych babek cudzoziemki, prostytutki, oszustki i krętaczki, to jakie znaczenie mało by mieć, gdyby nawet rzeczywiście Maryja nie z Józefem miała swego Syna? Bo rzeczywiście nie z nim Go miała. Ale nawet, jak nie wierzyli by oni w fakt, że to sam Duch Święty zstąpił na Maryję, to ciągle nie zmienia to faktu, że Jezus miał prawo do tego, by być nazwanym Synem Dawida. Tym bardziej, że prawa do tego tytułu przysługiwały z prawnego, nie faktycznego stanu. Jeżeli Jezus był Synem Maryi, a Józef Jej mężem, to prawnie Jezus był Synem Dawida, bo był adoptowanym synem Józefa, pochodzącym z domu Dawida. Natomiast fakt, że faryzeusze i sąsiedzi nie wiedzieli, kto faktycznie był Ojcem Jezusa, nie miał w tym momencie dla nich większego znaczenia, albo raczej, jak to genialnie wykazał święty Mateusz w genealogii Jezusa, nie może w żaden sposób eliminować możliwości, że jest On długo oczekiwanym Mesjaszem.